Damian Furmańczyk: Fundusz Indigo Partners jako potencjalny inwestor LOT-u to dobra wiadomość? Jaką markę fundusz wyrobił sobie w branży?

Tomasz Balcerzak, prezes zarządu Polskiego Klubu Lotniczego, były prezes Eurolotu: To solidna marka, która przede wszystkim ma już doświadczenie w rynku lotniczym. Po tym jak zainwestowali w Wizz Air, przewoźnik bardzo szybko rozwinął siatkę połączeń i obecnie jest jednym z największym tanich przewoźników. Teraz powstaje pytanie – jak te dwie firmy miałyby współpracować pod wspólnym właścicielem. Obecnie Wizz Air jest dla LOT-u dużą konkurencją. Pomimo tego że jest linią niskokosztową, zabiera polskiemu przewoźnikowi pasażerów. Po ewentualnym wejściu Indigo Partners, trzeba będzie usiąść do stołu i szybko rozwiązać ten problem, by nie pojawiały się zgrzyty.

Trzeba by przemodelować strategie obu spółek?

Na pewno, choć raczej nie będzie potrzeby rażącej zmiany.

W jakim kierunku mogłyby pójść zmiany?

LOT w ostatnim czasie rozwija się przede wszystkim dzięki dreamlinerom i to właśnie w tym segmencie można oczekiwać inwestycji, które nie będą rodziły konfliktów. Z punktu widzenia synergii, LOT mógłby jeszcze mocniej zaangażować się w tworzenie hubu, a małymi samolotami jedynie dowoziłby pasażerów na Okęcie. Wizz Air mógłby z kolei w dalszym ciągu realizować swoją strategię na krótkim i średnim dystansie.

Wcześniej wielokrotnie się mówiło, że optymalny dla LOT-u byłby inwestor stricte branżowy, np. duża linia lotnicza. Fundusz nie do końca spełnia ten warunek. Co to oznacza dla LOT-u?

Fuzje i przejęcia w tej branży rzadko układają się tak, jak wymarzyli to sobie zainteresowani. Idealna opcja dla LOT-u była mało prawdopodobna, a spółka, jeśli chce rozwijać swoją strategię i dalej rosnąć, niemal natychmiast potrzebuje kapitału z zewnątrz. LOT nie jest kluczowym europejskim graczem i nie może sobie pozwolić na odrzucanie wszystkich ofert bez racjonalnej analizy strat i zysków. Pozostanie bez inwestora w ciągu najbliższych 2–3 lat, może być dla LOT-u bardzo ryzykowne.

Załóżmy, że Indigo jednak wyłoży swój kapitał. Na co mogą być wydane pieniądze?

Przede wszystkim na poszerzenie floty. To największe wyzwanie dla LOT-u, zwłaszcza w kontekście walki o rynek w segmencie dalekiego i średniego zasięgu. Innych pilnych potrzeb na ten moment nie widzę.

Wejście Indigo oznaczałoby zamknięcie drzwi dla pozostałych inwestorów?

Każdy inwestor wiąże ze spółką konkretną strategię, która w razie realizacji tego pomysłu będzie oznaczała współpracę LOT-u z Wizz Airem. Trudno się spodziewać, że będzie tam miejsce dla kogoś jeszcze. Musiałaby to być spółka, która w owej współpracy miałaby jakiś interes. Poza tym LOT na pewno ma na uwadze fakt, że obecnie na rynku nie ma klimatu sprzyjającego wielkim przejęciom, więc każdy sygnał o silnym inwestorze trzeba mocno wziąć pod uwagę.

Co pojawienie się nowego inwestora oznaczałoby dla pasażerów?

Zwiększona liczba połączeń poprzez poszerzenie floty, stwarza dodatkowe możliwości wykorzystania efektu skali i synergii. Zwiększą się znacznie możliwości podróży naszym narodowym przewoźnikiem. Poszerzy się współpraca z innymi. Z drugiej strony powinna się pojawić możliwość obniżenia kosztów jednostkowych, a przez to i cen biletów.