Według rosyjskiej gazety Miller miał na myśli niemiecki RWE, Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo (PGNiG) oraz przedsiębiorstwa gazowe z Litwy.

Prezes Gazpromu złożył takie oświadczenie w związku z dekretem prezydenta Rosji Władimira Putina, nakazującym podmiotom gospodarczym o strategicznym znaczeniu dla kraju, by uzgadniały z rządem swoje postępowanie w sytuacjach, gdy inne państwa lub organizacje międzynarodowe wysuwają wobec nich jakieś żądania.

Wydany we wtorek dekret nakłada też na firmy o strategicznym znaczeniu obowiązek uzgadniania z rządem wszelkich zmian w umowach z zagranicznymi kontrahentami i innych dokumentach dotyczących ich polityki handlowej, w tym cenowej, za granicą. Zabrania im także sprzedaży zagranicznych aktywów bez wcześniejszej zgody rządu.

Gazprom jest jedną ze spółek - obok m.in. Rosnieftu, Transnieftu, Zarubieżnieftu, Inter RAO, RusHydro, Rosyjskich Kolei Żelaznych(RŻD) i Sowkomfłotu - które Kreml uważa za mające strategiczne znaczenie dla Federacji Rosyjskiej.

Rzecznik Gazpromu Siergiej Kuprijanow ze swej strony poinformował, że zagraniczni partnerzy rosyjskiego koncernu odtąd nie będą mogli negocjować z nim w kontaktach dwustronnych zniżek na gaz. Cytowny przez dziennik "RBK-daily" Kuprijanow dodał, że obecnie bez zgody rządu zniżek nie mogą otrzymać niemieckie E.ON i RWE oraz polskie PGNiG, z którymi Gazprom prowadzi będące w ostatniej fazie negocjacje w sprawie skorygowania cen w kontraktach.

"RBK-daily" przytacza też komentarz analityka rynku gazowego Michaiła Korczemkina, którego zdaniem dekret Putin jedynie legitymizuje stan istniejący. Jest wątpliwe, by zarząd Gazpromu mógł podjąć jakąkolwiek poważną decyzję bez przyzwolenia najwyższych władz państwa - zauważył.

W ocenie Korczemkina dekret Putina daje sygnał Komisji Europejskiej, że Gazprom działa w imieniu i w interesie Rosji. Dekret niczego nie zmieni w działalności Gazpromu, jednak spotęguje postrzeganie Rosji jako kraju, w którym wszystko jest sterowane ręcznie - dodał.

Natomiast prawnik Ilja Raczkow, do którego opinii odwołuje się dziennik "Wiedomosti", ostrzegł, że jeśli Gazprom nie będzie współpracować w dochodzeniu wszczętym przez Komisję Europejską, to będzie to gorzej dla niego, bo zmusi to KE do podejmowania decyzji na podstawie informacji jednej strony, na przykład Polski lub Litwy.

4 września Komisja Europejska wszczęła dochodzenie antymonopolowe wobec Gazpromu. Chce ona sprawdzić, czy rosyjski koncern nie nadużywa dominującej pozycji na rynku dostaw gazu do Europy Środkowej i Wschodniej i nie pogarsza w ten sposób bezpieczeństwa konsumentów w Unii Europejskiej.

KE podejrzewa, że Gazprom, który w ponad 50 procentach jest własnością skarbu państwa, utrudnia swobodny przepływ gazu w całej UE i każe swoim klientom płacić nieuczciwe ceny, uzależniając w kontraktach cenę dostarczanego przez siebie błękitnego paliwa od ceny ropy naftowej na światowych rynkach.

Rozpoczęcie dochodzenia przez Komisję Europejską to efekt niezapowiedzianych wizyt inspektorów KE w 20 spółkach z 10 krajów UE, położonych w Europie Środkowej i Wschodniej. Inspekcje odbyły się we wrześniu 2011 r. w firmach zajmujących się dostawami, przesyłem i magazynowaniem gazu dostarczanego m.in. przez Gazprom. W Polsce objęły PGNiG, kupujący gaz od rosyjskiego koncernu, oraz państwowego operatora gazociągów przesyłowych Gaz-System.

Jak tłumaczyła przed rokiem KE, Bruksela musi reagować, gdy na rynku UE mogą być stosowane praktyki zagrażające konkurencji, bez względu na to, czy stosują je firmy unijne czy zagraniczne.

PGNiG od dłuższego czasu domaga się od Gazpromu obniżenia ceny gazu. Zdaniem polskiego koncernu od zawarcia kontraktu z rosyjskim monopolistą w 1996 r. na europejskim rynku gazu zaszły istotne zmiany. Ponadto - argumentuje PGNiG - polski kontrakt powinien odzwierciedlać poziom ceny rynkowej w UE w kontraktach z Gazpromem.

Na początku listopada 2011 r. PGNiG rozpoczęło w Sztokholmie procedurę arbitrażu w sporze z Gazpromem o cenę gazu. Postępowanie jest poufne. Wcześniej przez kilka miesięcy szefowie polskiego koncernu próbowali - bez skutku - przekonać rosyjskich partnerów, by obniżyli cenę.

PGNiG nie jest jedynym kontrahentem Gazpromu, który zdecydował się na arbitraż - podobne decyzje podjęli niemieccy potentaci E.ON i RWE. O obniżkę cen do rosyjskiego koncernu wystąpiły również inne firmy europejskie, m.in. z Francji, Włoch i Bułgarii, i ją otrzymały. Według ekspertów rynkowych będą kupować gaz rosyjski o 7-11 proc. taniej.

Cena "błękitnego paliwa" sprowadzanego z Rosji obliczana jest według notowań ropy naftowej i produktów ropopochodnych z 9-miesięcznym opóźnieniem. Dlatego odbiorcy płacą więcej, jeżeli ropa jest droższa. PGNiG nie ujawnia, po ile kupuje rosyjski gaz, ale według doniesień rosyjskich mediów cena należy do najwyższych w Europie. Według danych różnych instytucji płacimy od 450 do 500 dolarów za 1000 metrów sześciennych.