Kanadyjczycy do inwestycji w Polsce przygotowują się już od dawna. Pod koniec stycznia, po kilkunastu miesiącach od złożenia wniosku, Ministerstwo Środowiska przydzieliło jednej ze spółek należących do holdingu dwie koncesje na poszukiwanie i rozpoznawanie złoża rud miedzi w województwie lubuskim. To mógłby być wstęp do budowy kopalni. – W program badań geofizycznych i wiertniczych na tym terenie Polski zainwestowaliśmy już 30 mln dol., a w tym roku zaplanowaliśmy na ten cel kolejne 35–40 mln dol. Efektem może być wybudowanie w ciągu 10 lat nowego kompleksu wydobywczego miedzi – potwierdza w rozmowie z DGP Lyle Braaten, prezes należącej do Kanadyjczyków spółki Miedzi Copper. – Podchodzimy bardzo poważnie do tej inwestycji. Pytanie, czy Polska jest nią również zainteresowana – dodaje.

Jego wątpliwości wynikają z kilku powodów. Ministerialna decyzja w sprawie przyznania im koncesji, choć dotyczy tylko poszukiwań, a nie wydobycia i jest nieprawomocna, spotkała się z powszechną krytyką. Kontrolowany przez skarb państwa koncern KGHM, który także starał się o przyznanie mu koncesji w tym rejonie, złożył od niej odwołanie.

Decyzja ministra jest dla nas niezrozumiała – wyjaśniał prezes miedziowej spółki Herbert Wirth. Z kolei dla przedstawicieli kanadyjskiego holdingu niezrozumiałe są poczynania KGHM. – Trudno sobie wyobrazić, żeby mając udokumentowane złoża zawierające co najmniej 32 mln ton miedzi płyciej niż 1,25 tys. m pod powierzchnią ziemi i kolejne 18 mln ton w złożach do poziomu 1,5 tys. m, KGHM zacząłby nagle eksploatować złoża znajdujące się na głębokości 1,5–2 tys. m – mówi Stanisław Speczik, dyrektor generalny spółki Miedzi Copper.

Jestem przekonany, że tak głębokie złoża KGHM byłby w stanie zacząć zagospodarowywać za 30 lat, wcześniej ma do wydobycia wielkie i płytsze zasoby – dodaje Speczik. W tym czasie miedź z głębokich pokładów mógłby wydobywać inny inwestor. Dałoby to tysiące miejsc pracy i miliardy złotych dochodów podatkowych. Jak wynika z analiz firmy doradczej EY, dzięki projektowi holdingu Lumina Copper Corp powstałoby 6,2–7,4 tys. etatów, zaś inwestycja od 2019 r. wnosiłaby do budżetu państwa 1,3 mld zł podatków rocznie.

Sprawą przydzielenia koncesji Kanadyjczykom zainteresowali się też politycy. Premier Donald Tusk zapowiedział jeszcze zimą, że tę kwestię zbada Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego. – Jeśli potwierdzi się moje przeświadczenie, że w interesie państwa leży wzmacnianie, a nie osłabianie poprzez dopuszczanie konkurencji KGHM, oczywiście zgodnie z regułami, to będziemy korzystali z naszych możliwości, jeśli chodzi o tryb odwoławczy – dodał szef rządu. Zbliża się finał tej sprawy, ponieważ – jak poinformował nas Maciej Karczyński, rzecznik ABW – Agencja przygotowała już raport, który został przekazany właściwym organom.

Jednak nawet, gdyby się okazało, że koncesje zostały Kanadyjczykom przyznane zasadnie, ich problemy w Polsce się nie skończą. Kluczową sprawą jest bowiem podatek od kopalin. Ustawodawca przygotowując przepisy dotyczące tej daniny najwyraźniej nie wziął pod uwagę tego, że w Polsce mogłyby powstawać nowe kopalnie miedzi. Być może posłowie uznali, że skoro KGHM przejmuje kopalnie miedzi na innych kontynentach (koncern kupił spółki działające w Chile i w Kanadzie), to budowa kolejnych kopalń w kraju nie ma racji bytu. W proponowanym kształcie podatku od kopalin nie uwzględniono więc mechanizmów, które równoważyłyby ciężar dodatkowych obciążeń ponoszonych przy nowych inwestycjach.

W efekcie – jak wyliczyli analitycy z firmy EY – w takich przypadkach należałoby odprowadzać podatek w wysokości nie 38,5 proc., ale aż 89 proc. To poziom, który powoduje, że okres zwrotu z inwestycji wydłuża się z 19 do 30 lat. – To zbyt długo – mówił podczas zakończonego niedawno VI Europejskiego Kongresu Gospodarczego w Katowicach Mateusz Pociask, partner EY.

Ustawa o podatku od kopalin pojawiła się rok po tym, jak holding Lumina Copper Corp przybył do Polski. Teraz Kanadyjczycy apelują o zmianę przepisów, aby mogli kontynuować projekt, który już rozpoczęli i w który włożyli pieniądze.

Jak wynika z naszych informacji, inwestor może w ogóle wycofać się z Polski, gdyby zapadły niekorzystne dla niego decyzje w sprawie koncesji oraz wysokości opodatkowania nowych inwestycji.

Kwestie prawne są jednym z głównych problemów dotykających inwestorów, którzy chcieliby poszukiwać i wydobywać surowce w Polsce. Dotyczy to także projektów łupkowych. – Głównym powodem opóźnień tych projektów jest opieszałość, a nawet stagnacja w pracach nad zmianami w prawie geologicznym i górniczym oraz podatkami i innymi opłatami ponoszonymi przy wydobywaniu węglowodorów – mówi Ryszard Woronowicz z firmy United Oilfield Services, która bierze udział w projektach łupkowych w Polsce. – Inwestorzy niechętnie więc inwestują, ponieważ nie wiedzą, w jakim reżimie prawnym przyjdzie im działać i jakie stawki podatkowe będą obowiązywały – dodaje. Według niego po niedawnych zapowiedziach ministra środowiska cała branża czeka na szybkie uchwalenie ustaw i zniesienie barier administracyjnych ograniczających poszukiwania.