W zeszłym tygodniu minister skarbu Włodzimierz Karpiński rozmawiał z Jarosławem Niewierowiczem, ministrem energetyki Litwy, na temat współpracy obydwu państw w branży energetycznej. Jednym z ważniejszych problemów była należąca do Orlenu rafineria w Możejkach. Spotkania nie nazwano co prawda rozmowami ostatniej szansy, ale wyniki, które firma ogłosiła pod koniec kwietnia, dają do myślenia. Straty w I kw. tego roku wyniosły 42 mln dol., czyli tyle, ile po trzech kwartałach zeszłego roku. Ponieważ cała branża rafineryjna działa teraz w trudnych warunkach makroekonomicznych, Orlen musi szybko zdecydować o dalszych losach swojej litewskiej spółki.

1. Sprzedaż

Prawdopodobieństwo wyboru tej opcji jest bliskie zera. Orlen już przed laty próbował znaleźć nabywcę dla litewskiej rafinerii. Wynajęty przez płocki koncern bank inwestycyjny Nomura przez kilkanaście miesięcy analizował najróżniejsze warianty rozwoju sytuacji, skontaktował się z 30 potencjalnie zainteresowanymi nabyciem firmy i zarekomendował zarządowi płockiego koncernu, by rafinerii nie sprzedawał. Nie będziemy kontynuować tego procesu - oznajmił w kwietniu 2011 r. prezes Orlenu Jacek Krawiec. Z analiz wynikało, że z powodu trudnej sytuacji makroekonomicznej i kiepskich perspektyw pozbycie się zakładu w Możejkach nie byłoby dla właściciela opłacalne. Analitycy szacowali, że Orlen mógłby uzyskać najwyżej jakieś 1,5 mld dolarów, czyli mniej niż połowę tego, ile zapłacił za firmę kilka lat wcześniej.

A trzeba dodać, że choć w 2011 r. Możejki poniosły stratę, to była ona mniejsza niż w poprzednich latach. Wynosiła zaledwie 6 mln zł, podczas gdy w 2010 i w 2009 r. przekraczała już 30 mln zł. O tym, jaka jest sytuacja spółki z Możejek, najlepiej świadczą jej zeszłoroczne wyniki. Przy przychodach na poziomie identycznym jak w 2012 r. firma odnotowała aż 94 mln zł straty netto (rok wcześniej miała 80 mln zł czystego zysku). Trudno więc mówić o poprawie sytuacji.

Znalezienie inwestora dla Możejek byłoby więc dziś jeszcze bardziej karkołomne niż dwa–trzy lata temu. Nie tylko dla nich. Przez ostatnie cztery lata właściciele poszukiwali nabywcy dla brytyjskiej rafinerii Milford Haven - bez efektu.

2. Ograniczenie produkcji

Już teraz litewska rafineria pracuje na pół gwizdka. W minionym kwartale jej zdolności przerobowe były wykorzystywane w zaledwie 58 proc. A jeszcze niedawno zakład pracował pełną parą - rok temu moce wytwórcze Możejek wykorzystywano w 98 proc., co było całkiem dobrym wynikiem na europejską skalę. Z powodu redukowania produkcji firma musiała już zwolnić ponad 130 z ponad 2 tys. pracowników. Zwolnienia musiały nastąpić także w części firm z nią współpracujących. Na każdego pracownika rafinerii przypada bowiem 10–20 osób zatrudnionych w innych firmach działających w jej bliższym lub dalszym otoczeniu.

Dalsze zmniejszanie przerobu jest możliwe, ale nie można tak działać w nieskończoność. Każdy zakład przemysłowy ponosi koszty stałe, które są na podobnym poziomie, niezależnie do tego, czy wykorzystuje się wszystkie moce produkcyjne, czy tylko część.

