O ile jednak jeszcze w grudniu ub.r. rejestr liczył 2,7 tys. klauzul, o tyle pod koniec sierpnia było ich już 3,9 tys. Przedsiębiorcy mówią wprost: To kula u nogi. Kula, która ciągle przybiera na wadze, bo firmy gubią się w gąszczu przepisów.

A tam, gdzie jest bałagan, zawsze znajdzie się też chętny do jego posprzątania. Nie za darmo oczywiście. W tym wypadku są to prawnicy. Właśnie powstały trzy internetowe serwisy oferujące wykonanie szczegółowych audytów regulaminów i stworzenie nowych, zgodnych z przepisami.

Clausula.pl za korektę regulaminu liczy 240 zł, a za przygotowanie nowego – 299 zł. Nie może jednak zagwarantować, że już jutro się on nie zdezaktualizuje w związku z rozbudowaniem rejestru UOKiK. Dlatego już po stworzeniu regulaminu proponuje jego bieżący monitoring – półroczna usługa kosztuje 246 zł.

Wyżej cenią się prawnicy z serwisu Prokonsumencki.pl. Audyt regulaminu i przygotowanie nowego wyceniają na 590 zł lub 790 zł, jeżeli usługa połączona jest z dalszym monitoringiem przepisów. Z kolei AudytRegulaminu.pl za skontrolowanie i wskazanie koniecznych poprawek życzy sobie od 300 do 400 zł.

Wziąwszy pod uwagę fakt, że w Polsce działa 20 tys. sklepów internetowych (a to głównie ich dotyczy problem klauzul), audytorzy nie mogą narzekać na brak zajęcia. A sklepy wolą płacić im niż organizacjom konsumenckim, które w ostatnich miesiącach żerują na bałaganie w klauzulach. Sprawdzają bowiem regulaminy i umowy firm, a gdy znajdują w nich niedozwolone zapisy, składają przedsiębiorcy propozycję nie do odrzucenia – pozew sądowy albo ugoda. A ta kosztuje minimum 360 zł za każdą znalezioną klauzulę. Wystarczy, że jest ich dziesięć, a rachunek rośnie do niemal 4 tys. zł.

Są jednak także i takie regulaminy, w których prawnicy doliczają się nawet kilkudziesięciu niezgodnych z przepisami postanowień. Tak czy inaczej firmom pozostaje zapłacić. Pytanie, kiedy wreszcie UOKiK uporządkuje rejestr, na razie pozostaje bez odpowiedzi.

Rejestr miał zapewnić przedsiębiorcom możliwość łatwego sprawdzenia, czy ich umowy nie naruszają ustawowych przepisów. Z drugiej strony miał zapewnić lepszą ochronę klientom. A także znacznie podnieść jakość usług w wielu dziedzinach.

W praktyce jednak codziennie uzupełnia się go średnio o pięć nowych wpisów. Całość zajmuje ponad 900 stron w pliku PDF, który można ściągnąć ze strony internetowej UOKiK.

– Rejestr stał się nie tylko nieczytelny, lecz także został zasypany wieloma podobnymi postanowieniami – ocenia prawnik Krzysztof Lehmann, autor bloga Prawo Nowych Technologii.

Co gorsza wpisy w rejestrze nie są posegregowane według jakiegokolwiek klucza tematycznego. Ułożono je chronologicznie – według dat, kiedy zostały dopisane.

W związku z tym sklepy i usługodawcy nie nadążają z wprowadzaniem koniecznych poprawek w swoich regulaminach. A nawet jeżeli już to zrobią, to nie mają gwarancji, że kolejnego dnia znowu nie staną się sprzeczne z przepisami.

Konsumenci nie dbają o swoje

Serwis Prokonsumencki.pl przepytał 5 tys. internautów o to, jak dbają o swoje bezpieczeństwo przed zrobieniem zakupów w sieci. Okazuje się, że zaledwie 9 proc. z nich czyta regulamin sklepu internetowego, zanim dokona w nim zakupów. Znaczna większość z nich nie ma więc pojęcia, jakie kruczki czyhają w regulaminach. Internauci tylko w części zdają sobie sprawę ze swojej niewiedzy.

W innej ankiecie przeprowadzonej przez porównywarkę cen Ceneo.pl 48 proc. respondentów przyznało się, że ma braki w wiedzy na temat podstawowych praw i obowiązków konsumentów w sieci. Jednocześnie ponad połowa ankietowanych deklaruje, że zakupy w internecie robi przynajmniej raz w miesiącu.