Jego zdaniem bardzo trudne jest np. jednolite uregulowanie w ustawie zasad zwrotu kredytobiorcom frankowym spreadów, bo każda umowa była inna. Natomiast zwrot mieszkań to - w ocenie Pietraszkiewicza - działanie prawa wstecz.

PAP: Czy Związek Banków Polskich ma jakieś stanowisko w sprawie prezydenckiego projektu ustawy dotyczącej frankowiczów?

Krzysztof Pietraszkiewicz: Rezultaty pracy zespołu, który został utworzony przy Kancelarii Prezydenta, pokazują, z jak bardzo złożonymi problemami mamy do czynienia. Wielowątkowość proponowanych rozwiązań ukazuje, że jeśli chce się postąpić możliwie rozważnie, to jest to w postaci aktu ustawowego niezmiernie trudne i wymaga szeregu analiz i przyjęcia wielu scenariuszy. Ważne jest jednak to, że wszyscy uczestnicy debaty, którzy odpowiadają za stabilność państwa, podkreślają, że ewentualne rozwiązanie nie powinno doprowadzać do uprzywilejowania kredytobiorców walutowych w stosunku do kredytobiorców złotowych. Trzeba pamiętać, że kredytobiorcy walutowi mieli świadomość, że może się zrealizować także negatywne ryzyko kursowe. Chciałbym też zwrócić uwagę, że nie powinno się w wyniku podejmowanych działań doprowadzić do zdestabilizowania polskiego systemu bankowego i niebezpieczeństwa narażenia zgromadzonych oszczędności milionów Polaków. Kolejną ważną kwestią, której nie można bagatelizować, jest fakt, że ze stabilnością systemu bankowego wiąże się zdolność banków do finansowania programów gospodarczych, w tym m.in. ogłoszonego przez rząd w ostatnich miesiącach tzw. planu Morawieckiego. Istotne są również międzynarodowe umowy, których zapisy oparte są o ochronę inwestycji, przewidywalność i wiarygodność Polski oraz krajowych instytucji finansowych. Trzeba także szanować zdanie większości opinii publicznej, która jest przeciwna udzielaniu pomocy grupie posiadaczy kredytów frankowych. Społecznie dopuszczane jest wsparcie jedynie grupy osób najniżej sytuowanych lub tych, którzy realnie pomocy potrzebują.

PAP: Zgodnie z propozycją przedstawioną jakiś czas temu przez Związek Banków Polskich pomocą mieliby być objęci ci, których raty kredytowe przekraczają 70 proc. ich dochodów.

K.P.: Tak, to jest propozycja, ale zgłoszona w pewnym kontekście. Ta propozycja uwzględnia wszystkie działania, jakie do tej pory zostały podjęte i wdrożone.

PAP: Chciałbym jednak spytać o pewne konkretne pomysły, które już dziś znajdują się wśród propozycji ekspertów Kancelarii Prezydenta. Na przykład jest tam pomysł zwrotu spreadów. Co Pan o tym myśli?

K.P.: Do momentu, do którego nie mamy do czynienia z konkretnym aktem prawnym, poruszamy się w sferze założeń i teoretycznych koncepcji. Pojawienie się jakiegokolwiek aktu prawnego, musi być poprzedzone rzetelną oceną skutków tej regulacji. Zarówno ekonomiczną, jak i prawną. Tej pierwszej powinien dokonać Komitet Stabilności Finansowej...

PAP: A Pan ma jakiś pogląd na pomysł zwrotu spreadów?

K.P: Trzeba pamiętać, że od 2011 roku obowiązuje ustawa precyzyjnie regulująca ten obszar. Ewentualne nowe rozwiązania należałoby konstruować w taki sposób, by nie było zarzutu, że prawo działa wstecz. Sprawa spreadów na pewno nie może być potraktowana jednolicie, bo różne były stosowane rozwiązania w poszczególnych bankach, w różny też sposób ukształtowane były umowy między klientami, a bankami. W związku z tym nie można zaproponować jednego uniwersalnego mechanizmu, z czym zresztą projektodawcy tego rozwiązania się zetknęli.

