Zachód grozi Rosjanom sankcjami, ale jednocześnie ich wprowadzenie się opóźnia. Jeśli mają działać, muszą zostać wprowadzone szybko i być respektowane przez większość krajów na świecie. Tymczasem w samych krajach Zachodu sankcjom sprzeciwia się biznes.

Po pierwsze, chociaż Rosja nie stanowi dla USA partnera handlowego numer jeden, to inwestycje amerykańskich firm na terenie Federacji sięgają 10 mld dol., skoncentrowanych głównie na sektorach wydobywczym i bankowym. W ub. r. firmy z USA sprzedały w Rosji m.in. samochody o wartości 1,2 mld i samoloty za 2 mld. Z kolei Amerykanie importują stamtąd głównie surowce energetyczne, przede wszystkim ropę naftową o wartości 19 mld dol., ale też paliwa atomowego za 1 mld. Organizacje biznesowe nad Potomkiem nie chcą nadwyrężyć tych inwestycji i apelują do amerykańskiej administracji o zdrowy rozsądek.

Sytuacja wygląda na znacznie bardziej skomplikowaną z perspektywy Starego Kontynentu. Z danych Komisji Europejskiej wynika, że Rosja jest trzecim partnerem handlowym krajów Unii, będąc jednocześnie najważniejszym rynkiem zbytu. Europejczycy sprzedają w Rosji głównie produkty przemysłu maszynowego i samochodowego, a także chemię i lekarstwa. Import to przede wszystkim ropa, gaz i inne surowce. Z Unii pochodzi trzy czwarte inwestycji zagranicznych w Rosji.

Jeśli Zachód mimo wszystko zdecydowałby odciąć rosyjskie banki od reszty światowego systemu finansowego, byłoby to dotkliwe, ale nie dramatyczne. Chociażby z tego względu, że Rosjanie mają duże rezerwy walutowe wynoszące prawie 500 mld dolarów. A nawet gdyby te miały stopnieć, zawsze znajdą się klienci chętni zapłacić w dewizach za dobra skryte pod rosyjską ziemią.

Trudno oszacować na ile sankcjami dotknięci zostaliby rosyjscy oligarchowie. Z pewnością doskwierałaby im ograniczona możliwość poruszania się. Faktem też jest, że już w tej chwili nie trzymają większości swoich aktywów w Rosji, lecz za granicą. Zablokowanie przepływów finansowych w ich rozległych imperiach mogłoby sprawić, że ich lojalność dla Władimira Putina zostałaby wystawiona na ciężki test.

Zdaniem jednak niektórych zachodnich politologów Moskwa liczy na to, że żadne sankcje nie zostaną wprowadzone. Ben Judah, autor poczytnej w Stanach książki "Niestabilne imperium: Jak Rosja zakochała i odkochała się we Władimirze Putinie" na łamach portalu Politico.com pisze: Rosja jest przekonana, że nie nastąpi żadna gospodarcza reakcja ze strony Zachodu. Europejskie sankcje nie dotkną pieniędzy rosyjskich oligarchów, a Amerykanie nie ograniczą ich dostępu do kont bankowych. Rosjanie są pewni, że nie będzie odpowiedzi militarnej. Spodziewają się tylko tego, że Ameryka będzie stroić groźne miny. A wyrzucenie Rosji z G8? Kogo to obchodzi?.