W debacie udział wzięli przedstawiciele przemysłu zbrojeniowego, eksperci oraz przedstawiciel Ministerstwa Obrony Narodowej. Wspólnie oceniali oni stan polskiej armii i perspektywy jej modernizacji i rozwoju.

Otwierający debatę, a reprezentujący MON gen. bryg. Stanisław Butlak stwierdził, że armia nowoczesna, armia przyszłości to jest taka armia, która posiada wytyczone określone cele, która realizuje systematycznie i dogłębnie wyznaczone programy uzbrojenia, które są pochodną programów operacyjnych. Nie możemy powiedzieć, że kończy się 2013 rok i mamy nowoczesną armię. To jest proces ciągły - dodał. 

Co do samej idei tworzenia kolejnych programów modernizacji sceptyczny jest dr Andrzej Karkoszka, dyrektor ds. rozwoju rynku PZL-Świdnik. O planach resortu obrony mówił: Oby tym razem się udało. Przypominał, że wiele z obecnie realizowanych i opisywanych projektów była rozpatrywana już dziesięć lat temu. Przyznał jednak również, że MON ma do dyspozycji najwięcej pieniędzy ze wszystkich lat ostatnich dwóch dekad. W realizacji planów przeszkadza jednak często polityka. Często czynnik polityczny zmienia kierunek działania, zmieniają się priorytety - dodał.

Swoją wizję nowoczesnej armii przedstawił też Krzysztof Trofiniak, prezes zarządu Huty Stalowa Wola SA. Najważniejsze jest umiejętne wykorzystanie tego sprzętu, który się posiada. Druga sprawa to zdolność do długofalowego planowania modernizacji sił zbrojnych, nie tylko pod względem sprzętowym, ale także taktyki użycia. Jeżeli armia ma 30 procent nowoczesnego sprzętu z najwyższej półki, to jest już armia bardzo nowoczesna - stwierdził. I dodał, że decyzja o zakupach dla armii powinna wynikać z przyjętej dla tej armii doktryny.

Tomasz Hypki, prezes Agencji Lotniczej Altair, zwrócił uwagę na nierówne rozłożenie akcentów w polskiej armii. Nie może być tak, że tylko w pewnym obszarze jesteśmy znakomici. Marynarki wojennej nie mamy wcale. Obrona powietrzna od kilkudziesięciu lat jest decydująca jeśli mówimy o konflikcie na pewną skalę. A w Polsce klasycznej naziemnej obrony przeciwlotniczej nie mamy wcale - ubolewał.

Dodał, że polska armia jest przestarzała mentalnie, bo wciąż nastawiona na obronę własnego terytorium. A celem armii nie jest obrona terytorium, nawet nie walka partyzancka. Celem jest niedopuszczenie do wojny - żeby wrogowie nas się bali, żeby nas nikt nie zaatakował - wyjaśniał. Dopominał się również zmiany generacyjnej, która zakończyłaby dążenie do kopiowania pomysłów innych krajów na rzecz wypracowywania rozwiązań szytych na miarę dla Polski. 

Na inną sprawę uwagę zwrócił Krzysztof Gulda, dyrektor biura strategii Bumar sp. z o.o. Nie będzie nowoczesnej armii, jeżeli państwo nie będzie inwestowało w działania badawczo-rozwojowe - przekonywał. Dodał, że nowoczesna armia to taka, która wciąż się modernizuje i na bieżąco odnawia. Dlatego trzeba inwestować w badania. Dziś musimy realizować prace badawczo-rozwojowe po to, by za 5-7 lat zapewnić dostawy odpowiedniego sprzętu - argumentował. 

Wątek polityczny poruszył Adam Bartosiewicz, wiceprezes WB Electronics. Armia jest tak silna i tak nowoczesna, jak bogate jest państwo. Problem jest z pewną ciągłością politycznego poparcia. Brakuje konsensusu wobec spraw najważniejszych - ubolewał. Podkreślił, że każda deklaracja władz, dotycząc priorytetowego traktowania spraw obronności spotyka się z krytyką. Tym razem powód dał kryzys. A tymczasem Polska na uzbrojeniu - jego zdaniem - nie powinna oszczędzać. Polska jest stroną elitarnego systemu bezpieczeństwa wzajemnego. Członkostwo w tym klubie jest jak członkostwo w elitarnym klubie gentelmanów - musi nas być stać na frak - wyjaśniał.

Sprawa badań naukowych i nakładów na nie wywołała żywą dyskusję wśród uczestników debaty. Gen. Butlak przekonywał, że programy badawcze nie dość że pokrywają się z priorytetami armii, to jeszcze zyskują środki finansowe - w 2013 roku ma to być 300 mln złotych, które ma spożytkować Narodowe Centrum Badań i Rozwoju.

Jednak czy to wystarczy? Mamy wspaniałych profesorów, świetne idee, ale nic z tego wynika - podsumował dr Andrzej Karkoszka. A Krzysztof Trofiniak dodał, że popełnianym od wielu lat grzechem jest wydawanie milionów na projekty, które nie zostały wdrożone.

Uczestnicy debaty podkreślili, że by finansowanie badań naukowych przyniosło efekty, potrzeba czasu. Potrzeba kilku lat, żeby przemysł, we właściwy sposób pożytkując te finansowanie, mógł wyjść z ofertą - podkreślił Adam Bartosiewicz. Dodał, że firmy powinny ze wszech miar inwestować w rozwój. Dodał, że MON z kolei winien jest kłaść nacisk na kupowanie sprzętu od polskich producentów. 

Krzysztof Krystowski, prezes zarządu Bumar sp. z o.o. stwierdził, że istnieje błąd systemowy, który polega na finansowaniu przez MON w stu procentach prac badawczo-rozwojowych. Tymczasem jego zdaniem powinien być oczekiwany udział wkładu władnego przedsiębiorcy. Ale to nie wszystko. Błędem jest poszukiwanie rozwiązań szytych na miarę. Szukamy rozwiązań tak bardzo indywidualnych, że udział kosztów praw badawczo-rozwojowych w potencjalnych przychodach często przekracza dla pojedynczego wyrobu 20, a nawet 30 procent. Nie uważam, że to jest powód do dumy - stwierdził Krystowski.