Premier Chin Wen Jiabao podczas sześciodniowego tournee po Ameryce Południowej zaproponował gospodarzom otwarcie wartej 10 mld dol. linii kredytowej. Pieniądze miałyby pójść na finansowanie projektów infrastrukturalnych. W ten sposób Chińczycy nie tylko zyskują przychylność lokalnych elit, lecz także ułatwiają gospodarczą ekspansję własnym firmom. Realizacją kontraktów chińskich korporacji za granicą zajmuje się obecnie aż 809 tys. Chińczyków.

Wen zaproponował także zawarcie specjalnego porozumienia pomiędzy Chinami a blokiem państw Mercosur (Brazylia, Argentyna, Urugwaj i Paragwaj) – najsilniejszej w regionie strefy wolnego handlu. To z kolei – jak utrzymują Chińczycy – pozwoli podwoić obroty handlowe między Państwem Środka a Ameryką Łacińską w ciągu pięciu lat do 400 mld dol. Chiny duży nacisk kładą na to, by w ramach rozwoju bilateralnego handlu rozliczać się krajowymi walutami. W ubiegłym tygodniu zawarły odpowiednie porozumienie z Brazylią. Wartość umowy o bezpośredniej wymianie juanów i reali wynosi 30 mld dol.

W ten sposób Chińczycy zaczynają deptać po piętach Amerykanom w ich wyłącznej strefie wpływów. Mimo że Waszyngton wciąż pozostaje najważniejszym handlowym partnerem krajów Ameryki Południowej (udział USA w eksporcie tego regionu wynosi 40 proc., w imporcie – 30), gospodarcza obecność Chińczyków w regionie nieustannie rośnie. Szczyt aktywności chińskich inwestorów w Ameryce Południowej przypadł na ostatnie trzy lata. Liczba bezpośrednich inwestycji z Chin gwałtownie wzrosła w 2010 r. do ponad 15 mld dol., by już w 2011 r. przekroczyć 38 mld dol. (według szacunków amerykańskiej Heritage Foundation). Dla porównania łączna suma chińskich inwestycji w Ameryce Południowej w latach 1990 – 2009 wynosiła zaledwie 7,3 mld dol. Jak podaje chińskie ministerstwo handlu, Ameryka Łacińska trzeci rok z rzędu stanowi drugi – po Azji – najbardziej popularny kierunek inwestycyjny dla Chińczyków. Na ten region obecnie przypada ponad 15 proc. chińskich zagranicznych inwestycji (w Afryce lokowane jest zaledwie 3 proc.).

Mapa inwestycji pokrywa się z geopolityczną listą priorytetów Pekinu. Podobnie jest w przypadku Ameryki Południowej. Wzrost zainteresowania ChRL tym regionem wiąże się głównie z rosnącym zapotrzebowaniem na surowce. Jak podaje Międzynarodowa Agencja Energetyczna (IEA), w 2010 r. Chiny zdetronizowały USA pod względem najbardziej energochłonnej gospodarki świata. Z kolei kraje Ameryki Łacińskiej mają bogate złoża wielu surowców – m.in. 40 proc. światowej produkcji miedzi. Nie brakuje też ropy, gazu, rud żelaza, manganu. To właśnie w sektor surowców mineralnych najchętniej inwestują Chińczycy. Dla przykładu aż 21 z 24,6 mld dol. chińskich inwestycji w Brazylii przypada na surowce.

Bliska współpraca z Pekinem leży także w interesach Ameryki Łacińskiej. Chiny stanowią alternatywę rozwojową wobec USA. Imponujący wzrost gospodarczy Pekin łączy z silną kontrolą państwową, co stanowi zachętę dla takich krajów jak Wenezuela, Boliwia czy Ekwador. Współpraca z Chinami nie wiąże się także z koniecznością przestrzegania wartości demokratycznych, czego wymagają zwykle USA.