Pinggao Group jest na ostatniej prostej do podpisania dwóch kontraktów za ponad 500 mln zł na budowę linii energetycznych w północnej Polsce. Chodzi m.in. o ponad 70 km linii 400 kV Żydowo–Kierzkowo–Słupsk. – Umowa jest w trakcie podpisywania – informuje DGP Beata Jarosz, rzeczniczka PSE. Ta kontrolowana przez państwo spółka ma nadzorować system energetyczny i kluczowe elementy infrastruktury, jak linie przesyłowe. To w energetyce odpowiednik drogowych autostrad.

Krajowa branża nie jest uszczęśliwiona faktem wejścia Chińczyków na rynek - mówi Piotr Molski, prezes Energoprojektu Kraków, który projektuje i stawia linie przesyłowe. Ale trudno z góry zakładać, że skończy się to spektakularnym blamażem - dodaje. Były minister transportu Jerzy Polaczek ostrzega jednak przed czarnym scenariuszem. Obecność COVEC na autostradzie A2 wywołała lawinę bankructw wśród podwykonawców, a jej skutki odbiły się właściwie na całej branży budowlanej. Efekt był taki, że za rozgrzebaną drogę trzeba było dopłacić, żeby była gotowa na czas – przypomina Polaczek.

Molski przyznaje: Pinggao Group tak jak COVEC nie ma w Polsce zaplecza wykonawczego. Będą musieli poszukać podwykonawców. A my na pewno nie będziemy współpracować po zaniżonych stawkach - zastrzega.

To aluzja do kwot, z jakimi Chińczycy wygrywają przetargi organizowane przez PSE. W pierwszym przypadku zaoferowali 430,5 mln zł przy budżecie inwestora w wysokości 454,6 mln zł. Krajowe firmy nie miały szans. Chciały od 581,8 mln zł do 676,45 mln zł. Podobnie było w drugim przetargu, w którym Pinggao znów okazało się najtańsze, trafiając w środek tarczy - zaoferowało 76 mln zł przy budżecie inwestora 78 mln zł. Inne firmy złożyły oferty w przedziale od 95,44 mln zł do 151,97 mln zł.

Mateusz Kędzierski z Instytutu Sobieskiego zwraca uwagę, że Chińczycy odeszli od strategii oferowania ceny dużo niższej od oczekiwań inwestora, by renegocjować kontrakt w czasie jego trwania. W pierwszym przetargu ich cena była o 5,3 proc. poniżej budżetu inwestora, a w drugim o 2,6 proc. mniej. Zostaje jeszcze kwestia jakości wykonania sieci -komentuje Kędzierski.

Beata Jarosz, rzeczniczka PSE, zapewnia, że Chińczycy zostali dokładnie prześwietleni. Firma Pinggao Group ma wystarczający potencjał, by realizować projekty związane z infrastrukturą sieciową - przekonuje. Istnieje od 1970 r., zatrudnia ponad 7 tys. pracowników i ma niezbędne zaplecze finansowe - dodaje. Chińczycy mogą się pochwalić europejskimi certyfikatami jakościowymi, a produkty Pinggao trafiają do ponad 30 krajów w Azji, Ameryce Południowej, Afryce i Europie.

Właścicielem Pinggao Group Ltd. jest State Grid Corporation of China, trzecie na świecie co do wielkości aktywów przedsiębiorstwo infrastrukturalne - podkreśla Jarosz i przypomina, że PSE jest dobrze przygotowane na wypadek kłopotów z realizacją inwestycji. Obowiązuje wymóg złożenia przez wykonawcę notarialnego oświadczenia o dobrowolnym poddaniu się egzekucji - mówi Jarosz.

Przebudowa krajowego systemu energetycznego to łąkomy kąsek, bo PSE w latach 2010–2025 przeznaczy na ten cel ok. 23 mld zł. Ostra konkurencja i udział chińskich wykonawców wystraszyły jednak część polskich firm. Startem w jednym z przetargów w województwie kujawsko-pomorskim poważnie zainteresowany był kontrolowany przez Romana Karkosika giełdowy Boryszew. Jednak po ofertach, jakie pojawiły się od strony konkurentów, uznaliśmy, że realizacja kontraktu nie przyniesie zysków - mówi nam Roman Karkosik.