3. Czasowe wyłączenie

Wariant równie prawdopodobny co poprzedni i w przemyśle naftowym ostatnio popularny. Łączny potencjał wytwórczy europejskich rafinerii przekracza obecny popyt, szczególnie że Stany Zjednoczone, które wcześniej kupowały benzynę ze Starego Kontynentu, teraz - korzystając z niższych kosztów produkcji u siebie - zaczynają eksportować paliwo do Europy. Właściciele rafinerii, chcąc uniknąć ich zamknięcia, wyłączają je na jakiś czas. Ma to ten plus, że pozwala uniknąć części kosztów stałych, ale nie może być stosowane bez końca.

4. Zamknięcie

Wariant ostateczny i dziś jeszcze mniej prawdopodobny niż dwa poprzednie. Jednak sytuacja, z jaką mamy do czynienia w Europie, jasno wskazuje na to, że możliwy. Od 2009 r. do teraz w Unii Europejskiej zamknięto aż 10 dużych zakładów rafineryjnych –- cztery we Francji, trzy we Włoszech i po jednym w Niemczech, Rumunii oraz Hiszpanii. Problemy te dotknęły nie tylko średniej wielkości firmy, jak węgierski MOL czy austriacki OMV, ale także takich światowych potentatów jak francuski Total czy Conoco. Wspomniana jedna z rafinerii w Wielkiej Brytanii to kolejny kandydat do likwidacji.

W przypadku Możejek w grę mogłoby wchodzić przekształcenie zakładu w firmę o innym profilu, by właściciel przynajmniej częściowo mógł powetować sobie straty. Zakup litewskiej rafinerii kosztował Orlen ponad 3,5 mld dol. W czasie gdy płocki koncern był właścicielem zakładu w Możejkach, w modernizację i unowocześnienie firmy zainwestowano już ponad 1 mld dol.

Po ewentualnym zamknięciu przerobu ropy w rafinerii raczej nie prowadzono by już produkcji, bo przebranżowienie wymagałoby kolejnych nakładów inwestycyjnych, a tych właściciel ponosić nie chce. W grę mogłoby wchodzić np. magazynowanie paliw lub surowca i działalność logistyczna. Jednak i to może napotkać trudności, bo właśnie logistyka jest jednym z najpoważniejszych kłopotów rafinerii. Od lat nie ma ona dogodnego połączenia kolejowego z Łotwą. Brakuje kilkunastokilometrowego odcinka torów, które zostały rozebrane w 2010 r. Władze Litwy deklarowały, że fragment zostanie położony w 2012 r., ale połączenia wciąż nie ma i nie wiadomo, kiedy powstanie.

Orlen ma na Litwie także kłopot z taryfami kolejowymi. Tamtejsze koleje żądają za przewóz paliw stawek o jedną trzecią wyższych niż te, które obowiązują białoruskich producentów również przewożących swoją benzynę i olej napędowy do portu nad Bałtykiem.

5. Poprawa sytuacji

Prawdopodobieństwo takiego wariantu nie wydaje się niestety duże. Oprócz spełnienia warunków makroekonomicznych, czyli radykalnego wzrostu marż rafineryjnych, na co - jak zgodnie twierdzą analitycy  obecnie się nie zanosi, konieczne byłoby spełnienie także innych postulatów. Chodzi przede wszystkim o rozwiązanie problemów, które blokują swobodną działalność litewskiej rafinerii, a które od lat są wciąż niezałatwione. Wspomniane problemy logistyczne, spory z kolejami litewskimi, dla których rafineria w Możejkach jest jednym z najważniejszych klientów, wydają się obecnie nierozwiązywalne. Na niewiele zdały się liczne spotkania i rozmowy przedstawicieli Orlenu z szefami zarówno samych kolei, jak i władz litewskich najróżniejszych szczebli. Także próby załagodzenia sytuacji podejmowane przez przedstawicieli polskich rządów niewiele dały. Dziś wydaje się, że jeśli sprawy nie ruszą z miejsca, z każdym tygodniem coraz bardziej prawdopodobny będzie scenariusz zakładający pocięcie rafineryjnych instalacji na żyletki.