PAP: A pomysł zwrotu mieszkań?

K.P.: Jeśli chodzi o zwrot mieszkań, można rozważać takie rozwiązanie na przyszłość. W innym przypadku mielibyśmy do czynienia z ewidentnym przypadkiem działania prawa wstecz. Mało tego, trzeba pamiętać, że tego typu rozwiązania, które istnieją w niewielu krajach i niektórych stanach USA, polegają na tym, że i tak nie zwalnia to klienta z obowiązku wywiązania się ze zobowiązań. Niektórzy mylnie interpretują, że zwrot mieszkania załatwia całą sprawę. Otóż tak nie jest.

PAP: W przypadku propozycji prezydenckiej chyba o to by chodziło - zwrot mieszkania, nawet gdy ma wartość niższą niż kredyt, wygaszałby całą umowę.

K.P.: By taka instytucja mogła funkcjonować, to musiałyby być dokonane poważne zmiany w ogóle w całym systemie gospodarki mieszkaniowej i finansowania mieszkalnictwa w naszym kraju. Klient może mieć przecież zobowiązania także wobec innych instytucji, nie tylko banków. Powtarzam, co do przyszłości można na ten temat rozmawiać, co do przeszłości i uczciwie zawartych umów, niewątpliwie byłby to przykład działania prawa wstecz.

PAP: Jeden z prezydenckich ekspertów, prof. Witold Modzelewski stwierdził w rozmowie z PAP, że najbardziej winne problemu z kredytami frankowymi są banki, bo nie poinformowały klientów o ryzyku walutowym. I dlatego to one same powinny ten problem rozwiązać.

K.P.: Chyba w tym przypadku najlepiej przywołać wyrok sądu sprzed kilku miesięcy ws. jednego z kredytobiorców walutowych. Sąd w sentencji wyroku stwierdził, że trudno jest jaśniej poinformować klienta o ryzyku walutowym. Jednak odwołując się do historii, warto po raz kolejny przypomnieć, że ZBP występował do władz regulacyjnych już w 2005 roku o wprowadzenie zakazu oferowania kredytów walutowych na większą skalę. Byliśmy zaniepokojeni tempem rozwoju tego kredytowania. Jednak był nacisk ze strony polityków wobec tych, którzy chcieli wprowadzić ograniczenia. To wszystko jest udokumentowane. Dlatego pan profesor nie powinien formułować takich zarzutów pod adresem sektora bankowego i nadzoru.

Poza tym w najtrudniejszej dziś sytuacji są kredytobiorcy, którzy brali kredyty mieszkaniowe w 2007 i 2008 roku. Ale akurat ta grupa osób była bez wątpienia najlepiej poinformowana o ryzyku walutowym. Klienci składali specjalne oświadczenia, w których rezygnowali w wielu przypadkach z kredytu złotowego na rzecz walutowego ze świadomością ryzyka walutowego. Jest również sprawą ewidentną, że w o wiele lepszej sytuacji nadal jest większość tych kredytobiorców, którzy zaciągnęli kredyty walutowe, a nie złotowe. Nikt jednak nie przewidział, co się stanie w światowych finansach po roku 2008. Mówiąc trochę żartobliwie, gdyby ktoś przewidział kryzys, najlepiej było nie udzielać kredytów, nie narażać się na żadne ryzyko, ale nabyć franki szwajcarskie i je dziś sprzedać.

Trzeba też pamiętać o tym, że kredyty mieszkaniowe są kredytami o bardzo wysokiej jakości. Poziom zagrożenia kredytów mieszkaniowych jest w okolicach 3 punktów procentowych, podczas gdy kredyty konsumenckie są zagrożone na poziomie 10-11 proc., a kredyty dla MSP w okolicach 12 proc.

