LOT, który od stycznia lata z Warszawy do Tokio, teraz robi kolejny krok. Od dziś w ramach biletu przesiadkowego z tokijskiego lotniska Narita da się polecieć dalej w głąb Japonii. Te połączenia będą wykonywane samolotami tamtejszych linii ANA. Jest to możliwe w ramach umowy o współdzieleniu kodu. To mechanizm, w ramach którego dwie linie oferują sprzedaż miejsc w tym samym samolocie. W tym przypadku LOT na sprzedanym bilecie ANA – np. z Sapporo do Tokio – umieszcza kod LO z adnotacją, że połączenie jest obsługiwane przez innego przewoźnika.

Potem linie dzielą się przychodami z biletów według algorytmów zapisanych w umowie. Japończycy zaś dostają dostęp do części siatki LOT, czyli mogą oferować swoim pasażerom bilety między Europą a Japonią z wykorzystaniem rejsów LOT, m.in. do Frankfurtu, Paryża czy Londynu. Współdzielenie kodu pozwala uzyskać dostęp do większej liczby pasażerów, którzy kupują bilet jednego przewoźnika za pośrednictwem strony drugiego. A wspólny kod do mniejszych lotnisk pozwala rozbudować siatkę. Zawsze zyskuje pasażer, któremu przybywa dostępnych połączeń. Dla przewoźników to delikatna gra, w której starają się nie oddać partnerowi więcej, niż od niego dostali, żeby nie pogorszyć sobie wyniku sprzedaży.

Poszerzenie oferty o mniejsze miasta Japonii negocjowano od miesięcy. Przeszkodą była postawa Lufthansy, która nie była zainteresowana zbliżeniem LOT z ANA. Z tą ostatnią linią Niemcy sami mają podpisaną umowę joint venture – głębszą formę współpracy niż code share (przewoźnicy udostępniają sobie do sprzedaży całe pokłady samolotów, a nie tylko miejsca na pokładzie). – Jesteśmy zainteresowani współpracą z LOT, ale uzależniamy ją od zgody Lufthansy – mówił DGP w czerwcu prezes ANA Osamu Shinobe. Wszystkie trzy linie należą do sojuszu Star Alliance, więc powinny współpracować. Ostatecznie Niemcy poszli na ustępstwa. – Planujemy rozwijać współpracę w ramach code share na połączeniach dalekiego zasięgu – zapowiada rzecznik LOT Adrian Kubicki.

Z naszych ustaleń wynika, że najbardziej zaawansowane są rozmowy z Air China. Możliwe, że LOT zacznie sprzedawać bilety także na połączenia wewnątrz Chin (Chińczycy już mają handlowy dostęp do siatki LOT, co jest dysproporcją). LOT zabiega też o wspólne sprzedawanie biletów z koreańskimi Asiana Airlines, odkąd od października lata do Seulu. Tutaj stawka jest niższa, bo rynek w Korei Płd. jest mniej atrakcyjny niż w Chinach. LOT ma dziś podpisane umowy o współdzieleniu kodów z 15 liniami Star Alliance. Polski przewoźnik współpracuje też z liniami spoza sojuszu, np. Aerofłotem, Bieławią i Air Baltic.

Na trasie Warszawa–Tokio LOT chwali się niezłym napełnieniem samolotów (ok. 85 proc.), chociaż połączenie wciąż nie jest rentowne. W Seulu zapełnienie maszyn jest podobne, ale średnia wpływów z biletów wyższa. Gorzej jest na trasie do Pekinu, która była rentowna, ale wypełnienie samolotów obniżyło się po tym, jak do Warszawy w tym roku zaczęły latać Air China, oferując bilety nawet po 300 euro. LOT planuje przewieźć w tym roku 5,5 mln pasażerów, czyli o 1,2 mln więcej niż rok wcześniej. Prezes Rafał Milczarski zapowiada, że zysk na działalności podstawowej przekroczy 150 mln zł. To odbicie się po potężnych stratach ostatnich lat i po tym, jak LOT przyjął w 2013 i 2014 r. 530 mln zł pomocy publicznej.