Odniósł się w ten sposób do pytań o los kontraktu na dostawę 204 wozów WZT-3 o wartości 275 mln dolarów, który miał być realizowany przez gliwickie Zakłady Mechaniczne (ZM) Bumar-Łabędy. W ub. tygodniu tamtejsi związkowcy poinformowali, że nowe władze Bumaru uważają kontrakt za nieopłacalny i zamierzają go renegocjować.

Kontrakt będzie starannie analizowany, poddany analizom prawnym i ekonomicznym. Myślę, że tylko racjonalizacja będzie przesądzała o jego przyszłości - powiedział we wtorek w Siemianowicach Śląskich Idzik.

Odpowiedzialny za zakupy uzbrojenia wiceszef MON zastrzegł, że nie zna treści tego kontraktu. Wskazał jednak, że los umowy będzie zależał od wyników audytu prowadzonego w resorcie Skarbu Państwa pod kątem kryteriów prawnego i ekonomicznego. Te dwa aspekty muszą dać odpowiedzi pozytywne, aby (kontrakt - PAP) mógł być kontynuowany - wyjaśnił.

Zapewnił również o wsparciu MON dla przedsięwzięcia. To wsparcie będzie udzielone w aspekcie dotyczącym naszej działalności w postaci attache obrony w New Delhi, a także w postaci kwestii dotyczących kooperacji z Łabędami - zapowiedział.

Pytany, jaka będzie przyszłość Bumaru-Łabędy, jeżeli kontrakt indyjski nie byłby realizowany, Idzik odpowiedział, że gliwickie zakłady będą musiały starać się o zamówienia krajowe. Remont czołgów Twardy, T-72 i Leopard powinien dać Łabędom niezbędną pracę celem przetrwania w tym trudnym okresie - wskazał.

W ub. tygodniu przedstawiciele Solidarności w Bumarze-Łabędy relacjonowali, że nowy prezes grupy Bumar Krzysztof Krystowski rozważa nawet zerwanie kontraktu indyjskiego. Szef grupy podczas wizyty w Łabędach miał wtedy mówić m.in., że kontrakt jest nieopłacalny, jego realizacja zostaje wstrzymana, a w czerwcu władze spółki zamierzają renegocjować umowę.

Zdaniem związkowców oznaczałoby to koniec zakładu. Na realizację indyjskiego zamówienia Bumar-Łabędy ma trzy lata, co już - według związkowców - jest terminem niezwykle napiętym. Dodatkowy miesiąc na ewentualną renegocjację umowy oznaczałby, ich zdaniem, że terminowe wykonanie staje się coraz mniej realne.

Odnosząc się do wątpliwości związkowców prezes Bumaru Krzysztof Krystowski akcentował w ubiegłotygodniowym komunikacie medialnym, że zarząd i związki są w tej sytuacji po tej samej stronie i najważniejsze jest dla nich dobro firmy Bumar-Łabędy. Prezes przypomniał m.in., że hinduski partner kontraktu boryka się z problemami wewnętrznymi, co z kolei powoduje trudności w kontaktach z klientem.

Krystowski argumentował, że w sytuacji, w której poprzednie zarządy Bumaru, a także ZM Bumar-Łabędy, odwołano za sposób zawarcia kontraktu, konieczne jest przeanalizowanie jego opłacalności, a także dokonanie oceny możliwości realizacji. Prezes Bumaru zasygnalizował też, że niektóre zapisy kontraktu mają być renegocjowane z partnerem indyjskim.

W ostatnim czasie Idzik wystartował w konkursie do zarządu Bumaru. 10 maja został wybrany przez radę nadzorczą na stanowisko wiceprezesa spółki odpowiedzialnego za obszar sprzedaży i zakupów. Nową funkcję ma objąć od 1 czerwca, będzie to wiązało się z jego dymisją ze stanowiska wiceszefa MON.