Od rana inwestorzy pozbywali się akcji notowanych na Giełdzie Papierów Wartościowych. WIG20, indeks największych spółek, stracił aż 5,11 proc. W ciągu ostatnich 10 lat przypadków spadku indeksu na jednej sesji o więcej niż 5 proc. było zaledwie pięć. Jeszcze gorzej zachowywał się WIG, indeks obejmujący 356 firm notowanych na parkiecie, który spadł o 5,21 proc.

– Inwestorzy obawiają się konsekwencji, jakie mogą wynikać z kryzysu, i wpływu, jaki może on mieć już nie tyle na gospodarkę, ile na bezpieczeństwo regionu – tłumaczy Artur Iwański, dyrektor w Domu Maklerskim PKO BP.

Z portfeli inwestorów znikały m.in. akcje spółek ukraińskich. Indeks obejmujący ich akcje spadł wczoraj aż o 16,1 proc. Tak duża zniżka indeksu to na rynku akcji zjawisko praktycznie niespotykane.

– W przypadku eskalacji konfliktu spółkom z sektora grożą dalsze spadki – ocenia Żaneta Marzec, analityk z Ipopemy Securities.

Marek Buczak, zarządzający funduszami inwestycyjnymi w Quercus TFI, wskazuje, że teraz największym problemem dla inwestorów jest nieprzewidywalność prezydenta Rosji, co oznacza, że w sprawie Ukrainy możliwa jest realizacja każdego scenariusza. – Jeśli kryzys na Ukrainie, wcześniej wewnętrzny, obecnie międzynarodowy, będzie narastał, oczekiwałbym dalszej presji na notowania głównie spółek z dużą ekspozycją działalności na rynki wschodnie, Ukrainę, ale i Rosję. Jeśli Rosja dodatkowo podejmie decyzję o reperkusjach dla spółek z państw wspierających Ukrainę, w najgorszej sytuacji będą firmy z branży spożywczej. Tu najłatwiej zablokować import, powołując się np. na uchybienia fitosanitarne i łamanie norm weterynaryjnych – ocenia Buczek.

Niebagatelne znaczenie dla polskich eksporterów ma przede wszystkim Rosja. Wartość naszego eksportu do tego kraju sięgnęła w 2013 r. aż 34 mld zł. Według specjalisty Quercus TFI Rosjanom trudniej będzie całkowicie zablokować import produktów przemysłowych, gdzie znalezienie takich haków jak w branży spożywczej nie jest łatwe.

– Na razie nie widzimy zagrożeń dla naszej działalności za wschodnią granicą, w tym w Rosji, w związku z sytuacją na Ukrainie – ocenia Jan Mikołuszko, prezes budowlanego Unibepu, który kończy właśnie w Moskwie budowę 4-gwiazdkowego hotelu.

Gorzej wygląda sytuacja na Ukrainie. – Nasi klienci coraz częściej informują nas o problemach ich partnerów z terminowym regulowaniem płatności. Na obecną chwilę nie mamy jeszcze sygnałów dotyczących pogorszenia się kondycji kontrahentów rosyjskich – mówi Agnieszka Marcinkowska z Korporacji Ubezpieczeń Kredytów Eksportowych.

Roman Przybylski z zarządu spółki Nowy Styl Group, największego producenta krzeseł w Europie, który ma na Ukrainie fabrykę, wskazuje, że popyt się załamał. – W Kijowie nic się nie sprzedaje – mówi.

Analitycy zwracają uwagę, że np. dla firm, które ulokowały na Wschodzie produkcję i tam ją finansują, dużym problemem będzie spadek wartości lokalnych walut. Ukraińska hrywna straciła od początku roku ponad 18 proc. wobec dolara i euro. Sylwia Jaśkiewicz, analityk IDMSA, jako przykład wskazuje Rovese (d. Cersanit), które produkuje na Ukrainie płytki oraz ceramikę sanitarną i tam zaciągało, w euro, dużą część kredytów na inwestycje.

– Gwałtowny spadek wartości hrywny oznacza wzrost zadłużenia denominowanego w lokalnej walucie. Już w 2012 r. z powodu dużych wahań kursów walut Rovese pokazało dużą stratę na poziomie netto, podobnie będzie zapewne w końcowym wyniku za 2013 r. – ocenia specjalista IDMSA. W 2012 r. strata netto Rovese wyniosła niemal 63 mln zł.

Konflikt może spowodować też problemy z dostawą do Polski gazu, który w większości sprowadzamy z Rosji. Import z tego kraju pokrywa ponad 60 proc. naszego zapotrzebowania. Na razie problemów z dostawami nie ma. Gaz-System, operator gazociągów przesyłowych, przygotował i przećwiczył jednak kilka różnych wariantów działania.

– Technicznie mamy większe możliwości importu gazu z kierunku zachodniego niż jeszcze pięć lat temu. Wtedy wyniosły one 9 proc. Obecnie jest to prawie 45 proc. zapotrzebowania – przekonuje Małgorzata Polkowska z Gaz-Systemu.

Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo deklaruje, że ma obecnie ponad 0,94 mld m sześć. gazu ziemnego stanowiącego tzw. zapas obowiązkowy. Ma on pokrywać 40-dniowe zapotrzebowanie.

Napięcie na Wschodzie wyraźnie ciąży też złotemu, choć na tym rynku nie doszło do panicznej wyprzedaży. Złoty osłabł wczoraj o 1,3 proc. wobec euro i ponad 1,5 proc. względem dolara. Po południu dolar kosztował 3,06 zł, a euro – 4,21 zł.

– Gdyby doszło do eskalacji konfliktu na Krymie, możliwe jest osłabienie złotego w ciągu miesiąca do 3,10 za dolara – twierdzi Bartosz Sawicki, analityk TMS Brokers.

Działania Władimira Putina jeszcze większą panikę niż w Polsce wywołały bezpośrednio w Rosji, gdzie RTS, indeks 50 największych spółek z moskiewskiej giełdy, stracił 12 proc.