Agencja Bezpieczeństwa Narodowego USA (NSA) monitoruje nie tylko internet, lecz także transakcje finansowe na całym świecie. Funkcjonariusze zbierają m.in. dane z systemu płatności SWIFT. Według niemieckiego magazynu "Der Spiegel" z NSA miała współpracować również Visa. Innymi słowy, amerykański wywiad wie wszystko o tym kto, komu i za co płaci.

Agencja stworzyła w tym celu specjalny oddział Follow the Money (FTM). Zbierane przez niego informacje trafiają następnie do obróbki w ramach oprogramowania Tracfin. Jak podaje "Der Spiegel", tylko w 2011 r. do tej bazy danych przesłano 180 mln wpisów. Aż 84 proc. z nich dotyczyło informacji o transakcjach przeprowadzonych za pośrednictwem kart płatniczych. Szczególnym zainteresowaniem cieszyły się operacje przeprowadzane w Europie, na Bliskim Wschodzie i w Afryce.

Visa odpiera zarzuty niemieckich dziennikarzy. Podchodzimy poważnie do zagadnienia bezpieczeństwa danych i reagujemy od razu na wszelkie próby włamań do naszego systemu, wykorzystując wszystkie metody działania, w tym prawne – twierdzą przedstawiciele organizacji płatniczej w oświadczeniu dla "Spiegla". Obok Visy na muszce NSA ma znajdować się także stowarzyszenie instytucji finansowych SWIFT. Dzięki temu amerykański wywiad ma dostęp do transakcji finansowych i innych danych, którymi wymienia się 8 tys. instytucji objętych systemem SWIFT.

O współpracy amerykańskiego wywiadu ze stowarzyszeniem donoszono kilka lat temu. Już w 2006 r. media pisały, że USA zobligowały SWIFT do współpracy tuż po ataku na World Trade Center w 2001 r. O tym, że SWIFT łamał zasady bezpieczeństwa danych, przekazując je amerykańskim służbom, informowała przed siedmioma laty Komisja Europejska. Co więcej, choć siedziba stowarzyszenia mieści się w Brukseli, jeden z jego serwerów znajduje się na terytorium USA, co czyni z sieci łatwy cel dla amerykańskich służb. O współpracy miały wiedzieć banki centralne Wielkiej Brytanii, Francji, Niemiec, Włoch czy Japonii.

W odpowiedzi na doniesienia "Spiegla" NSA opublikowała oświadczenie, w którym stwierdza, że rząd USA czuje się zobowiązany do zbierania informacji mających związek z finansowaniem międzynarodowego terroryzmu. Informacje są gromadzone za wiedzą i pośrednictwem organów ścigania, kanałów dyplomatycznych i agencji wywiadowczych, a także przedsiębiorstw współpracujących z naszymi sojusznikami i zagranicznymi partnerami – czytamy.

Jednak do rąk Amerykanów i sprzymierzonych z nimi Brytyjczyków z agencji wywiadowczej GCHQ trafiają też dane przypadkowych osób i organizacji, dalekich od związków z terroryzmem. Świadczą o tym opinie samych funkcjonariuszy, zawarte w tajnej dokumentacji ujawnionej przez "Spiegla". Doniesienia gazety wywołały oburzenie w europarlamencie. Część europosłów nawołuje do zawieszenia unijno-amerykańskiego porozumienia TFTP z 2010 r. o wymianie informacji na temat środków finansowych będących w posiadaniu osób podejrzanych o terroryzm.

NSA łamała jednak ustalone z Brukselą zasady, czerpiąc informacje także poza oficjalnym kanałem komunikacji z europejskimi instytucjami, niejako z drugiego obiegu – mówi "DGP" Jędrzej Niklas, prawnik z fundacji Panoptykon. Agencja śledziła bowiem ruch SWIFT na kilka sposobów, m.in. przechwytując dane przesyłane do drukarek w bankach. Dane gromadzone przez NSA mogły też dotyczyć także tajemnic firmowych obcych instytucji finansowych. A tego typu praktyki niebezpiecznie zbliżałyby się do chińskiego szpiegostwa gospodarczego.

NSA może poznać szczegóły działalności banków niemieckich, rosyjskich czy chińskich. Daje to przewagę amerykańskim instytucjom na rynku finansowym – mówi telewizji Russia Today amerykański prawnik Gerald Horne. Analitycy wskazują też, że służby z USA mają coraz większe możliwości samodzielnego kontrolowania światowych potoków finansowych. Niebawem kosztem 2 mld dol. ma być ukończone gigantyczne centrum przechwytywania informacji w Bluffdale w stanie Utah. Magazyn „Wired” podawał, że centrum będzie odgrywać kluczową rolę w odcyfrowywaniu tajnych informacji finansowych, giełdowych czy dyplomatycznych.