Każdy z czynników wzięty z osobna nie stanowi problemu. Razem tworzą według brytyjskiego ministra finansów George’a Osbourne’a "niebezpieczny koktajl zagrożeń". Nie on jeden dostrzega zbierające się nad światem czarne chmury. Podczas ubiegłotygodniowej wizyty w Nigerii Christine Lagarde, szefowa Międzynarodowego Funduszu Walutowego, apelowała do rządów krajów, których gospodarki oparte są na eksporcie surowców, by dostosowały się do obecnych rynkowych realiów.

Podstawowe pytanie brzmi: czy ten koktajl może być wybuchowy? Szwajcarski inwestor Marc Faber, znany z tego, że przewidział kryzys z drugiej połowy minionej dekady, nie pozostawia złudzeń. – W przypadku wszystkich klas aktywów mamy do czynienia z bańką inwestycyjną. Teraz mogą one już tylko pójść na dno jak Titanic. Nieważne, czy ulokowaliśmy pieniądze w akcjach czy obrazie Pabla Picassa – przestrzega w wywiadzie udzielonym telewizji Bloomberg.

Wszystko zdaje się potwierdzać poglądy pesymistów. Indeks MSCI World, obrazujący dominujący trend na światowych giełdach, w pierwszym tygodniu stycznia stracił na wartości ponad 6 proc. Dla wielu parkietów, w tym polskiego, ale i największego na świecie – amerykańskiego – to najgorszy początek roku w historii.

Kryzys dostrzega też słynny finansista George Soros. – Jak patrzę na rynki finansowe, widzę poważne wyzwania, które przypominają mi kryzys, który mieliśmy w 2008 r. – mówił kilka dni temu.

Tymczasem prognozy ekonomistów są wciąż optymistyczne: Bank Światowy w najnowszym opracowaniu spodziewa się wręcz przyśpieszenia wzrostu globalnej gospodarki z 2,4 proc. w 2015 r. do 2,9 proc. w 2016 r. Symptomem, że może to być jednak nadmierny optymizm, są ceny ropy naftowej, na rynku amerykańskim najniższe od 12 lat. Spadek cen to efekt nadmiaru produkcji, ale i problemów z popytem.