Według danych Biura Informacji Kredytowej niemal przez cały ubiegły rok popyt na kredyt konsumpcyjny był mniejszy niż w analogicznych miesiącach 2015 r. BIK mierzy to wartością składanych wniosków kredytowych w bankach. Na ogół była ona o kilka procent mniejsza w porównaniu do danych z 2015 r. z kilkoma wyjątkami, np. w grudniu, gdy wzrosła ona o 10 proc.

Mniejsze zainteresowanie przyniosło spadek liczby udzielonych kredytów. W ciągu trzech kwartałów banki sprzedały ich nieco ponad 5,3 mln w porównaniu do ponad 5,4 mln rok wcześniej.

Ale jednocześnie ich łączna wartość wzrosła do 58,7 mld zł, z 57,7 mld zł rok wcześniej.

Profesor Waldemar Rogowski, główny analityk BIK, twierdzi, że to efekt strategii przyjętej przez banki. Zakłada ona zwiększenie sprzedaży nowych produktów dotychczasowym klientom, których banki już dobrze znają. Same podsuwają kredyt skrojony już na potrzeby konkretnego klienta, np. poprzez serwis internetowy. Ta oferta wymyka się statystyce popytu prowadzonej przez BIK, opierającej się na wnioskach składanych przez samych kredytobiorców.

Po drugie, bankom o wiele bardziej opłaca się udzielić mniej kredytów o dużej wartości niż ich większej liczby na mniejsze kwoty. Wiąże się to dla nich z niższymi kosztami. Sytuacja majątkowa klientów ułatwia sprawę, bo bez konieczności ponoszenia większego ryzyka można zaoferować większy dług.

Gdy zwiększają się dochody klientów, banki mogą się godzić na ich proporcjonalny wzrost zadłużenia tak, aby wskaźnik długu do dochodów był na stałym poziomie. Banki orientują się, jakie są miesięczne wpływy na rachunki klientów. Jeśli one rosną, instytucje finansowe są w stanie szybko oszacować możliwy dopuszczalny wzrost długu w relacji do nowych, wyższych dochodów – wyjaśnia prof. Rogowski.

Dodaje, że banki biorą pod uwagę w swoich strategiach sprzedażowych to, jak dobra jest sytuacja na rynku pracy. Na wzrost dochodów gospodarstwa domowego ma również wpływ program „Rodzina 500 plus”.

Większość prezesów największych banków mówi, że w 2017 r. w kredytowaniu zamierzają się skoncentrować na segmencie kredytów konsumpcyjnych. Ze sprzedażą kredytów hipotecznych są problemy – z różnych powodów – w związku z tym ten rok ma być rokiem kredytu konsumpcyjnego również z uwagi na jego dużo wyższą opłacalność niż w przypadku kredytów hipotecznych – ocenia analityk BIK.

Według niego z czasem możemy obserwować zjawisko tzw. przesunięcia progu potrzeb: wraz z poprawą dochodów czy wzrostem kwot, które będą odkładać beneficjenci programu „Rodzina 500 plus”, apetyty konsumpcyjne będą rosły. Co przełoży się dodatkowo na popyt na kredyt.

– Już grudzień pod tym względem okazał się bardzo dobry. Łącznie mogło zostać przełamane 7 mld zł sprzedaży miesięcznej. Nadal są to jednak wzrosty umiarkowane w kontekście tego, jak dużym zastrzykiem finansowym dla gospodarki jest np. program „Rodzina 500 plus”. Jego realne efekty można będzie zaobserwować dopiero w dłuższym okresie. Nie ulega jednak wątpliwości, że ma on wpływ na popyt na kredyt. Widać to choćby w profilu klientów – połowa kredytobiorców, którzy zaciągnęli kredyt konsumpcyjny w 2016 r., była w wieku 25–44 lata, a więc w takim, w którym mogą mieć dzieci – uważa Waldemar Rogowski.

Wpływ wypłat dodatków na dzieci widzą przedstawiciele pozabankowych firm pożyczkowych. Marek Kujawa, dyrektor departamentu ryzyka w firmie Vivus, mówi, że zmienia się struktura udzielanych pożyczek. Jest wyraźnie mniej chętnych na chwilówki – czyli pożyczki na niskie kwoty zaciągane na krótko, najczęściej na miesiąc.

Widzimy spadek, powody to ustawa antylichwiarska z marca ubiegłego roku, która ograniczyła możliwości „rolowania” pożyczek, ale też poprawa sytuacji majątkowej dzięki dobrej koniunkturze oraz programowi „Rodzina 500 plus”. W końcu ubiegłego roku było to kilkanaście procent mniej niż rok wcześniej – mówi Marek Kujawa.

