Część krajów strefy euro, w tym Francja i Włochy, chce, by fundusz ratunkowy EMS mógł bez ograniczeń zaciągać pożyczki w Europejskim Banku Centralnym na skupowanie obligacji zadłużonych państw - informuje we wtorek dziennik "Sueddeutsche Zeitung". W ocenie niemieckiej gazety realizacja tych planów spowodowałaby, że Europejski Mechanizm Stabilizacyjny (EMS) dysponowałby w praktyce nieograniczonymi środkami na walkę z kryzysem.

Wśród zwolenników tego rozwiązania są ważne państwa UE, jak Francja i Włochy a także czołowi przedstawiciele EBC. Jednak Niemcy i niemiecki bank centralny odrzucają tę propozycję, gdyż - jak pisze "SZ" - jej wdrożenie nasiliłoby inflację, zagrażałoby niezależności EBC oraz byłoby niezgodne z traktatem UE, który zabrania Europejskiemu Bankowi Centralnemu finansowania państw.

Dyskutowany model zakłada, że EMS wspierałby w przyszłości kraje takie jak Hiszpania i Włochy, kupując ich obligacje na dużą skalę. Według tej teorii sztucznie pobudzony popyt doprowadziłby do obniżenia oprocentowania, jakie rządy muszą oferować inwestorom. Choć wartość funduszu sięga 700 mld euro, to pewnego dnia może się wyczerpać. By temu zapobiec, EMS mógłby lokować zakupione obligacje w EBC w charakterze gwarancji. W zamian otrzymywałby pieniądze, które ponownie mógłby przeznaczyć na wsparcie chwiejących się krajów euro - wyjaśnia "Sueddeutsche Zeitung", powołując się na dyplomatów UE.

Zdaniem zwolenników tego rozwiązania już same przyznanie EBC takiej "licencji bankowej" uspokoiłoby sytuację na rynkach finansowych i pomogło obniżyć koszty obsługi długu dotkniętych kryzysem państw. Według "SZ" pomysł nie jest nowy, ale do tej pory w strefie euro nie było konkretnej dyskusji na jego temat.

Szef dyplomacji Luksemburga Jean Asselborn powiedział we wtorek telewizji ARD, że zwolennikom tej propozycji nie chodzi o to, by dostawać pieniądze bez limitu i bez warunków. Ale musimy wypracować instrument, który skutecznie powstrzyma spekulacje - ocenił. Zaapelował też do Niemiec o solidarność z krajami dotkniętymi kryzysem. "Jako europejski obywatel nie chcę Niemiec, których trzeba się bać, że same się wyizolują" - powiedział Asselborn.

Rząd w Berlinie sprzeciwia się przyznaniu EBC "licencji bankowej", tak samo jak odrzuca euroobligacje. "Sueddeutsche Zeitung" ocenia nawet, że gdyby kanclerz Angela Merkel ustąpiła pod presją innych krajów, rozpadłaby się chadecko-liberalna koalicja rządząca Niemcami.

Były główny ekonomista EBC Niemiec Juergen Stark uznał nową inicjatywę Francji i Włoch za jednoznaczne złamanie prawa. Delikatnie mówiąc, już ekstremalnie naciągnęliśmy europejskie prawo - powiedział Stark w rozmowie z radiem Deutschlandfunk.

Także współrządząca Niemcami liberalna partia FDP ostro skrytykowała opisane przez "SZ" propozycje. Licencja bankowa dla EMS stanowiłaby złamanie prawa europejskiego, bo oznaczałaby bezpośrednie finansowanie państw środkami banku centralnego (...) Tym samym podcięlibyśmy korzenie naszej wspólnej waluty - powiedział minister gospodarki landu Bawaria Martin Zeil.

Szef frakcji FDP Rainer Bruederle ostrzegł, że w polityce ratowania euro Niemcy już dawno osiągnęły granicę tego, co jest możliwe na gruncie konstytucji, uzasadnione z finansowego punktu widzenia oraz rozsądne ekonomicznie. Rządy w Madrycie, Rzymie i Paryżu nie powinny przeciągać struny - dodał polityk. Zaniepokojona nowymi propozycjami jest również bawarska chadecja CSU.

Natomiast w ocenie polityka opozycyjnych Zielonych Juergena Trittina proponowane rozwiązanie byłoby lepszą i tańszą alternatywą dla zwykłego skupowania obligacji państw na rynku wtórnym.