Dlatego w takich okolicznościach jak dziś należy raczej znajdować działania łagodzące skutki i pozwalające na wyjście z sytuacji. Z takimi wydarzeniami mieliśmy już na polskim rynku kilkakrotnie do czynienia. Były sytuacje, gdy klienci musieli płacić kilkudziesięcioprocentowe kredyty, zaciągnięte na cele mieszkaniowe, jak na przykład na początku lat 90., przy wysokiej inflacji w Polsce. Wtedy banki mające dostęp do tańszych pieniędzy, zaoferowały dostęp do tańszych kredytów. Dziś też występują różne mechanizmy, które pozwalają na zakończenie tego kredytowania z sukcesem dla klienta i kredytodawców. Wierzę, że uda nam się rozwiązać ten problem w sposób rozważny, ku zadowoleniu wszystkich stron. Należy przeciwstawić się naciskom osób, które w wielu przypadkach przeinwestowały, posiłkując się kredytem, wybudowały domy nieprzystające do ich możliwości finansowych czy przeznaczyły kredyt na inne cele niż mieszkaniowe. I nie protestowały, gdy były beneficjentami zmian kursowych. A teraz, gdy się sytuacja odwróciła, mówią, że te umowy były nieważne.

PAP: Czy Brexit coś zmienił w całej sytuacji frankowiczów? Frank znowu jest droższy.

K.P.: Niestety mamy do czynienia z kolejnym czynnikiem, podwyższającym poziom niepewności na rynkach finansowych. Wierzę jednak, że zarówno władze Komisji Europejskiej, jak i władze Wielkiej Brytanii znajdą sposób na rozwiązania bezpieczne i strategicznie korzystne dla obu stron. I w konsekwencji będzie to wpływać łagodząco na zmiany na rynku walutowym. Dla wielu inwestorów jest to sytuacja zaskakująca i muszą się oni w tej gmatwaninie różnych powiązań gospodarczych, ale też politycznych i wojskowych odnaleźć. Myślę, że sytuacja będzie się powoli stabilizować, ale dyskusje o rozwiązaniach frankowych muszą też uwzględniać obciążenia, wymagania i ograniczenia, nałożone w ostatnim okresie na sektor bankowy.

PAP: Projekt prezydencki nie uwzględnia tego?

K.P.: Do momentu, gdy nie zobaczymy ostatecznej wersji projektu nie chciałbym się na jego temat wypowiadać. Nie leży w moim charakterze wypowiadanie się zbyt kategorycznie o projektach, które nie mają ostatecznego kształtu. Z pewnych przesłanek można wnioskować jednak, że koszty niektórych operacji byłyby zbyt duże i budziłyby zasadnicze wątpliwości natury prawnej. Najważniejsze, by propozycje te miały dokonaną ocenę skutków regulacji - finansowych i prawnych.

PAP: Czy podtrzymuje pan stanowisko, że propozycja ZBP o pomocy dla ponoszących koszty rat ponad 70 proc. dochodów to ostatnie słowo banków w tej sprawie?

K.P.: Propozycja ta może być przedmiotem rozmów i dalszego uszczegółowienia.

PAP: Uszczegółowienia w jaką stronę?

K.P.: Np. może chodzić o mediatorów, którzy mogliby doradzać klientowi i bankowi, jak się porozumieć w sytuacjach, które są niejednoznaczne. To wszystko powinno być przedmiotem rozmów z władzami regulacyjnymi. Operacja, którą my proponujemy działałaby na rynek stabilizująco. Pozwoliłaby doprowadzić do sytuacji, w której warunki kredytów złotowych i frankowych zostałyby maksymalnie przybliżone.

Poza tym trzeba pamiętać, że mamy dziś ujemne stopy procentowe. Z tego punktu widzenia kredyt jest najtańszy w historii. Kurs walut poszedł w górę, ale cena kredytu przy ujemnych stopach procentowych jest bardzo korzystna. Ci co mocno naciskają na regulację w tej chwili, chcieliby skonsumować wszelkie możliwe korzyści, a ciężary przerzucić na tych, którzy nie bez wysiłku ponoszą koszty własnych zobowiązań.

Rozmawiał Piotr Śmiłowicz (PAP)