Według Bloomberga niezadeklarowane w zeznaniach podatkowych zyski amerykańskich spółek wyniosły w ubiegłym roku 206 mld dol. (12 proc. więcej niż rok wcześniej), z czego trzy firmy Microsoft, Apple i International Business Machines – są odpowiedzialne za 37,5 mld dol. 26 korporacyjnych gigantów, w tym Apple, Boeing, General Electric i Verizon, nie zapłaciło fiskusowi ani centa.

Główną bohaterką tego podatkowego kuriozum nie jest przy tym sama suma. O wiele ciekawsze jest to, że biznes omija kieszeń Wuja Sama całkowicie legalnie, a nawet z wydatną pomocą własnego rządu. – Szpikowany od lat rozmaitymi ulgami i „wyjątkami dla korporacji” kodeks podatkowy USA wręcz zachęca do takich praktyk. Tylko wariat przeszedłby obojętnie koło takiej szansy. Za tymi ulgami stoi naturalnie silny korporacyjny lobbing, któremu politycy nie potrafią się oprzeć – wyjaśnia DGP Dan Smith, ekspert ds. polityki fiskalnej w waszyngtońskim think tanku Public Interest Research Group.

W USA obowiązuje 35-proc. podatek od przedsiębiorstw. To dość wysoka stawka w porównaniu z większością innych państw świata. Dlatego Amerykanów wabią do siebie nie tylko tradycyjne raje podatkowe, jak Bermudy, Luksemburg czy Szwajcaria, ale też Irlandia, Japonia i Wielka Brytania. Coraz więcej krajów ustala nawet specjalne ulgi i programy kredytowe adresowane wyłącznie do amerykańskich korporacji.

I tak Apple działa poprzez trzy oddziały zarejestrowane w Irlandii. American Express posiada za granicą 22 oddziały i płaci podatek w wysokości 4,4 proc. Gigant technologiczny Oracle działa poprzez pięć zagranicznych oddziałów i oddaje w podatkach ledwie 1 proc. zysków, zaś Microsoft – 3,1 proc.

Zdaniem ośrodka Citizens for Tax Justice podatki odprowadzane do rządowej kasy przez 100 największych koncernów to średnio ledwie 6,9 proc. od ich dochodów.

Choć w ciągu ostatnich pięciu pokryzysowych lat coraz więcej rządów zmienia swoje przepisy, tak by uniemożliwić rodzimym firmom wyprowadzanie zysków do rajów podatkowych, Waszyngton powstrzymuje zmiany. Debata o podatkach każdorazowo umiera przy zasadniczym pytaniu, na które już od kilkunastu lat amerykańscy legislatorzy nie potrafią sobie wyrobić spójnego stanowiska. Mianowicie czy obostrzenia w sprawie lokowania kapitału za granicą to forma rządowego interwencjonizmu, który kłóci się z ideą wolnego rynku. Od czasów prezydentury Ronalda Reagana jakikolwiek zamach na ten ideał jest równoważny z profanacją narodowych wartości, o co żaden polityk nie chce być posądzony.

Pod koniec lutego szef parlamentarnej komisji budżetowej Dave Camp wyszedł z propozycją reformy podatkowej. Pomysł zakłada uproszczenie systemu podatkowego. – To sprytny plan. Wyższe progi podatkowe sprawią, że statystyczny obywatel oraz drobny przedsiębiorca więcej zapłacą w ramach finansowania największych i najbogatszych. Ci bowiem dalej nie będą płacić prawie nic, choć będą powszechnie korzystać z dostępnych im ulg, kredytów i programów rządowych – mówi Dan Smith.