Zasobność Polaków osiągnęła najwyższy poziom w historii. W końcu 2013 r. aktywa finansowe gospodarstw domowych przekraczały 1,5 bln zł i stanowiły 93,1 proc. produktu krajowego brutto – wynika z danych Narodowego Banku Polskiego. W ujęciu nominalnym były dwuipółkrotnie wyższe niż dekadę temu. Gdy zestawiamy je z PKB, też mamy wzrost, choć już nie tak spektakularny: w 2003 roku bogactwo (choć nie całe, bo dane nie uwzględniają nieruchomości, samochodów czy wyposażenia mieszkań) stanowiło niewiele ponad 70 proc. PKB. Wynik byłby lepszy, gdyby nie kryzys finansowy, który skutkował m.in. spadkami cen akcji: w 2007 r. zasoby gospodarstw domowych stanowiły niemal 88 proc. PKB, a rok później było to już tylko 73,3 proc.

Daleko do liderów

Chociaż aktywa Polaków systematycznie rosną, to cały czas jesteśmy w ogonie krajów unijnych. Jak wynika z danych Eurostatu, proporcja zasobów finansowych gospodarstw domowych do PKB jest niższa tylko na Litwie, Łotwie i Słowacji (brak porównywalnych danych dla Bułgarii, Rumunii i Chorwacji, które wstąpiły do UE później niż my). Europejscy liderzy to kraje, gdzie aktywa gospodarstw domowych są trzykrotnie wyższe niż PKB. Ale jesteśmy w tyle również za takimi krajami, jak Węgry czy Czechy, gdzie ta proporcja przekracza 100 proc.

Te dwa kraje są nieco zamożniejsze od nas, więc są tam też większe możliwości oszczędzania. Inna kwestia to zwyczaje poszczególnych narodów czy nawet struktura demograficzna. My, średnio rzecz biorąc, długo byliśmy młodsi, a to jest czynnik ograniczający możliwości oszczędzania – tłumaczy Maciej Krzak, ekonomista związany z Centrum Analiz Społeczno-Ekonomicznych. I dodaje: – Gromadzenie aktywów to proces długotrwały. Obrazowo można to przedstawić tak: nawet gdy PKB na głowę mieszkańca będziemy mieć taki jak Niemcy, to pod względem zamożności jeszcze długo będziemy wypadać gorzej.

Widać to nie tylko, gdy porówna się poziom depozytów bankowych w poszczególnych państwach, ale także gdy zestawi się wartość akcji i udziałów w spółkach nienotowanych na giełdzie. To często pieniądze zainwestowane w małe rodzinne przedsiębiorstwa. U nas takie „inwestycje” stanowią kilkanaście procent PKB, podczas gdy w niektórych krajach zachodnich proporcja kapitału zakumulowanego w takich firmach jest dwa razy wyższa (choć znaczenie ma też to, na ile prywatni właściciele są aktywni w sprzedawaniu stworzonych przez siebie firm innym inwestorom).

Jak przyśpieszyć

Chociaż wiele krajów Unii Europejskiej nie wyszło jeszcze na dobre z kryzysu finansów publicznych i spowolnienia w gospodarce, to w minionych dwóch latach aktywa finansowe w proporcji do PKB wszędzie wzrosły. – Z jednej strony to efekt tego, że gospodarki nie rosły albo ten wzrost był bardzo niewielki. Z drugiej, mieliśmy zauważalną poprawę koniunktury na rynkach finansowych i wzrosty na giełdach – zauważa Maciej Reluga, główny ekonomista Banku Zachodniego WBK i członek Rady Gospodarczej premiera.

Analitycy podkreślają, że zwiększanie oszczędności jest ważne z punktu widzenia możliwości rozwoju naszej gospodarki. Większe oszczędności przekładają się na wzrost inwestycji, których nie trzeba finansować, szukając kapitału za granicą. Jak skłonić Polaków do zwiększania oszczędności?

– Kluczowe znaczenie ma realna stopa procentowa. Obecnie nie zachęca ona do oszczędzania – przyznaje Maciej Reluga. – Inna droga to wzrost dochodów. Tu jednak powinniśmy być ostrożni. Gdyby dochody znacząco wzrosły, podważałoby to fundament naszego modelu wzrostu opartego na niskich kosztach wytwarzania – wskazuje ekonomista.

Maciej Krzak zastanawia się nad możliwościami, jakie ma państwo. – Można podwyższać podatki pośrednie, zniechęcając do konsumpcji, a obniżać dochodowe. Ale trzeba brać pod uwagę to, na co stać budżet. Obniżka podatku od kapitału nie wchodzi w grę. Nie będzie obniżki podatku dochodowego – wylicza. Według niego zachętą do akumulacji oszczędności jest obniżanie podatku od dziedziczenia. To jednak miecz obosieczny – taki krok skutkuje też bowiem pogłębianiem nierówności.

Dane o zasobach Polaków na koniec 2013 r. są korzystniejsze niż te na koniec 2012 r. Ale w samym IV kw. ub.r. aktywa finansowe gospodarstw domowych nie urosły. A w I kw. 2014 r. mogą wyraźnie spaść. Powód? Transfer do ZUS i umorzenie obligacji skarbowych, które wcześniej znajdowały się w portfelach OFE. – Taki będzie efekt krótkoterminowy. W dłuższym terminie może być jednak inaczej. Podstawowym wnioskiem z trwającej dyskusji o emeryturach powinno być nie to, co wybrać – ZUS czy OFE, ale zwiększenie świadomości, że na emeryturę trzeba również oszczędzać samemu – podkreśla Maciej Reluga.