Stymulowanie gospodarek, które ma pomóc w wychodzeniu z obecnego kryzysu, tworzy zarazem zalążek następnego. Utrzymywane na rekordowo niskim poziomie stopy procentowe oraz działania takie jak skupowanie przez banki centralne obligacji powodują, że na rynku jest duża ilość wolnego kapitału. Efektem są szybko rosnące ceny akcji oraz nieruchomości, co grozi powstaniem nowych baniek spekulacyjnych.

Potrzebujemy wsparcia gospodarki, ale programy stymulacyjne mogą stwarzać zagrożenie. Jeśli nie podejmiemy kroków w celu redukcji tego zagrożenia, może powstać jeszcze większy problem – powiedział wczoraj w wywiadzie dla Bloomberga Mark Carney, gubernator Banku Anglii. Potencjalne zagrożenie, o którym wspomniał, to właśnie sytuacja na rynku nieruchomości.

Jak podała wczoraj Royal Institution of Chartered Surveyors, sporządzany przez nią indeks cen nieruchomości w Wielkiej Brytanii wzrósł w listopadzie do 58, czyli najwyższego poziomu od czerwca 2002 r., zaś według prognozy w ciągu trzech miesięcy osiągnie 59, co oznaczać będzie najwyższą wartość od 14 lat. Przekładając to na bardziej konkretne liczby - według towarzystwa budowlano-finansowego Nationwide każdy dom w Wielkiej Brytanii zyskuje na wartości 50 funtów dziennie. W ciągu ostatniego roku ceny nieruchomości w skali całego kraju wzrosły o 5 proc., zaś w Londynie o 10 proc.

W Stanach Zjednoczonych, gdzie Rezerwa Federalna na razie nie zamierza ograniczać programu skupowania obligacji, ceny nieruchomości w ciągu ostatniego roku do października włącznie zwiększyły się o 12,5 proc. i był to 20. z kolei miesiąc wzrostu cen, podano w zeszłym tygodniu, choć akurat w samym październiku tempo wzrostu zaczęło zwalniać. Janet Yellen, która w przyszłym roku obejmie stanowisko szefa Fed, przekonuje wprawdzie, że nie ma ryzyka powstania bańki nieruchomościowej, ale już sam fakt, że pytania o to są jej zadawane, jest sygnałem ostrzegawczym.

Obawy o narastanie bańki nieruchomościowej pojawiły się ostatnio nawet w Szwecji, gdzie w ciągu roku ceny zwiększyły się o 14 proc. Szwedzki rynek nieruchomości jest niebezpiecznie przewartościowany -mówi Bengt Hansson ze Szwedzkiej Narodowej Rady Mieszkalnictwa, Budownictwa i Planowania (Boverket). Jego zdaniem obecne ceny rynkowe są o 25 proc. wyższe niż faktyczna wartość mieszkań.

Największe zaniepokojenie budzi jednak sytuacja na rynku w Chinach. Praktycznie co miesiąc indeks cen nieruchomości w tym kraju bije rekordy. Średnia cena nowych domów w 70 największych chińskich miastach była w październiku o 9,6 proc. większa niż przed rokiem, ale w Pekinie było to 16,4 proc., a w Guanghzou i Shenzhen – ok. 20. Władze z jednej strony starają się zahamować ten wzrost cen, ale z drugiej - zdają sobie sprawę, że sektor budowlany ma kluczowe znaczenie dla gospodarki kraju i spowolnienie w nim może się odbić na pozostałych. Jak podała kilka dni temu firma konsultingowa Knight Frank, szybciej niż w Chinach rosną ceny nieruchomości tylko w Dubaju, gdzie w ostatnim roku mieszkania podrożały o 25 proc. W skali całego świata indeks cen nieruchomości wzrósł w tym czasie o 4,6 proc., czyli zauważalnie bardziej niż wynosi prognozowany na ten rok wzrost gospodarczy całego świata – 3,2 proc.