Ze skrajnego zadowolenia popadliśmy w skrajny pesymizm. Taki wniosek można wysnuć z najnowszych badań firmy Nielsen na temat poziomu optymizmu mieszkańców 56 krajów świata. Jeszcze 5 – 6 lat temu indeks dla Polski wynosił 100 – 110 (czyli byliśmy wręcz hurraoptymistami) i był znacznie wyższy niż średnia dla Europy i świata. Tymczasem w maju tego roku wynosił tylko 69, podczas gdy średnia europejska – 73, a światowa – 91.

Głównym źródłem niepokoju Polaków jest sytuacja na rynku pracy i związane z nią obawy o stabilność zatrudnienia, a także rosnące rachunki za usługi komunalne. Wskazało na nie 31 proc. osób. Nie różnimy się pod tym względem od mieszkańców innych krajów, którzy również najbardziej obawiają się o to, że mogą utracić pracę.

Tylko nieco mniej, bo 30 proc. naszych rodaków obawia się wzrostu cen żywności. Z kolei znacznie mniej niż przeciętnych Europejczyków martwi nas aktualna sytuacja gospodarcza. Polacy wymieniają ją dopiero na końcu swoich obaw, podczas gdy mieszkańcy Europy – w pierwszej trójce. Jak tłumaczą eksperci Nielsena, taka sytuacja jest zapewne odzwierciedleniem nadal rosnącego PKB w kraju.

Obszary budzące obawy Polaków są jednocześnie postrzegane jako te, w których należy szukać codziennych oszczędności. Ponad 50 proc. respondentów deklaruje więc, że ogranicza wydatki na ubrania i kupuje tańsze marki produktów spożywczych oraz alkoholu. 47 proc. oszczędza gaz i energię elektryczną. Na liście rzeczy, które ograniczamy, znalazło się też korzystanie z samochodu. Aż 30 proc. robi to w związku z wysokimi cenami paliwa.