Z rządowym błogosławieństwem i finansowym wsparciem spółki Inwestycje Polskie powstanie drugi w kraju zakład petrochemiczny, podobny do działającego w Płocku i należącego do PKN Orlen. Oba mają ze sobą nie konkurować.

Prace koncepcyjne nad projektem już trwają. Inwestycją ma się zająć nowy potentat na polskim rynku chemii – powstały w wyniku fuzji Azotów Tarnów (AT) z Zakładami Azotowymi Puławy (ZAP), których formalne połączenie nastąpi prawdopodobnie w styczniu. Na razie trwają negocjacje między AT i ZAP. Dla połączenia podmiotów decydująca będzie zgoda Komisji Europejskiej na koncentrację. Oczekujemy, że otrzymamy ją w takim terminie, by zdążyć na walne zgromadzenie akcjonariuszy wyznaczone na 24 stycznia 2013 r. – zaznacza Mikołaj Budzanowski, minister skarbu.

Gdańska petrochemia ma być pierwszym dużym projektem, jaki realizować będzie nowy chemiczny koncern. Jak wyjaśnia Jerzy Marciniak, prezes AT, w Polsce – żeby tzw. wielka chemia mogła się rozwijać – potrzeba produktów petrochemicznych i gazu. Zanosi się na to, że gazu będzie pod dostatkiem. Brakuje natomiast petrochemikaliów. Orlen to jedyna spółka, która je dostarcza. Problem w tym, że nie wszystkie produkuje – tłumaczy.

Prezes Azotów twierdzi, że te petrochemikalia, których brakuje, można zacząć produkować w innym miejscu. Namawiamy inne rafinerie, by wspólnie pomyśleć o takim projekcie – mówi Marciniak.

Partnerem Tarnowa będzie Lotos. Gdańska spółka od kilku lat analizuje możliwość zaangażowania się w segment petrochemiczny. Dotąd jednak nie było wystarczających argumentów za taką inwestycją. W ostatnich tygodniach koncern zmienił zdanie, głównie za sprawą silnego poparcia dla tego przedsięwzięcia ze strony resortu skarbu i obietnicy finansowania z funduszy programu Inwestycje Polskie. Petrochemia to wysokomarżowy segment, którym warto się zainteresować – przekonują w Lotosie. Jak wyjaśnia nam przedstawiciel spółki, stroną wiodącą w tym projekcie jest jednak Tarnów i trudno oczekiwać, by Lotos był partnerem finansowym. Wkładem rafinerii będzie zaś wielohektarowy, uzbrojony plac, zlokalizowany tuż przy uruchomionych niedawno instalacjach Programu 10+. Jak tłumaczy Mikołaj Budzanowski, ta lokalizacja pod przyszłą fabrykę ma wiele zalet. W Gdańsku jest dostęp do portu, rafinerii i produkowanych przez nią paliw, a także do nowej sieci gazociągowej budowanej przez Gaz-System i terminalu naftowego – wylicza.

Według ministra przemysł chemiczny w Polsce musi postawić sobie pytanie: w jaki sposób najlepiej wykorzystać te atuty pod kątem nowej inwestycji. Moim zdaniem warto się zastanowić nad tym, by wspólnymi siłami, m.in. w ramach programu Inwestycje Polskie, wygenerować nowy, duży projekt infrastrukturalny z branży chemicznej lub petrochemicznej – dodaje.

Na razie koncerny nie sprecyzowały, co będzie produkowane w gdańskiej petrochemii. Według informacji DGP na pewno nie grafen, jak spekulowano. Chodzi o masową produkcję na bazie produktów ropopochodnych z Lotosu, surowców do wytwarzania tworzyw – zdradza nam osoba związana z tą inwestycją. W Gdańsku mogą powstać więc linie produkujące kaprolaktam, poliamid czy polioxymetylen.

Eksperci twierdzą, że koncepcja jest słuszna, bo rynek tworzyw jest bardzo perspektywiczny; znacznie w ten segment inwestują zwłaszcza Chińczycy.