Złoty w stosunku do euro osłabł w ciągu trzech miesięcy o 5 proc. Nasza giełda straciła w tym czasie 20 proc. Spadki są jeszcze większe w dłuższej perspektywie.

Polskiej gospodarce równocześnie szkodzą czynniki zewnętrzne i wewnętrzne. Wśród tych pierwszych – pogorszenie nastrojów w globalnej gospodarce wywołane m.in. przez chińskie spowolnienie. Strach przed kryzysem w Państwie Środka co jakiś czas wstrząsa rynkami i powoduje rosnącą niechęć do inwestowania w krajach wschodzących, do których Polska się zalicza.

Decyzja S&P o obniżeniu oceny wiarygodności kredytowej naszego kraju to dodatkowy cios – tym boleśniejszy, że zwraca uwagę zagranicznych inwestorów na to, co się u nas dzieje, i przede wszystkim – co się może wydarzyć, jeśli wydatki budżetowe będą zgodnie z planami dużo wyższe niż obecnie, a wbrew nadziejom niższe od oczekiwanych okażą się wpływy.

Giełda jest w szybkim odwrocie co najmniej od końca maja 2015 r. Indeks największych spółek WIG20 spadł od tamtego czasu o ponad 30 proc. Inwestorów zniechęcały przede wszystkim zapowiedzi przewalutowania kredytów frankowych, plany ratowania górnictwa kosztem firm energetycznych oraz wprowadzenia nowych podatków (bankowego i od handlu). Na to się nakłada zdecydowane pogorszenie koniunktury na światowych rynkach akcji, w tym w USA i Europie, któremu towarzyszą nawet wizje wielkiego kryzysu.

Wyraźnego trendu spadkowego nie mieliśmy za to na rynku obligacji, od kilku miesięcy notowania były raczej stabilne. Wczoraj jednak – w reakcji na decyzję S&P – ceny papierów skarbowych mocno spadły, co jest równoznaczne ze wzrostem ich rentowności. A wyższa rentowność to większe koszty finansowania tegorocznych potrzeb pożyczkowych budżetu państwa. Mają one wynieść około 180 mld zł, o blisko jedną czwartą więcej niż w roku ubiegłym. Tyle trzeba na pokrycie deficytu i spłatę obligacji zapadających w tym roku.