Ministerstwo też nie traci rezonu. Jest jeszcze kilka projektów, które w naszej ocenie pozwolą na realizację planu na 2012 r. – uważa Magdalena Kobos, rzeczniczka MSP.

Jednak wcale tak nie musi być, o czym świadczą nie tylko przykłady z poprzednich lat, lecz także niestabilna sytuacja na rynku. Gdyby jednak MSP się pomyliło, katastrofy nie będzie. Wpływy z prywatyzacji to jedno z pozadłużnych źródeł finansowania deficytu. Jeśli będą mniejsze, resort raczej nie będzie miał problemu z uzupełnieniem go większymi emisjami obligacji, na które ciągle jest duży popyt. Może obawy o wyniki prywatyzacji to jeden z powodów, dla których Ministerstwo Finansów chce jak najszybciej zabezpieczyć finansowanie potrzeb pożyczkowych. To zmniejsza presję na emisje długu w dalszej części roku, gdyby były konieczne ze względu na niższe wpływy prywatyzacyjne – mówi Piotr Kalisz, ekonomista banku Citi Handlowy.

MF już ma pieniądze na sfinansowanie prawie 80 proc. tych potrzeb, ostatnio zapowiedziało, że do końca roku zamierza uzyskać ledwie 32 mld zł z kolejnych przetargów obligacji. To tyle, ile w pierwszych trzech miesiącach roku. Praca MF sprawia, że resort skarbu nie musi bać się presji ze strony analityków, którzy wykazują zrozumienie dla jego problemów. Warunki rynkowe są trudne, nie da się ich przeskoczyć. Są jak pogoda: nie zależą od nas – kwituje Kalisz. I dodaje, że zmuszanie ministerstwa do szybkiej sprzedaży akcji nie jest potrzebne. Tę opinię podziela Paweł Radwański, ekonomista Raiffeisen Banku. To kwestia cen, po jakich coś można dziś sprzedać. Polityka na przeczekanie w tej chwili ma sens – komentuje.

Jak przyznaje Magdalena Kobos, resort, jak każdy uczestnik rynku, chce uzyskać jak najwięcej pieniędzy ze sprzedaży. Po analizie przesunęliśmy debiut Polskiego Holdingu Nieruchomości na drugą połowę roku. Na jesień planowana jest także oferta publiczna Zespołu Elektrowni Pątnów-Adamów-Konin – wylicza.

Ekonomiści uważają, że ministerstwu uda się wykonać cały program prywatyzacji rozłożony na dwa lata. A zakłada on zmianę właściciela pakietów akcji w około 300 spółkach. W sumie państwo powinno pozyskać 15 mld zł. Co może się udać, jeśli spojrzeć na listę spółek na sprzedaż. Skarb Państwa chce upłynnić udziały m.in. w PKO i PZU – choć uzależnia to od sytuacji na giełdzie. Tak jak w przypadku firm z sektora chemicznego. W kolejce czekają też spółki energetyczne (m.in. Energa i Enea).

Uzyskanie 15 mld zł w dwa lata jest realne. Kapitału na rynkach jest dużo, a Polska pozytywnie wyróżnia się na tle Europy – mówi Radwański.

MSP wzorowo wywiązuje się za to z innego zadania: czyli z wpływów z dywidend. Plan to 8,1 mld zł. Licząc z grubsza, ministerstwo zapewniło już 7 mld zł dochodów. Z niektórych spółek (PGE, KGHM) udało się uzyskać po ok. 2 mld zł. Tegoroczne wpływy z dywidend to największa kwota, jaką budżet pozyska z tego tytułu od 2009 r. Wtedy państwowe firmy wpłaciły do kasy państwa w sumie 8,3 mld zł.

Więcej liczenia niż sprzedawania

Na palcach jednej ręki można policzyć lata z ostatniej dekady, kiedy to rząd zrealizował w pełni plan prywatyzacji. Tak było w 2004 r., gdy wpływy wyniosły ponad 10 mld zł (planowano 8,8 mld zł) i w 2008 r. (wpływy rzędu 2,4 mld zł wobec 2,3 mld zł planu). Zwykle planu nie udawało się zrealizować. Tak było też w rekordowym pod względem wielkości prywatyzacyjnych roku 2010. Wówczas duży deficyt budżetowy i wiążący się z tym wzrost potrzeb pożyczkowych zmobilizowały rząd do aktywnego szukania chętnych na pakiety akcji spółek. W 2010 r. MSP na giełdzie sprzedało m.in. akcje PGE (4 mld zł), Tauronu (4 mld zł), KGHM (2 mld zł), PZU (1,3 mld zł), GPW (1,2 mld zł), Bogdanki (1,1 mld zł) i Enei (1,1 mld zł).