W lipcu trzeci miesiąc z rzędu poprawiały się nastroje gospodarstw domowych. Dlatego publikowany przez GUS bieżący wskaźnik ufności konsumenckiej (BWUK) wyniósł minus 27 pkt i był na poziomie o 1,5 pkt wyższym niż miesiąc temu i o 3,3 pkt wyżej niż w najgorszych w tym roku miesiącach – marcu i kwietniu. Gospodarstwa domowe poprawiły zarówno ocenę swojej bieżącej sytuacji, jak i przyszłej. Lepiej też postrzegają zmiany w ogólnej sytuacji kraju.

To jeszcze echo optymizmu związanego z organizacją przez Polskę turnieju Euro 2012. Polacy poluzowali pasa, więcej konsumowali, lepiej się bawili, poczuli się szczęśliwsi - tłumaczy Wojciech Matysiak, ekonomista Pekao SA.

Ten wzrost konsumpcji powinien się pozytywnie przełożyć na dane o sprzedaży detalicznej za czerwiec, które poznamy w czwartek. Z uśrednionej prognozy ekonomistów wynika, że tempo jej wzrostu powinno zwiększyć się z 7,7 proc. w maju do ok. 9 proc. w czerwcu. Optymiści, jak Wiktor Wojciechowski z Invest-Banku, uważają, że zobaczymy nawet 9,8 proc. wzrostu sprzedaży.

Co naturalne, największe wzrosty zobaczymy w żywności i napojach. Ale już nie powinny być duże w przypadku RTV/AGD, bo to by świadczyło o tym, że część kibiców postanowiła wymienić swoje telewizory na Olimpiadę, a nie na Euro - uważa Grzegorz Ogonek, ekonomista ING BSK. Jego zdaniem sprzedaż wzrosła o 8,5 proc. rok do roku. Oprócz producentów żywności mogli także skorzystać producenci ubrań i dodatków, szczególnie tych markowych. Galerie handlowe w miastach gospodarzach turnieju mówiły nawet o najeździe turystów w dni meczowe.

Jednak to eldorado wkrótce przestanie istnieć. Sprzedawcy muszą się także nastawić na spowolnienie. Od początku ubiegłego roku sprzedaż rosła szybciej niż dochody, co świadczy o tym, że po części pokrywana była z oszczędności. Teraz te możliwości się wyczerpują. Spodziewam się, że wzrost sprzedaży detalicznej w kolejnych miesiącach spowolni do 5 proc. r./r. Realnie, czyli po uwzględnieniu stopy inflacji, wyniesie 1 proc. Będzie bardzo niewielki - ocenia Grzegorz Ogonek. Dokładnie tak samo prognozuje Wojciech Matysiak.

Przez trzy miesiące Polacy pozwolili sobie na więcej, niżby mogli. Teraz już zaczyna im brakować pieniędzy. Widać to choćby po prognozie dotyczącej oszczędzania publikowanej przez GUS w koniunkturze konsumenckiej. Spadła z minus 37,2 pkt w czerwcu do 38,2 pkt w lipcu – wyjaśnia. – Jest to najgorszy odczyt tego wskaźnika od lutego 2009 r., czyli od momentu, kiedy w Polsce kryzys zaczął się na dobre - dodaje ekonomista.

O tym, że Polacy kupowali, konsumując oszczędności, świadczą także dane NBP pokazujące, że przyrost zasobów na kontach i lokatach jest niewielki, kilkupunktowy. O wzroście skłonności do oszczędzania można mówić, gdy zmiana rok do roku wynosi 10 proc. czy więcej.

Ale Polacy mają coraz mniej do odłożenia. Płace realne, czyli po uwzględnieniu stopy inflacji, a także po wyłączeniu nagród z zysku w niektórych sektorach przedsiębiorstw, spadają - mówi Wiktor Wojciechowski. Za to rosną wszelkie opłaty, przede wszystkim związane z kosztem utrzymania mieszkań – od gazu i prądu po wywóz śmieci. Rosną także koszty dojazdów do pracy - dodaje.

W efekcie przedsiębiorstwa produkcyjne już narzekają na spadek zamówień, i to zarówno tych bieżących, jak i przyszłych. Najbardziej – wytwórcy odzieży. Producenci żywności informują, że coraz lepiej sprzedają się produkty z najniższej półki. Sektor przedsiębiorstw nie ukrywa, że ograniczenie produkcji przy wysokich kosztach zatrudnienia może zmusić go do zwolnień pracowników. Co tym bardziej ograniczy popyt wewnętrzny. Jednak niewykluczone, że producenci po prostu będą musieli zmniejszyć swoje marże, bo zbyt dużego pola manewru nie mają.

Popyt z zagranicy także będzie spadał, na co wskazują wczorajsze dane o PMI dla sektora przedsiębiorstw krajów strefy euro. Obniżył się z 45,1 pkt w czerwcu do 44,1 pkt w lipcu i był najgorszy od połowy 2009 r., czyli od szczytu kryzysu na Zachodzie. Europejskie firmy narzekają także na spadek zamówień. A to na rynkach strefy euro plasujemy połowę naszego eksportu. Czyli znów producentom przyjdzie liczyć na rynek wewnętrzny.