Niepokojące sygnały nadchodzą z północy strefy euro. Dwa państwa, które należą do najbardziej zagorzałych adwokatów dyscypliny fiskalnej, same mają problemy z przestrzeganiem przyjętych reguł. Holandia poinformowała, że nie zdoła w przyszłym roku zejść z deficytem budżetowym poniżej 3 proc., a Finlandia – że jej dług publiczny po raz pierwszy przekroczy 60 proc.

Zgodnie z przedstawionym we wtorek projektem budżetu na przyszły rok holenderski deficyt wyniesie 3,3 proc. PKB - i to już po uwzględnieniu pakietu cięć o wartości 6 mld euro. Bez nich deficyt, który w tym roku osiągnie 3,2 proc., wzrósłby do 3,9 proc. Do tej pory premier Mark Rutte i minister finansów Jeroen Dijsselbloem planowali, że w przyszłym roku spadnie on poniżej maksymalnego dopuszczalnego przez Unię Europejską poziomu 3 proc., co Holandii nie udało się od początku kryzysu.

To nie koniec złych informacji. Program oszczędnościowy negatywnie wpłynie na poziom wzrostu gospodarczego w 2014 r. Holandia wprawdzie wyjdzie z recesji (w tym roku PKB spadnie o 1,25 proc.), ale gospodarka urośnie zaledwie o 0,5 proc. Tymczasem wcześniejsze prognozy mówiły o wzroście o 1, a później o 0,75 proc. Zwiększy się z kolei bezrobocie - z 7 do 7,5 proc.

Holenderska gospodarka, piąta co do wielkości w strefie euro i jedna z najbardziej nastawionych na eksport, przeżywa kłopoty wskutek spadku zewnętrznego popytu na jej towary. Problemem jest także jednak spadająca konsumpcja wewnętrzna, której wartość w przyszłym roku zmniejszy się jeszcze o 1 proc. Część ekonomistów obawia się także, że rządowe oszczędności tylko pogorszą sprawę. To rozwiązanie na krótką metę. W efekcie cięć wzrost się zmniejszy, deficyt zwiększy i potrzebne będą następne cięcia - ostrzega Sylvester Eijffinger, profesor ekonomii z Uniwersytetu w Tilburgu.

Z kolei Finlandia w ogłoszonym w poniedziałek projekcie budżetu przewiduje, że dług publiczny w przyszłym roku osiągnie 60,7 proc. PKB, a w 2015 r. nawet 62 proc. Wprawdzie to i tak mniej niż średnia w strefie euro, ale rząd w Helsinkach szczycił się tym, że nigdy jeszcze nie złamał żadnego z kryteriów z Maastricht. Źródła kłopotów są podobne jak w przypadku Holandii - nastawiona na eksport gospodarka odczuwa spowolnienie u swoich partnerów handlowych. Szczególnie daje się ono we znaki w kluczowych branżach, takich jak przemysł technologiczny, drzewny i celulozowo-papierniczy czy stalowy.

Najbardziej wymownym objawem kryzysu była niedawna sprzedaż przez Nokię - największą fińską firmę - swojego działu telefonów komórkowych Microsoftowi. Wiele firm w czasie kryzysu ograniczyło produkcję czy inwestycje, co przełożyło się na wzrost gospodarczy. Według szacunków rządu w tym roku fińska gospodarka skurczy się o 0,5 proc. PKB i będzie to drugi z kolei rok, który zakończy na minusie. W przyszłym jednak nastąpi odbicie - wzrost ma sięgnąć 1,2 proc., a w 2015 r. - 1,9 proc. Dobrą informacją jest też to, że w efekcie rządowych oszczędności spada deficyt budżetowy - w przyszłym roku wyniesie 2,3 proc.