Ponieważ zaś bezrobocie jest wciąż, jak na amerykańskie standardy, wysokie (w lipcu wyniosło 8,3 proc), pogłębia się przepaść między ludźmi żyjącymi w biedzie a najbogatszymi.

W ubiegłym roku oficjalny wskaźnik ubóstwa na rodzinę czteroosobową wynosił 23,021 dolarów.

Jak podkreślił cytowany przez agencję AP David Johnson z Cenzusu, podczas gdy 1 proc. Amerykanów o najwyższych dochodach podwyższyło je o 6 proc., zarobki 40 proc. społeczeństwa o najniższych nie uległy w tym czasie zmianie.

Eksperci przewidywali wcześniej, że w 2011 r. będzie nawet gorzej i dojdzie do kolejnego, przez czwarty rok z rzędu, podwyższenia wskaźnika ubóstwa. Nie nastąpiło to jednak, a za przyczynę ekonomiści podają przedłużenie wypłat zasiłków dla bezrobotnych; od roku 2009 można je otrzymywać do 99 tygodni. Dlatego też wiele osób pobierało je do ostatnich miesięcy minionego roku.

Wskaźnik ubóstwa nie zwiększył się także dlatego, ponieważ w sektorze prywatnym przybyło nieznacznie miejsc pracy. Pozwoliło to złagodzić skutki cięć w zatrudnieniu, do jakich musiały się uciec władze federalne i lokalne.

Jednocześnie średnie dochody na rodzinę sięgały w Ameryce w 2011 r. 50,054 dolarów. Były mniejsze o 1,5 proc. niż w roku poprzednim i spadły drugi rok z rzędu.

P.o. minister handlu USA Rebecca Blank przyznała, że trzeba poświęcić więcej wysiłków odbudowie bezpieczeństwa ekonomicznego klasy średniej. Fakt, że najbogatsi wciąż odnoszą korzyści ekonomiczne, a klasa średnia w dalszym ciągu walczy, aby ozdrowieć po wielkiej recesji, przekonuje, że musimy uchwalać przepisy, które pomogą odbudować naszą gospodarkę nie z góry na dół, ale poczynając od klasy średniej - uważa Blank.

Jak wskazują dane Cenzusu, najwięcej ubogich ludzi żyje w stanie Nowy Meksyk (22.2 proc.), w Luizjanie oraz w stolicy kraju Waszyngtonie. W najwyższym stopniu bieda oszczędziła natomiast mieszkańców stanu New Hampshire (7.6 proc.).

Raport o ubóstwie opublikowano na dwa miesiące przed wyborami prezydenckimi w Stanach Zjednoczonych. Słaba gospodarka należy do problemów najbardziej zajmujących wyborców, którzy zadecydują, czy najwyższy urząd w państwie powierzyć Demokracie Barakowi Obamie, czy też jego republikańskiemu rywalowi Mittowi Romneyowi.