Odrywanie od Ukrainy Krymu i zamęt za naszą wschodnią granicą to realny problem dla polskiej gospodarki. Część banków kreśli plany ewentualnościowe na wypadek pogłębienia kryzysu. W najbardziej skrajnym wariancie tempo wzrostu polskiego PKB może spaść o 1,2 pkt proc. Takie są wyliczenia Credit Agricole. Załamanie w handlu z Rosją w wypadku wprowadzenia sankcji na ten kraj przez UE to straty polskich inwestorów i eksporterów. Zresztą i bez sankcji należy się spodziewać wojen handlowych. Branża mięsna szacuje, że rok embarga to dla niej straty rzędu 30 mln euro.

Zajęcie przez Rosjan Krymu to również ryzyko przyspieszenia budowy gazociągu South Stream i pozbawienie Polski, Ukrainy i Białorusi statusu państw tranzytowych. Zmniejszy to nasze wpływy z opłat za przesył surowca, a także pozwoli szantażować Warszawę, Mińsk i Kijów zakręceniem kurka bez konsekwencji dla odbiorców w Niemczech.

Pośrednim skutkiem kryzysu może być przyspieszenie decyzji o wejściu do strefy euro. Według prezesa NBP Marka Belki możliwy jest powrót do debaty na ten temat. Unia walutowa wychodzi z kryzysu i – przynajmniej według Estonii, Litwy i Łotwy – jest gwarantem bezpieczeństwa znacznie skuteczniejszym niż art. 5 traktatu powołującego NATO.

Ukraina jest w pierwszej dziesiątce państw, jeśli chodzi o wielkość polskiego eksportu. W zeszłym roku wysłaliśmy na Ukrainę towary za 18 mld zł. Udział tego eksportu w PKB wyniósł 1,1 proc. Dlatego jego redukcja o połowę oznaczałaby 0,5 proc. PKB i o tyle niższy byłby wzrost. Z powodu konfliktu może też wzrosnąć niechęć inwestorów do lokowania pieniędzy w krajach Europy Środkowej i Wschodniej, czego efektem będą spadki na giełdach i osłabienie kursu złotego.

Rząd w Kijowie zastanawia się, skąd wziąć pieniądze na uniknięcie bankructwa. Premier Arsenij Jaceniuk zapewnił, że spełni każde warunki stawiane przez MFW. – Nie mamy innego wyjścia – powiedział.