Prezentujemy przykłady z ostatnich dni, które obrazują realny stosunek rządu do polskich firm. Pierwszy dotyczy problemu związanego z interpretacją niemieckich przepisów o płacy minimalnej, drugi zaś – certyfikatów dla firm z branży chłodniczej.

19 grudnia polski MSZ poprosił Ambasadę RFN w Warszawie o informacje w sprawie zakresu stosowania ustawy o płacy minimalnej, szczególnie w odniesieniu do międzynarodowego przewozu drogowego towarów (zgodnie z prawem federalnym 8,5 euro należy się każdemu wykonującemu pracę na terenie Niemiec, niezależnie od tego, z jakiego kraju pochodzi zatrudniająca go firma. Za złamanie przepisów grozi kara 500 tys. euro). Odpowiedź z ambasady przyszła do MSZ 8 stycznia, a ten rozesłał ją do innych resortów. Ale do wczoraj, tj. 13 stycznia, żadne ministerstwo nie raczyło poinformować o tym najbardziej zainteresowanych, czyli przedsiębiorców.

CZYTAJ TAKŻE: Zaskakująca ustawa u sąsiadów. Polski kierowca z niemiecką pensją>>>

W przypadku branży chłodniczej jest jeszcze gorzej. Od początku stycznia kilkanaście tysięcy firm musi działać w szarej strefie albo uzyskiwać zagraniczne zezwolenia. Wszystko dlatego, że rząd nie zdążył przygotować odpowiedniej ustawy wynikającej z prawa unijnego.

Od 2015 roku branża ma obowiązek wysyłać swoich pracowników na szkolenia i posiadać specjalne certyfikaty w zakresie stosowania fluorowanych gazów cieplarnianych (f-gazów). Mimo wielokrotnych próśb rząd do tej pory – jako jedyny w całej Unii – nie zapewnił jej możliwości uzyskania odpowiednich licencji w Polsce. Dlaczego? „Brakuje aktu prawnego regulującego kwestie certyfikacji w zakresie tzw. f-gazów” – odpisał nam szczerze resort gospodarki. I zrzucił winę na Ministerstwo Środowiska, które powinno przygotować ustawę.

Jej projekt dopiero wczoraj pojawił się na Radzie Ministrów. Tymczasem firmy już w październiku informowały ministra Piechocińskiego, że wszelkie opóźnienia oznaczają dla nich realne straty.