Chiny – motor światowego wzrostu – hamują. Po raz pierwszy od 14 lat kraj nie wypełni i tak już skromnego planu wzrostu PKB o 7,5 proc. To zła wiadomość dla liderów partii komunistycznej, którzy szykują się do operacji przekazania władzy młodszemu pokoleniu na jesiennym kongresie. Inne kluczowe gospodarki regionu również czeka spowolnienie. Najwidoczniej trend dotyka Koreę Południową. Słabe wyniki będzie miała również Japonia, która od lat nie może wygenerować dynamicznego wzrostu.

Władze w Pekinie podały kiepskie dane o handlu zagranicznym. Choć na ten rok założono, że eksport zwiększy się o 10 proc., w lipcu dynamika sprzedaży towarów za granicą zmalała do zaledwie 2,7 proc. Głównym powodem jest spodziewana recesja w Unii Europejskiej, czyli na największym rynku zbytu dla chińskich produktów na świecie.

Jeszcze gorsze są wyniki importu, który wręcz spadł o 2,6 proc. (lipiec 2011 r. do lipca 2012 r.). To oznacza, że Chiny przestają odgrywać rolę siły napędowej dla Niemiec i – szerzej – strefy euro. Niedawno w Pekinie gościła kanclerz Angela Merkel. Debatowano nad tym, jak sprawić, by niemieckie firmy mogły nadal rozwijać się poprzez rynek azjatycki.

Aby przeciwdziałać spowolnieniu, chińskie władze ogłosiły w ubiegłym tygodniu plan inwestycji infrastrukturalnych wart 150 mld dol. Inwestycje stanowią 50 proc. chińskiego PKB, co zwielokrotnia ryzyko bańki na rynku nieruchomości. Dodatkowe środki niewiele tu pomogą – przypominają analitycy banku ING.

W ostatnich miesiącach chińskie władze próbowały wielu sposobów, aby podtrzymać słabnący wzrost gospodarki. Dwukrotnie obniżono stopy procentowe banku centralnego, ograniczono obowiązkowe rezerwy dla banków, wprowadzono dopłaty do eksportu. Chiński keynesizm nie przynosi jednak skutku.

Gospodarka daje zresztą więcej złych sygnałów. W sierpniu wzrost produkcji okazał się najsłabszy od 3,5 roku. W pierwszej połowie 2012 r. wzrost całej gospodarki w ujęciu rocznym spowolnił do 7,8 proc. Teraz ekonomiści obawiają się, że w całym 2012 r. będzie on niewiele większy niż 7 proc., najgorszy od 20 lat.

Pogorszenie koniunktury w Chinach niepokoi inwestorów z Europy i USA również z innego powodu. W tym samym czasie złe dane napływają z Japonii, drugiej gospodarki Azji, oraz Korei Południowej, czwartej gospodarki kontynentu.

W Japonii w drugim kwartale tego roku dochód narodowy wzrósł o zaledwie 0,7 proc., dwa razy mniej, niż spodziewał się rząd. Powód kłopotów jest dokładnie taki sam jak w Chinach: załamanie popytu na japońskie towary na rynkach europejskich.

W kolejnych miesiącach gospodarka Japonii będzie stać w miejscu. Inwestycje w odbudowę po katastrofie elektrowni jądrowej w Fukushimie okazały się niewystarczające, aby zneutralizować załamanie eksportu – ostrzega Yuichi Kodama, ekonomista towarzystwa ubezpieczeniowego Meiji Yasuda Life Insurance.

Z 3,5 do 3,0 proc. tegoroczną prognozę wzrostu dla Korei Południowej obniżył bank centralny tego kraju. Wielu jednak sądzi, że i tego nie uda się dotrzymać. Aby podtrzymać słabnącą gospodarkę, która podobnie jak Japonia jest uzależniona od eksportu, rząd w Seulu uruchomił wczoraj wart 5,2 mld dol. pakiet stymulacyjny. Składa się on w dużej mierze z ulg podatkowych.

W tych bardzo niepewnych czasach Koreańczycy nie będą wydawać więcej na konsumpcję, nawet jeśli zapłacą mniejsze podatki. Przed jesiennymi wyborami prezydenckimi rząd chce pokazać, że coś robi. Ale to bardziej rozgrywka polityczna niż ekonomiczna – uważa Erik Luethm, ekonomista oddziału Royal Bank of Scotland w Hongkongu.