Projekt wprowadzający podatek handlowy jeszcze w tym tygodniu ponownie trafi pod obrady Stałego Komitetu Rady Ministrów. Komitet odesłał go Ministerstwu Finansów, a jednym z argumentów było właśnie doszlifowanie skutecznej argumentacji dla Komisji Europejskiej. Projekt jest przez nią monitorowany od początku. Pojawił się nawet pomysł, żeby poczekać z ostateczną jego akceptacją przez rząd do momentu, aż Komisja powie, że nie widzi zastrzeżeń. Ale to by znaczyło, że nowa danina weszłaby w życie od przyszłego roku, co byłoby trudne do wytłumaczenia z powodów politycznych. Podatek to jeden ze sztandarowych pomysłów PiS z kampanii wyborczej.

– Czeka nas wymiana korespondencji z Brukselą po przyjęciu projektu przez Stały Komitet. Musimy być dobrze przygotowani do rozwiania wątpliwości Komisji – podkreśla wiceminister finansów Wiesław Janczyk.

To, że Komisja będzie miała wątpliwości, jest niemal pewne. Po pierwsze, raz już je zgłosiła, do poprzedniej wersji projektu. I to one były jednym z powodów wstrzymania nad nim prac. Po drugie, sprawą polskiego podatku handlowego chce zainteresować KE Polska Organizacja Handlu i Dystrybucji zrzeszająca największe sieci.

– Zdecydowano się na jeden z najostrzejszych wariantów: zastosowanie wysokiej kwoty wolnej od podatku to ryzyko wystawienia się na zarzut niedozwolonej pomocy publicznej ze strony UE. A wprowadzenie progresji w tym kształcie wypełnia warunki dyskryminacji niektórych podmiotów – twierdzi Andrzej Faliński, dyrektor generalny POHiD.

Jego zdaniem kwota wolna od podatku na poziomie 204 mln zł rocznego obrotu może być potraktowana jak niedozwolona pomoc, a wprowadzenie wyższej 1,4-proc. stawki przy obrotach powyżej 2,04 mld zł dyskryminuje największe sieci, na ogół z zagranicznym kapitałem. Dyrektor dodaje, że jeszcze nie zapadły konkretne decyzje, co zrobić w sprawie podatku handlowego. POHiD może poprosić o pomoc EuroCommerce – ogólnoeuropejską organizację handlowców, której sam jest członkiem – i działać w Brukseli lobbingowo. Z punktu widzenia dużych sieci najlepiej byłoby, gdyby Komisja Europejska sama zajęła się sprawą. Może się tak stać w przypadku zbadania, czy nowe przepisy mogą stanowić niedozwoloną pomoc publiczną, jeśli rząd sam wyśle notyfikację do Brukseli w związku z nowo przyjętym prawem.

Inaczej wygląda sprawa w przypadku zarzutów o dyskryminację. Andrzej Faliński przyznaje, że możliwa jest formalna skarga, której adresatem byłaby Komisja Europejska. Nadawcą zaś niekoniecznie POHiD, ale któraś z organizacji polskich przedsiębiorców, np. Lewiatan.

– To jest długotrwała procedura, samo badanie sprawy trwa rok. Potem Komisja wydaje zalecenia, następnie ocenia, czy kraj się do nich zastosował, czy nie. W praktyce procedura antydyskryminacyjna może ruszyć nawet po dwóch latach – wskazuje Andrzej Faliński.

Czy skarga na podatek miałaby podstawy? Zdaniem konstytucjonalisty prof. Marka Chmaja zastrzeżenia Brukseli mogą dotyczyć ewentualnej dyskryminacji podmiotów zagranicznych. – Swobodny przepływ kapitału, towarów czy ludzi to wartości fundamentalne dla Unii. Jeśli ta ustawa zostanie uchwalona, to hipotetycznie może być wytyczona procedura przed instytucjami europejskimi – twierdzi prof. Chmaj.

Mieczysław Gonta, dyrektor w dziale prawnopodatkowym firmy doradczej PwC, zwraca uwagę, że Komisja Europejska już kilkukrotnie wypowiadała się w podobnych przypadkach. Ani razu nie musiała wszczynać postępowania, wystarczyło ostrzeżenie. Jak w przypadku Węgier, gdzie zamierzano wprowadzić progresywną opłatę (miała aż osiem stawek) za urzędową kontrolę żywności. Przy czym najwyższą stawkę w praktyce płaciłaby tylko jedna sieć. Ostatecznie Węgrzy wycofali się z pomysłu, zastępując go powszechnym podatkiem liniowym w wysokości 0,1 proc. przychodu.

– W tej sprawie KE wypowiedziała się z własnej woli. Ale np. w Hiszpanii zajęła się podatkiem handlowym po skardze jednej z organizacji branżowych. Po stwierdzeniu, że niektóre rozwiązania mogą stanowić niedozwoloną pomoc publiczną, część regionów wycofała się z podatku. Ale niektóre, jak Katalonia, nadal go utrzymują, podnosząc, że hiszpański trybunał konstytucyjny uznał go za zgodny z konstytucją – mówi Mieczysław Gonta.

Podatek w Hiszpanii jest liczony za metr kwadratowy powierzchni – nadwyżki ponad ustalony próg. Stawka jest różna w zależności od regionu, bo to one nakładają daninę (waha się od kilku do kilkunastu euro). Różnią się też wielkości progów.

Resort finansów odpiera zarzuty handlowców. Zdaniem wiceministra Janczyka o niedozwolonej pomocy publicznej nie ma mowy.

– Kwota zwolnienia z podatku jest równa dla wszystkich, a podatek zależy od skali działania. Na przykład w przypadku Węgier zakwestionowano rozwiązanie, w którym firma zaczynała płacić podatek w momencie przekroczenia określonego poziomu przychodów, ale płaciła go od całości. U nas takiego rozwiązania nie ma – podkreśla minister Janczyk.

– Nie ma dyskryminacji, bo jednakowo i podmioty krajowe, i zagraniczne po przekroczeniu progu obrotów będą objęte obowiązkiem uiszczenia tej daniny – dodaje minister.