Poszło o ostatni projekt Mennicy pod nazwą „złoto za spot”. IAP zarzuciły wrocławskiej spółce, że przypomina on praktyki stosowane przez Amber Gold. Twierdzą, że Mennica Wrocławska też zamierza sprzedawać złoto wirtualne (kupujący certyfikat nabywał prawo własności do kruszcu dopiero po 6 miesiącach), a sprzedaż kruszcu po cenie z giełdy metali szlachetnych nie odzwierciedla kosztów wytworzenia np. sztabki złota inwestycyjnego – a więc nie ma ekonomicznego uzasadnienia.

Piotr Wojda, wiceprezes Mennicy Wrocławskiej, mówi, że to nieuczciwe porównanie. W odróżnieniu od Amber Gold nie gwarantowaliśmy klientom zysku, a kupujący certyfikat musiał podpisać oświadczenie, że zdaje sobie sprawę, jakie ryzyko wiąże się z tą inwestycją – mówi. Klient miał kupować certyfikat na złoto w cenie giełdowej, ale spółka i tak miała na tym zarobić – zamiast stosować marżę na wejściu, zamierzała naliczać ją przy wyjściu z inwestycji.

Mennica zażądała od IAP, by te zaprzestały stosowania praktyk nieuczciwej konkurencji, bo tak interpretuje porównanie jej do gdańskiego bankruta. Zagroziła pozwem o odszkodowanie za utracone korzyści. Mennica przestała bowiem sprzedawać certyfikaty w tej formie, choć – jak twierdzi Wojda klienci byli nimi zainteresowani.

Marianna Wodzińska z IAP mówi, że jej spółka odpowie na wezwanie MW, gdy je otrzyma. Ale, jej zdaniem, IAP nie stosuje nieuczciwej konkurencji. Zwróciliśmy tylko uwagę na pewne wątpliwości, jakie nasuwają się po lekturze regulaminu w kontekście przejrzystości oferty i bezpieczeństwa obrotu. To wpływa na reputację wszystkich uczestników rynku złota – podkreśla.