Delegaci chorwackich, czarnogórskich, serbskich i słoweńskich linii lotniczych spotkali się w miniony weekend w Podgoricy, by przedyskutować wspólną strategię walki z kryzysem. Wszystkie cztery firmy borykają się z dużymi stratami, desperacko szukając potencjalnych inwestorów. W ciągu pięciu do ośmiu lat może powstać jedna linia, obejmująca również Bośnię, Macedonię i Kosowo – ujawnił szef Montenegro Airlines Zoran Djuriszić. Dwa ostatnie państwa nie mają własnych linii, a bośniackie B&H Airlines obsługują tylko kilka tras.

Za analogię mogłyby posłużyć skandynawskie SAS, których historia rozpoczęła się od luźnej współpracy duńskich, norweskich i szwedzkich linii po II wojnie światowej, co doprowadziło do utworzenia wspólnych linii w 1951 roku. Nawet jeśli nie dojdzie do połączenia (o którym nie chcą słyszeć np. szefowie Croatia Airlines), można się spodziewać daleko idących uzgodnień co do obsługi poszczególnych kierunków czy dostaw paliwa.

Współpraca w branży lotniczej to nie pierwszy dowód na to, że dawnym Jugosłowianom opłaca się porozumieć. W 2010 roku Chorwaci i Serbowie podpisali porozumienie o kooperacji w dziedzinie... wojskowej. Za czasów Josipa Tity przemysł zbrojeniowy opierał się na fabrykach rozsianych po całym kraju. Po rozpadzie Jugosławii i krwawej wojnie domowej z pierwszej połowy lat 90. znalazły się one po różnych stronach granicy. Najlepszym przykładem był czołg M-84, którym do dziś posługuje się m.in. armia Kuwejtu: elektronika powstawała w Słowenii, silniki – w Bośni i Hercegowinie, amunicja – w Serbii, niektóre drobniejsze elementy produkowano w Macedonii i Czarnogórze, zaś całość ostatecznie składali Chorwaci. Porozumienie z 2010 roku przyniosło efekt mnożnikowy: Serbowie uzyskali dostęp do nowocześniejszych technologii, a Chorwaci – do rozleglejszych kontaktów handlowych, którymi dysponował Belgrad.

Pomysłem, który miał zintegrować państwa byłej Jugosławii dzięki sportowi, był z kolei projekt wspólnej organizacji Euro 2020 przez Bośnię i Hercegowinę, Chorwację oraz Serbię. Planowano w tym celu wykorzystać część stadionów, na których piłkarskie mistrzostwa Europy zorganizowano już w 1976 roku. Ostatecznie jednak pomysł upadł. Zabrakło pieniędzy i determinacji.