KE musiała przedstawić nową propozycję budżetu, gdyż fiaskiem zakończyły się negocjacje między rządami a przedstawicielami Parlamentu Europejskiego na podstawie pierwotnej propozycji KE z 25 kwietnia. 13 listopada, kiedy upływał termin tzw. procedury pojednawczej i miały odbyć się "rozmowy ostatniej szansy", PE odmówił udziału w negocjacjach. Szef delegacji PE Alain Lamassoure tłumaczył wówczas stanowisko PE tym, że jego partner w rozmowach, czyli Rada UE, grupująca rządy państw członkowskich, nie może się porozumieć co do załatania dziury finansowej za rok 2012. PE nie jest zatem w stanie przystąpić do rozmów dotyczących kolejnego roku.

Dlatego KE, zobowiązana traktatowo, musiała przedstawić nową propozycję. Ale nie różni się ona od poprzedniej z kwietnia. Zgodnie z nową propozycją przyszłoroczny budżet wyniesie 137,8 mld euro (kwietniowa zakładała 137,9 mld euro), co oznacza wzrost płatności o prawie 7 proc. w stosunku do budżetu w 2012 roku (129 mld euro).

Ten wzrost - jak KE uzasadnia - wynika m.in. z tego, że jest to ostatni rok perspektywy finansowej 2007-13 i do KE spływa coraz więcej faktur za projekty, do których finansowania UE się zobowiązała. Ich liczba i wartość znacznie teraz rośnie, bo spływają faktury za duże, wieloletnie inwestycje rozpoczęte na początku perspektywy budżetowej 2007-13.

"Większość z budżetu UE to płatności lub zwroty dla setek tysięcy beneficjentów w całej Europie, takich jak miasta i regiony, studenci, badacze, organizacje pozarządowe i przedsiębiorstwa. Na początku obecnego okresu finansowego (2007-13), rządy wybrały projekty do współfinansowania przez UE; teraz te projekty zbliżają się do zakończenia realizacji i UE będzie musiała zapłacić rachunki" - wyjaśnił w komunikacie prasowym komisarz ds. budżetu Janusz Lewandowski.

Lewandowski wyraził nadzieję, że nowa propozycja budżetu UE na rok 2013 pomoże Radzie i Parlamentowi Europejskiego "porozumieć się w sprawie budżetu do końca roku". W przeciwnym razie finansowanie UE musiałoby się odbywać na podstawie prowizorium budżetowego z roku 2012.

Ale negocjacje w sprawie przyszłorocznego budżetu UE zapowiadają się ciężko, tak jak w 2011 r., a zwłaszcza w 2010 roku, kiedy Unia w ostatniej chwili uniknęła prowizorium budżetowego z powodu braku porozumienia między kilkoma krajami - płatnikami netto do unijnej kasy UE (głównie Wielka Brytania, Francja, Niemcy, Holandia i Austria) - a broniącym hojniejszego budżetu PE. W tym roku do batalii o budżet roczny UE dochodzą jeszcze trudniejsze negocjacje kolejnej siedmioletniej perspektywy finansowej UE na lata 2014-20. Szczyt przywódców UE w czwartek i piątek zakończył się brakiem porozumienia - rozmowy przełożono na początek przyszłego roku.

Ponadto w tym roku trudne rozmowy o budżecie 2013 połączono z nowelizacją budżetu na rok 2012, które też są w impasie. KE przypomniała w poniedziałek, że jej propozycja ws. załatania dziury w wys. blisko 9 mld euro w budżecie na rok 2012 jest wciąż aktualna i leży na stole negocjacyjnym.

KE zaproponowała, by brakujące 9 mld euro pokryć z jednej strony z dochodów z grzywien, jakie firmy prywatne płacą m.in. za zawiązywanie karteli. To około 3,1 mld euro. Normalnie te dodatkowe dochody powinny zmniejszyć składki państw do unijnej kasy. Resztę, czyli 5,9 mld euro, kraje miałyby dołożyć, zwiększając swe płacone co miesiąc składki do budżetu UE oparte na PKB.

Ale płatnicy netto - Niemcy, Francja, Wielka Brytania, Szwecja, Holandia, Finlandia, Dania i Austria - zażądali, by całość pokryć z niewydanych środków z budżetu UE szacowanych przez nich na 15 mld euro, choć Komisja Europejska zapewniała, że takich pieniędzy nie ma.