Dzisiaj upływa termin na składanie propozycji stawek energii na drugie półrocze 2013 r. Taryfy muszą przedstawić najwięksi sprzedawcy prądu dla odbiorców indywidualnych, czyli Tauron, PGE, Enea oraz Energa. W piątek jako pierwsza zrobiła to Energa.

Nie wnioskujemy o podwyżkę cen – zdradził nam Mirosław Bieliński, prezes spółki. Koncern z Gdańska sprzedaje prąd do 2,5 mln mieszkań i domów głównie w północnej Polsce. Propozycja może jednak nie przypaść do gustu Urzędowi Regulacji Energetyki, który jak dotąd uwolnił ceny dla biznesu, ale nadal zatwierdza taryfy płacone przez Kowalskiego. Jest przestrzeń do obniżki – mówi DGP Marek Woszczyk, prezes URE.

Z analiz urzędu wynika, że na skutek m.in. spadków cen energii na giełdowym rynku, na którym zaopatrują się sprzedawcy, stawki powinny pójść w dół. O ile? Szef regulatora odmawia odpowiedzi na to pytanie i dodaje, że obawia się niedoszacowania. Gdy URE po raz ostatni zgodził się na podwyżki cen energii w 2012 r. do średniego poziomu 280,7 zł za 1 MWh, cena energii w hurcie oscylowała wokół 200 zł za 1 MWh. Dziś jest to przedział 150–160 zł.

Jeśli prawdą jest, że sprzedawcy chcą uwolnienia rynku dla grupy G, czyli gospodarstw domowych, to należy się spodziewać taryf spełniających oczekiwania tych odbiorców – naciska Woszczyk. Wciąż analizujemy sytuację – mówi Grzegorz Lot, wiceprezes spółki Tauron Sprzedaż, która w południowej Polsce ma 5 mln klientów indywidualnych. Nie chce zdradzić, czy możliwa jest obniżka cen. Pół roku temu energetyka domagała się wzrostów, ale pod naciskiem URE zadowoliła się utrzymaniem cen z 2012 r.

Zdaniem analityka rynku Andrzeja Szczęśniaka dzisiejszy poziom konkurencji w tej branży nie daje żadnych gwarancji, że po liberalizacji energetyka nie podniosłaby cen. Zwłaszcza że dziś za energię gospodarstwa domowe płacą mniej niż duży przemysł. Nawet w Stanach Zjednoczonych ceny energii z koncernami negocjują w imieniu mieszkańców agencje stanowe – zauważa Szczęśniak.

Dzisiaj przeciętna rodzina płaci za prąd ok. 150 zł miesięcznie, ale połowa faktury to opłaty za dostarczenie energii. Jeśli ceny spadną np. o 5 proc., przez pół roku w naszych kieszeniach zostanie 22,5 zł. Dwa razy wyższa obniżka pozwoliłaby zaoszczędzić 45 zł. Jak podaje Eurostat, Polacy w relacji do zarobków na energię, gaz i inne paliwa wydają aż 10 proc. domowego budżetu, dwa razy więcej od Niemców i aż trzy razy więcej od Greków.