Nabycie skażonego alkoholu z innego kraju UE jest zwolnione z podatku akcyzowego – wynika to z art. 30 ust. 9 pkt 1 ustawy o podatku akcyzowym. Taki spirytus teoretycznie nie powinien być nigdy oferowany do spożycia, tylko wykorzystany np. do produkcji kosmetyków, podpałki do grilla, płynów do spryskiwaczy. Jednak praktyka od lat jest całkiem inna.

Trujący płyn

Zanieczyszczony alkohol wjeżdża do Polski głównie z Węgier. W 2013 r. było to niewiele ponad milion litrów, po podwyżce akcyzy w 2014 r. już blisko 11 mln, a w 2015 r. ponad 14 mln. Potwierdzają to statystyki udostępnione DGP przez Ministerstwo Finansów.

Eksperci nie mają wątpliwości, że lwia część tego alkoholu trafia do bazarowej sprzedaży w postaci nalewek, a nawet reklamowanego „autentycznego bimbru”. – Konsumenci nie są świadomi tego, że kupowane przez nich trunki powstały np. na bazie odkażonego płynu do spryskiwaczy i że pijąc je, mogą narażać się na utratę zdrowia – komentuje Leszek Wiwała, prezes Związku Pracodawców Polskiego Przemysłu Spirytusowego. I przy okazji wskazuje na rozbieżne szacunki dotyczące szarej strefy na rynku alkoholowym – niezapłacone podatki wynoszą od 1,6 mld do nawet 3 mld zł. – Największy w tym udział mają produkty wytwarzane na bazie odkażonego alkoholu – uważa prezes ZPPPS.

Bezsilny fiskus

Istnieją ograniczone możliwości monitorowania obrotu wolnym od akcyzy skażonym alkoholem z innego kraju UE – przyznał wiceminister finansów Marian Banaś w odpowiedzi na interpelację poselską nr 1675.

Wyjaśnił, że alkohol całkowicie skażony „metodą węgierską” jest w Polsce popularny, bo ze względu na stosowane skażalniki może być on użyty np. do produkcji kosmetyków bądź środków higieny osobistej. Takie produkty nie powodują podrażnień skóry. Zarazem jednak bardzo łatwo go odkazić, co wykorzystują grupy przestępcze – przyznał wiceminister. Przypomniał, że przed lipcem 2013 r. metodą używaną na Węgrzech można było skażać alkohol w każdym kraju UE, także w Polsce.

Zmieniło się to wraz z wejściem w życie unijnego rozporządzenia dotyczącego euroskażalnika. Od tej pory „metoda węgierska” obowiązuje tylko na Węgrzech (w Polsce można skażać alkohol tylko „euroskażalnikiem” i dwiema innymi metodami określonymi w rozporządzeniu). Nie przeszkadza to natomiast w sprowadzaniu skażonego alkoholu z Węgier, oczywiście bez akcyzy.

Wcześniej Łotwa i Ukraina

Na zagrożenia związane ze skażonym alkoholem, jego odkażaniem i oferowaniem do spożycia wskazują od lat raporty MSW. Zmieniają się tylko kraje, skąd jest on przywożony: kiedyś były to Ukraina i Łotwa, teraz Węgry.

Sławomir Siwy, przewodniczący Związku Zawodowego Celnicy PL, przypomina, że zgodnie z ustaleniami Najwyższej Izby Kontroli tylko w latach 2005–2007 alkohol z Ukrainy sprowadzany pod przykrywką innego wyrobu spowodował straty rzędu 2,3 mld zł. Dopiero po długiej batalii udało się zatrzymać cały proceder, ale straty dla branży spirytusowej były ogromne – wyjaśnia.

Jak z tym walczyć

Legalnie działający przedsiębiorcy nie mają żadnych szans w konkurencji z alkoholem z szarej strefy. – Na bazarze kosztuje on nawet pięć razy mniej niż w sklepie – tłumaczy Leszek Wiwała.

Branża sugeruje ujednolicenie w całej UE przepisów dotyczących skażania i wprowadzenie monitorowania obrotu alkoholami technicznymi. Zdaniem Leszka Wiwały należy też przyznać celnikom prawo ścigania przestępstw związanych z nielegalnym odkażaniem alkoholu oraz wyposażyć ich w pełnię uprawnień operacyjnych w zakresie zwalczania przestępstw podatkowych. Branża chce też podwyższenia kar za podrabianie alkoholu i niepodwyższania akcyzy na alkohol.

Z odpowiedzi wiceministra Banasia na poselską interpelację wynika, że Ministerstwo Finansów na razie gromadzi materiały, które pozwolą Polsce podjąć decyzję o ewentualnym wniosku do Komisji Europejskiej o zmianę procedur skażania. Chodzi o to, żeby nie były stosowane skażalniki, które łatwo potem usunąć. Taki wniosek nie trafi jednak do KE wcześniej niż w 2017 r. – wynika z odpowiedzi wiceministra.

Czas na wnioski

Krzysztof Rutkowski, radca prawny i partner w Kancelarii KDCP: Problem skażonego alkoholu w Polsce to, mówiąc najkrócej, problem nierówności. Z jednej strony mamy producentów krajowych, którym nie dość, że przysługuje ograniczony katalog możliwych do stosowania skażalników (nie ma wśród nich węgierskich), to jeszcze są ściśle kontrolowani przez służbę celną rozliczającą alkohol co do każdego litra. Z drugiej strony mamy praktycznie niekontrolowany, relatywnie łatwy do odkażenia alkohol z Węgier. Jeśli zestawimy koszty produkcji do należnej akcyzy (około 1:40), to możemy uznać, że sam system stwarza zachętę do nielegalnej działalności.

Rozwiązaniem powinno być wyeliminowanie nierówności. Zniesienie akcyzy na alkohole spożywcze nie wchodzi w grę, ale alkohol całkowicie skażony na podstawie przepisów wspólnotowych powinien być monitorowany w całej UE.