Fatamorgana - tak o osłabieniu naszej waluty w drugi dzień świąt do 4,4 zł za euro mówi jeden z analityków rynkowych, z którymi rozmawiał DGP. Jeszcze kilka dni wcześniej za euro płacono na rynku walutowym ok. 4,25 zł, a to było już po przecenie naszej waluty, która następowała od połowy grudnia.

Po gwałtownym spadku kursu w internecie nie brakowało opinii, że mieliśmy wręcz do czynienia z atakiem spekulacyjnym na złotego. Jaka to spekulacja, skoro ten "atak" tak naprawdę nikogo nie atakował. Na rynku praktycznie nie było transakcji, więc nic z tego nie wynika - uważa Maciej Reluga, główny ekonomista Banku Zachodniego WBK. Wskazuje, że w poniedziałek, po zakończeniu świątecznej przerwy (choć wciąż przy niewielkiej aktywności rynku) kurs euro był już poniżej 4,3 zł.

Co spowodowało mocną, świąteczną przecenę złotego? Czy przyczynił się do niej minister finansów? Osłabienie złotego w rozsądnych granicach może być korzystne dla gospodarki - stwierdził jeszcze przed świętami Mateusz Szczurek. Marcin Mazurek, ekonomista mBanku, przecenę złotego wiąże z informacją, która pojawiła się na rynku, że Ministerstwo Finansów ograniczy dokonywaną na rynku wymianę walut na złote. Chodzi o środki, jakie Polska uzyskuje z Unii Europejskiej. W skali roku jest to kilkanaście miliardów euro. Przeprowadzając te transakcje na rynku, resort ograniczał możliwość osłabienia naszej waluty.

Zdaniem jednego z naszych rozmówców, świąteczna deprecjacja złotego mogłaby mieć negatywne konsekwencje, gdyby - podobnie jak tuż przed wybuchem kryzysu w 2008 r. - na dużą skalę zawierano transakcje opcji walutowych, które "uruchamiałyby się" przy spadku kursu właśnie do 4,4 zł. Przed laty, po silnym osłabieniu naszej waluty krajowe firmy poniosły straty idące w dziesiątki miliardów złotych. Teraz tego problemu nie ma.

Silna przecena złotego to zła wiadomość dla osób, które spłacają kredyty denominowane w walutach obcych (kurs franka szwajcarskiego w pewnym momencie w piątek przekraczał 3,63 zł). Ale jak uważają specjaliści, per saldo naszej gospodarce słabszy kurs polskiego pieniądza będzie pomagał, a nie szkodził. Podniesie się konkurencyjność firm sprzedających towary za granicę. Eksporterzy są w stanie zabezpieczyć sobie przychody przy wyższym kursie, co będzie poprawiało ich przychody oraz zyskowność - wskazuje Maciej Reluga z BZ WBK.

 I zapłacą wyższe podatki, co wspomoże budżet – dodaje Marcin Mazurek z mBanku. Wskazuje, że z punktu widzenia budżetu słabszy złoty na koniec roku jest ważny z jeszcze jednego powodu: W przeliczeniu na złote rezerwy walutowe Narodowego Banku Polskiego rosną i wykaże on za 2014 r. zysk. 95 proc. zarobku NBP zasila budżet państwa. Przeliczenie wartości rezerw dewizowych odbędzie się po kursie ustalonym przez bank centralny przed południem 31 grudnia.

Co czeka złotego w 2015 r.? Pierwszy kwartał nie będzie łatwy. Jest ryzyko polityczne związane z kryzysem politycznym w Grecji. Ceny naszych obligacji skarbowych nie będą już rosły tak, jak w 2014 r. Do tego dojdzie wpływ podwyżek stóp procentowych w Stanach Zjednoczonych. Później jednak złoty powinien się umacniać. A słabość z początku roku będzie korzystna z punktu widzenia tempa wzrostu gospodarczego - uważa Marcin Mazurek.

Jego zdaniem, na koniec 2015 r. złoty w stosunku do euro powinien być droższy niż w końcu 2014 r., kiedy - w dużej mierze za sprawą grudniowej deprecjacji - należał do najsłabszych walut. Od początku roku stracił wobec euro niemal 3,5 proc. W stosunku do funta brytyjskiego czy dolara to osłabienie było jeszcze większe.

Oczekiwania związane z odchodzeniem przez amerykański bank centralny od polityki dodruku pieniądza sprawiły, że w stosunku do euro amerykańska waluta zyskała niemal 13 proc. Ponieważ w 2015 r. dodrukiem pieniądza będzie zajmował się najpewniej Europejski Bank Centralny, dolar jeszcze zyska na wartości wobec euro. To będzie osłabiać złotego wobec dolara, ale w stosunku do euro będzie sprzyjać naszej walucie.

ZOBACZ TAKŻE:Mocny złoty niepokoi prezesa NBP. "To może zaszkodzić naszym biznesom">>>