Talanx ma już w Polsce dwa towarzystwa ubezpieczeniowe i po sfinalizowaniu przejęć wskoczy na drugą pozycję na polskim rynku ubezpieczeniowym.

Zgodnie z polityką KNF każda instytucja finansowa, która zdobywa znaczącą pozycję na rynku, powinna być notowana na GPW. Talanx zobowiązał się m.in., że w ciągu dwóch lat od zatwierdzenia nabycia akcji polskich spółek pojawi się też na giełdzie w Warszawie. Podobne zobowiązanie KNF uzyskała niedawno od Raiffeisen Bank International – w zamian za zgodę na przejęcie Polbanku. Akcje Raiffeisen International mają zadebiutować na GPW do połowy 2018 r. Dwa lata wcześniej powinna być w Warszawie notowana spółka, która powstanie z połączenia Raiffeisen Bank Polska i Polbanku.

Według analityków debiut Talanksu oznaczałby dla inwestorów możliwość dywersyfikacji w sektorze ubezpieczeniowym. – Na giełdzie brakuje dużych spółek z ekspozycją na dojrzałe rynki. Talanx to jeden z największych ubezpieczycieli w Niemczech – mówi Tomasz Bursa z Ipopemy Securities.

Sam debiut nie przesądzi jednak o atrakcyjności tych spółek dla inwestorów. – Aby były one atrakcyjne, w wolnym obrocie powinny znaleźć się pakiety warte przynajmniej kilkaset milionów do ok. 1 mld zł. Taki poziom dawałby szanse na osiągnięcie odpowiedniej płynności i obrotów. W przeciwnym razie instytucje podzielą los UniCredit, który na naszym parkiecie jest praktycznie niezauważalny – wskazuje analityk Ipopemy Securities.

UniCredit, właściciel Pekao, zadebiutował na GPW w końcu 2007 r. Włosi zdecydowali się na ten ruch po przejęciu i wycofaniu z obrotu Banku Austria Creditanstalt. Jednak płynność akcji UniCredit jest bardzo niska. W tym roku średnia wartość obrotu papierami jednego z największych banków w Europie wynosiła średnio ok. 2 mln zł na sesję wobec ponad 60 mln zł w przypadku Pekao.