Najbardziej zdrożeje chleb, wyroby cukiernicze, makarony, mięso i jego przetwory – wylicza Andrzej Gantner, dyrektor generalny Polskiej Federacji Producentów Żywności. Podwyżki cen tych produktów mogą przekroczyć nawet 5 proc.

Największe wzrosty będzie widać wśród produktów podstawowych, w których marże sklepowe są najniższe – tłumaczy Błażej Patryn z sieci Piotr i Paweł. Raczej nie zmienią się ceny mleka i jego przetworów oraz tłuszczów roślinnych, które już są bardzo wysokie.

Niektórym firmom z branży makaronowej już udało się wywalczyć podwyżki rzędu 5 – 10 proc. Pozostałe wciąż o to zabiegają, dlatego ceny poszybują jeszcze o przynajmniej 4 – 5 proc. Nie można się temu dziwić, skoro kilogram mąki krupczatki kosztuje w sklepie 1,75 zł, a zrobionego z niej makaronu 2 zł – wyjaśnia Grzegorz Polak, prezes zarządu Wytwórni Makaronu Domowego Pol-Mak.

Ceny surowców rolnych stale rosną, a w magazynach producentów jest już pusto. Prognozy też nie są optymistyczne. Według GUS zanosi się na mniejsze zbiory buraków i ziemniaków. Zbiory zbóż mają być porównywalne z tymi z ubiegłego roku, ale o 2,5 proc. mniejsze od średniej z lat 2006 – 2010.

Po żniwach okazało się, że ceny zbóż nie spadły, a nadal rosną. Do tego w połowie roku nastąpiły podwyżki jajek pasteryzowanych – mówi Zbigniew Dybał, prezes spółki Czanieckie Makarony, która obecnie negocjuje z sieciami lepsze ceny swoich produktów.

Obecnie kosztują 6,50 zł za kilogram. Na początku roku było to ok. 3,50 zł.

Podwyżki na poziomie 5 proc. szykują też producenci wyrobów cukierniczych i pieczywa, a także mięsa i wędlin, dla których zboże to podstawowy surowiec produkcyjny. Pieczywo już zdrożało w tym roku o 2,4 proc., a mięso o 8,4 proc.

Więcej kosztują nie tylko mąka jaja, lecz także margaryna, której ceny sięgają zenitu. Za kilogram trzeba dać 10 zł. Dlatego będą kolejne podwyżki cen. W przypadku wyrobów cukierniczych powinny ograniczyć się do 3 proc. – mówi Jan Ostrowski z Piekarnio Cukierni w Korzeńsku, ale już pieczywo – jak deklarują producenci – może pójść w górę nawet o 5 – 6 proc. Dla wytwórców to groszowy zysk. Swoje pieczywo sprzedają do sieci po 1,30 – 1,70 zł – mówi Grzegorz Nowakowski, dyrektor Polskiego Instytutu Pieczywa.

Branży mięsnej dodatkowo dokucza spadek pogłowia, o którym na rynku mówi się już od 2 lat. Na koniec września surowiec podrożał o 12 proc.

Pogłowie spada nie tylko w Polsce, ale też w Europie. Mała podaż przy dużym popycie przekłada się na wzrost cen mięsa. W takiej sytuacji zakłady mięsne nie mają innego wyjścia, jak podnoszenie cen – tłumaczy Dawid Kujawa, dyrektor ds. zakupów w firmie PMB.

Podwyżek nie da się zdaniem producentów uniknąć z powodu szybko rosnących kosztów energii, pracy i transportu. Dotyka to zwłaszcza tych firm, które same dostarczają swoje produkty do sklepów.

Nie bez znaczenia jest też spadająca opłacalność biznesu. Firmy produkujące makarony pod własnym brandem deklarują rentowość netto na poziomie 2 – 4 proc. Te, które wytwarzają go na zlecenie sieci handlowych, mówią o zysku na poziomie 0,5 – 1 proc. Niewiele lepiej sytuacja wygląda w sektorze mięsnym. Jej marżowość oceniana jest na 2 – 8 proc., w związku z czym firmy nie są w stanie ratować się kapitałem odłożonym w lepszych czasach. Bieżące wpływy ledwie pokrywają koszty działalności.

W branży piekarniczej w ostatnich latach upadło 350 – 400 firm. To efekt konkurowania cenami. Dlatego właściciele tych 9 tys. przedsiębiorstw, które jeszcze działają na rynku, raczej zdecydują się na podwyżki.