Strefa euro osiągnęła drugie dno kryzysu, przed którym od miesięcy przestrzegali ekonomiści. Gospodarki twardego jądra Unii po raz pierwszy od 2009 r. znalazły się w recesji. W trzecim kwartale tego roku PKB Siedemnastki spadł o 0,1 proc. w porównaniu z drugim kwartałem, w którym także odnotowano nieznaczny, 0,2-proc. spadek.

Z kolei w odniesieniu do analogicznego okresu roku ubiegłego gospodarka Eurolandu skurczyła się o 0,6 proc. Według tej samej metodologii spadki zanotowało ośmiu członków strefy, na czele z Grecją (7,2 proc.), Portugalią (3,4 proc.) i Włochami (2,4 proc.). Na plusie pozostało pięć gospodarek, ale są wśród nich ważne dla wyników całej Unii rynki Francji i Niemiec z odpowiednio 0,1 proc. i 0,9 proc. wzrostu. Wciąż brakuje danych dla czterech mniejszych państw strefy.

Drugie dno recesji wyprodukowaliśmy sami. To skutek silnych oszczędności w krajach Południa i niechęci Północy, by coś z tym zrobić – skomentował w rozmowie z BBC Paul De Grauwe z London School of Economics. Przez 20 lat nie widziałem tak wielkiego podziału, nawet wrogości między państwami. Tak znaczne cięcia wpędziły masę ludzi w straszne warunki życia, które odrzucają. To wyjątkowo niebezpieczna sytuacja – dodał ekonomista. Niepokoju nie ukrywają też unijni urzędnicy. Najnowsze wskaźniki światowego wzrostu wywołują obawy o nasze gospodarcze perspektywy – mówił niedawno unijny komisarz ds. gospodarczych Olli Rehn.

Techniczna recesja, która po wczorajszej informacji Eurostatu stała się faktem, oznacza, że gospodarka kurczy się drugi kwartał z rzędu. Poprzednio, w latach 2008–2009, trwała ona w sumie pięć kwartałów i była znacznie głębsza. W 2009 r. 16 ówcześnie należących do strefy euro państw (bez Estonii, która przyjęła wspólny pieniądz w 2011 r.) straciło 4,4 proc. Część ekonomistów podkreśla, że – biorąc pod uwagę skalę kryzysu zadłużenia, który dotyka kolejne państwa Południa – 0,1-proc. recesja to i tak niezły wynik.

Co więcej, w przeciwieństwie do sytuacji z przełomu 2008 i 2009 r. widać światełko w tunelu. Co prawda Eurostat w ubiegłym tygodniu zredukował prognozy wzrostu PKB w przyszłym roku, ale wciąż spodziewa się odbicia od dna. 2013 r. ma stać pod znakiem 0,1-proc. wzrostu. Sześć państw wciąć pozostanie pod kreską (m.in. Hiszpania i Włochy), ale najwyższa recesja, jeśli nie liczyć Grecji, nie przekroczy nigdzie 2 proc. PKB. Mimo to trudno mówić o znacznym ożywieniu, skoro w czołowych gospodarkach Eurolandu, jak Niemcy, Francja i Holandia, wzrost wyniesie między 0,3 proc. a 0,8 proc.

Za światełko w tunelu można też uznać wczorajsze dane z Francji. Druga co do wielkości gospodarka strefy euro odnotowała wzrost konsumpcji wewnętrznej o 0,3 proc. (po nieznacznym spadku w drugim kwartale), przyspieszył też wzrost eksportu (w III kwartale wzrósł on o 0,5 proc.). Po pięciu kwartałach stagnacji o 0,4 proc. wzrosła produkcja przemysłowa. O 0,2 proc. wzrósł PKB. Te wskaźniki wyglądają obiecująco, ale to nam nie wystarczy. Bitwa o wzrost trwa i nie możemy teraz odpuścić – skomentował wczoraj dobre wieści premier Francji Jean-Marc Ayrault.

Spadki odnotowało ośmiu członków strefy. Wzrost – tylko pięciu