Wiceszef kontrolowanej przez Skarb Państwa grupy energetycznej bierze udział w trwającym od poniedziałku w Katowicach Europejskim Kongresie Gospodarczym.

Powrót do rozmów byłby możliwy, jeżeli możliwa byłaby rozmowa o zmianie warunków biznesowych, na jakich PGE mogłaby uczestniczyć w tym projekcie – wyjaśnia DGP Skowroński.

Wiceprezes PGE nie chce spekulować o wysokości udziałów, jakie spółka mogłaby objąć na Litwie.

Do wznowienia rozmów z Litwinami może dojść jeszcze przed wakacjami. PGE chce wrócić na Litwę ze względów biznesowych, ale i strategicznych. Za kilka lat będziemy mieli do czynienia ze wspólnym rynkiem energii. Z tego punktu widzenia lepiej być uczestnikiem litewskiego projektu niż nie być – tłumaczy Skowroński.

Zdaniem części obserwatorów za wycofanie się z litewskiej inwestycji posadą zapłacił Tomasz Zadroga, poprzedni prezes PGE. W grudniu 2011 r. zrezygnował ze stanowiska niemal natychmiast po tym, jak ogłosił decyzję o wyjściu PGE z Litwy. Tymczasem gorącym orędownikiem zaangażowania Polski u naszych wschodnich sąsiadów jest Waldemar Pawlak, wicepremier i minister gospodarki.

Budowa elektrowni atomowej Visaginas w miejscu zamkniętej już siłowni Ignalina ma być największą inwestycją na Litwie. Jej wartość szacuje się na 5,2 mld euro. Litwini, zatwierdzając kilka tygodni temu umowę koncesyjną, wyprzedzili Polskę w realizacji programu jądrowego. Prace budowlane planują rozpocząć najpóźniej w połowie 2016 r. Siłownia ma produkować energię przed końcem 2022 r.

Budowę stosów Visaginas będzie realizowała i finansowała spółka, której założycielem mają być przedsiębiorstwa energetyczne Litwy, Łotwy i Estonii, a także Hitachi, dostawca technologii. Zdaniem wiceprezesa PGE przy realizacji projektów jądrowych możliwa jest współpraca koncernów, które na co dzień ze sobą konkurują. Takie modele już wypracowano i także litewska inwestycja mogłaby być realizowana w ten sposób – tłumaczy Skowroński.

Kiedy Litwini finalizowali umowę koncesyjną, Polska odsunęła w czasie budowę pierwszej elektrowni jądrowej. W opublikowanej na początku lutego strategii na lata 2012 – 2035 spółka podała, że uruchomienie pierwszego reaktora planuje w 2023 r. To było wielkie zaskoczenie, bo do ostatniej chwili PGE zapewniała, że harmonogram realizowany jest zgodnie z planem. A ten zakładał rozpoczęcie produkcji energii z atomu trzy lata wcześniej.

Najbliższe wakacje będą kluczowe dla przyszłości polskiego projektu jądrowego. Do końca czerwca ogłosimy przetarg na wybór technologii – deklaruje Skowroński.

Najnowszy scenariusz dla polskiej elektrowni jądrowej zakłada wybór inżyniera kontraktu w 2012 r. Również do końca tego roku zaplanowano ogłoszenie przetargu na dostawcę technologii. Wśród faworytów wyścigu po kontrakt wart 35 mld zł wymienia się przede wszystkim Arevę, GE-Hitachi oraz Westinghouse.

W listopadzie 2011 r. PGE opublikowała listę potencjalnych lokalizacji dla przyszłej elektrowni. Spółka będzie wybierać spośród trzech miejscowości położonych nad Bałtykiem: Choczewem, Gąskami i Żarnowcem. Decyzja zostanie podjęta do końca 2013 r.

Rządowe plany zakładają wybudowanie przez PGE dwóch siłowni o łącznej mocy 6 tys. MW, w których PGE będzie mieć co najmniej 51 proc., a optymalnie 75 proc. udziałów.