Na polskim rynku ubyło w sumie blisko 4 tys. placówek specjalizujących się w sprzedaży odzieży i obuwia. Obecnie Polacy mogą robić zakupy w 39,6 tys. sklepów – wynika z raportu przygotowanego dla DGP przez firmę Soliditet Polska.

Sklepów będzie zaś jeszcze mniej, bo ubywa im klientów. Polacy najchętniej robią zakupy w sklepach działających pod znanym im szyldem. A te znajdują się głównie w galeriach handlowych. Do tych funkcjonujących gdzie indziej przychodzi mniej osób, co odbija się na obrotach – mówi Tomasz Starzyk z Soliditet Polska.

Wśród likwidowanych salonów odzieżowych i obuwniczych dominują więc te zlokalizowane w centrach miast i na osiedlach, działające pod prywatnymi markami. To oznacza, że już niedługo, chcąc kupić koszulkę, spodnie, płaszcz czy buty, trzeba będzie jechać do centrum handlowego, gdyż to tam najchętniej lokalizują się światowe marki.

Z drugiej strony spadek liczby sklepów nie jest aż tak złą wiadomością dla kupujących, bo rośnie konkurencja między galeriami handlowymi. Dziś w kraju jest 380 centrów handlowych. 30 kolejnych przybędzie w tym roku. To zmusza je do coraz większej walki o klienta, co przekłada się na niższe ceny towarów. Szczególnie że sprzedaż detaliczna w tej branży słabnie. Nadal, jak wynika z danych GUS, jest notowany wzrost, ale już nie tak duży jak w poprzednich latach. Galerie wykorzystują każdą okazję, by zmusić działające w nich sklepy do oferowania klientom upustów. Także same sklepy starają się przeceniać końcówki kolekcji. Wiedzą, że inaczej podzielą los bankrutujących sklepików.