W przypadku Litwy popularne przysłowie powinno brzmieć: do dwóch razy sztuka. Nasz sąsiad za drugim podejściem pożegnał lita i przywitał euro. Wymiana pieniędzy i zmiana cen w sklepach poszła sprawnie, w bankomatach gotówki nie brakło, a jak zapowiadali bankowcy, od dziś ich klienci będą korzystać przez internet z kont w europejskiej walucie.

Litwini postrzegają euro jako kolejny krok zwiększający bezpieczeństwo ojczyzny, co w obliczu rosyjskiego ekspansjonizmu jest najważniejsze. – Euro jest elementem naszej głębszej integracji. Im bliżej jesteśmy Zachodu, tym jesteśmy dalej od Wschodu. Jako gubernator banku centralnego nie powinienem się angażować w geopolityczne dyskusje, ale takie są fakty – wyjaśniał w rozmowie z Bloombergiem Vitas Visiliauskas. Fakty, o których wspominał, to m.in. potężne ćwiczenia rosyjskiej armii w obwodzie kaliningradzkim w grudniu czy trzykrotnie większa w roku 2014 niż rok wcześniej liczba naruszeń litewskiej przestrzeni powietrznej przez rosyjskie samoloty. Patrząc na podsycany przez Moskwę konflikt na wschodzie Ukrainy, Litwini mają uzasadnione powody do niepokoju, szczególnie że prawie 6 proc. mieszkańców kraju to etniczni Rosjanie, których obronę w razie potrzeby zapowiadał Władimir Putin.

ZOBACZ TEŻ: Litwa w eurolandzie. Komisja Europejska gratuluje>>>

Euro powinno też przynieść więcej plusów niż minusów gospodarce naszych sąsiadów. Choć mieszkańcy wskazywali na zagrożenie wzrostem cen wskutek spekulacyjnego przeliczania cen, a władze w Wilnie będą musiały wpłacić ok. 600 milionów euro udziału w Europejskim Mechanizmie Stabilizacyjnym (fundusz na ratowanie państw strefy będących w kłopotach finansowych), ale zostanie to zrekompensowane przez inne korzyści.

Dla niewielkiej otwartej gospodarki wejście do większego obszaru, który obejmuje 300 milionów ludzi i jest gospodarczą potęgą, jest opłacalne – przekonuje minister finansów Rimantas Sadzius. Chodzi np. o wyeliminowanie kosztów wymiany walut przez eksporterów i importerów. Po drugie, Litwa będąca członkiem unii walutowej jest postrzegana jako bardziej wiarygodna – bank centralny przewiduje, że średnia rentowność obligacji spadnie o 0,8 proc., co przełoży się na realne oszczędności przy ich spłacaniu. Wreszcie inwestorzy często postrzegają Litwę wraz z Łotwą i Estonią jako jeden region, więc logiczne jest, żeby tak samo jak one używała unijnej waluty. Bank centralny szacuje, że dzięki przyjęciu euro obroty handlowe zwiększą się w ciągu najbliższych ośmiu lat o 5–10 proc., zaś wartość PKB o 2 proc.

Litwini pierwotnie planowali wejść do unii walutowej w 2007 r., ale wówczas minimalnie nie wypełnili kryteriów, bo inflacja była o 0,1 punktu proc. wyższa od dopuszczalnego poziomu. A później zaczął się globalny kryzys, który ich kraj odczuł wyjątkowo mocno. W 2009 r. gospodarka litewska skurczyła się o prawie 15 proc. i dopiero w zeszłym roku wróciła do przedkryzysowego poziomu. – Przekalkulowaliśmy. Ale odrobiliśmy naszą lekcję, przetrwaliśmy kryzys i mając znacznie bardziej stabilne i zrównoważone podstawy gospodarcze, jesteśmy teraz lepiej przygotowani – zapewniał Vasiliauskas. I nie był to tzw. urzędowy optymizm. Choć bank centralny niedawno obniżył prognozę wzrostu gospodarczego na bieżący rok z 3,3 do 3,1 proc., to i tak będzie to obok Polski i Łotwy najlepszy wynik w Unii. Mając zaś deficyt budżetowy poniżej 2 proc. i dług publiczny poniżej 40 proc. PKB, Litwa jest jednym z niewielu krajów UE, które bez problemu spełniają wyznaczone przez Brukselę wymagania.

W tym roku wzrost gospodarczy Litwy powinien wynieść 3,1 proc.