Druga zmiana: program „Rodzina 500 plus” zmienił aspiracje klientów. – Wcześniej, gdy ktoś potrzebował 2 tys. na telewizor, to pożyczał. Gdy teraz dostaje co miesiąc 500 zł, to – owszem – mógł sobie kupić nowy telewizor bez pożyczania, odkładając przez kilka miesięcy. Ale ile telewizorów może jeszcze kupić? Lepiej odkładać przez kilka miesięcy, pożyczyć większą kwotę i kupić np. używany samochód. Kto już zaspokoił podstawowe potrzeby, teraz będzie się starał zaspokoić dodatkowe, bardziej kosztowne. To może w naturalny sposób napędzać popyt na wysokokwotowe kredyty i pożyczki – ocenia dyrektor Kujawa.

Inny sygnał to poprawa spłacalności już zaciągniętych zobowiązań. Vivus obserwuje to w obsłudze pożyczek ratalnych. Marek Kujawa mówi, że pozytywny trend jest wyraźnie widoczny od wakacji.

Wiążemy to m.in. z programem 500 plus. Przy kwotach, które pożyczamy, maksymalna rata miesięczna to kilkaset złotych. Program „Rodzina 500 plus” to dość mocne wsparcie dla jakości spłaty pożyczek. Porównując nawet grudzień, który jest miesiącem specyficznym, gdyż ludzie potrzebują pieniędzy i spłacalność często bywa zachwiana, do lipca, to prawdopodobieństwo niespłacania pożyczek spadło o 25 proc. To dużo – mówi.

Podobnie jest w innych firmach. Marcin Żuchowski, członek zarządu firmy i dyrektor ds. ryzyka kredytowego, poprawę jakości portfela nazywa zauważalną. Dodaje, że po kilku miesiącach działania programu „Rodzina 500 plus” mniej osób chce zaciągać długi w firmach pożyczkowych, ale te, które to robią, zaciągają zobowiązania na wyższe kwoty niż wcześniej. Zmiany dotyczą także celów zaciąganych pożyczek. – Wśród beneficjentów programu „Rodzina 500 plus” pojawiają się nowe potrzeby pożyczkowe – mówi Marcin Żuchowski.

Dodaje, że firmy pożyczkowe próbują się dostosować, szukając nowych grup klientów. – Rynek skłania się ku osobom młodym, które jeszcze nie założyły rodzin – mówi członek zarządu Providenta.

Rodzina 500 plus ma wpływ na rynek kredytów. Apetyty ludzi rosną

Program, który poprawia dochody gospodarstw domowych

Prawie 3,8 mln dzieci zostało już objętych programem „Rodzina 500 plus”. Ich rodzinom wypłacono 15,1 mld zł. To dane z końca listopada ubiegłego roku – ale osiem miesięcy działania programu wystarczyło, by rząd dokonał bezpośredniego transferu do rodzin w niespotykanej dotąd skali, nieporównywalnie większej od wypłacanych dotąd świadczeń rodzinnych czy zwrotu ulgi podatkowej na dzieci.

Z danych Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej wynika, że prawie 36 proc. dzieci objętych programem mieszka na wsi. Ponad 41 proc. świadczeń wypłacanych jest na pierwsze lub jedyne dziecko – to 1,56 mln dzieci, w tym 631,2 tys. jedynaków. Żeby uzyskać dodatek na pierwsze dziecko, rodzina musi mieć odpowiednio niski dochód: 800 zł netto na osobę (albo 1200 zł netto w przypadku rodzin z dzieckiem niepełnosprawnym).

Program z pewnością ma wpływ na wielkość dochodów rodzin. Świadczą o tym wyniki badań Narodowego Banku Polskiego. Według nich realny dochód gospodarstw domowych był w II kwartale 2016 r. (ostatnie dostępne dane) o 6,1 większy niż rok wcześniej. Za ponad jedną trzecią tego wzrostu (2,5 pkt proc.) odpowiadają właśnie dodatki na dzieci. Wpływ wzrostu dochodów na konsumpcję ujawnił się dopiero w III kwartale – to wtedy wzrost konsumpcji przyspieszył do 3,9 proc., z 3,3 kwartał wcześniej.

Wpływ wypłat z programu na wielkość wydatków może być ograniczony: część środków jest przeznaczana na oszczędności. NBP uważa, że najuboższe rodziny mogły dzięki 500 plus stworzyć oszczędności buforowe – czyli na czarną godzinę. Wcześniej tego nie robiły ze względu na zbyt mały dochód. Z kolei rodziny ze starszymi dziećmi mogą traktować dodatki jako przejściowy dochód, więc zamiast wydawać pieniądze z 500 plus, odkładają je na przyszłą konsumpcję.