To solidny wzrost wydajności. Dzięki temu firmy mogły wypracować przyzwoite zyski, choć mogły być one nieco niższe niż przed rokiem – mówi Karolina Sędzimir, ekonomistka PKO BP. A według GUS w pierwszym kwartale ubiegłego roku firmy zatrudniające 50 i więcej osób zarobiły na czysto 20 mld zł – o 20 proc. więcej niż w tym samym okresie roku poprzedniego. Zdaniem Sędzimir prawdopodobny nieduży spadek zysków w tym roku – oficjalnych danych GUS na ten temat jeszcze nie ma – związany był ze wzrostem o 6,6 proc. w pierwszych trzech miesiącach tak zwanych jednostkowych kosztów pracy, gdyż średnie wynagrodzenia wzrosły bardziej niż wydajność pracy. Koszty te liczy się jako relację wynagrodzenia do wydajności pracy – im wskaźnik ten jest niższy, tym lepiej dla kondycji finansowej firmy.

Analitycy są jednak przekonani, że dość duży wzrost płac w pierwszym kwartale, który zwiększył koszty, nie utrzyma się w następnych miesiącach. Zadecydował o tym głównie styczeń, kiedy płace poszybowały w przemyśle aż o 11,1 proc. – ocenia Grzegorz Maliszewski, główny ekonomista Banku Millennium.

Gwałtowne przyspieszenie w styczniu związane było przede wszystkim z tym, że przedsiębiorstwa wcześniej niż zwykle wypłacały premie i nagrody oraz trzynaste pensje. Ich płatności przesunięto nawet o kilka miesięcy, aby uniknąć skutków podwyżki składki rentowej o 2 pkt proc., która weszła w życie 1 lutego. To racjonalne zachowanie z punku widzenia przedsiębiorstw.

Ponadto od pierwszego stycznia wzrosła płaca minimalna o 8,2 proc., do 1500 zł. To także wpłynęło na przyspieszenie dynamiki płac w przedsiębiorstwach. Te czynniki się już nie powtórzą i przeciętny wzrost płac będzie znacznie skromniejszy – uważa Maliszewski. Zdaniem Sędzimir wynagrodzenia w tym roku mogą wzrosnąć w przedsiębiorstwach o 4,2 proc., a więc tylko o 0,2 pkt proc. więcej od inflacji. Dodaje, że podwyżki będą niewielkie, ponieważ nie ma dużej presji pracowników na to, aby pracodawcy zwiększali ich zarobki. To skutek trudnej sytuacji na rynku pracy. Ponadto przedsiębiorstwa ograniczają podwyżki w związku ze spowolnieniem gospodarczym i pogarszająca się koniunkturą na rynkach zagranicznych. W efekcie wzrost jednostkowych kosztów pracy może się obniżyć w czwartym kwartale do 3,5 – 3,7 proc. – ocenia Sędzimir. Ale utrzyma się dość wysoki, bo wynoszący ok. 5 proc. wzrost wydajności pracy.

Przede wszystkim dlatego, że przedsiębiorstwa kontynuują odtwarzanie majątku produkcyjnego zapoczątkowane w przyspieszonym tempie w drugiej połowie ubiegłego roku – mówi Maliszewski. Potwierdzają to dane GUS. Dzięki temu wydatki przedsiębiorstw zatrudniających 50 i więcej osób związane z zakupem maszyn, urządzeń, narzędzi i samochodów były w całym ubiegłym roku o 16,6 proc. większe niż w roku poprzednim.

Wydajność przyspieszy więc dzięki nowocześniejszym maszynom, ale przez to nie zwiększy się wyraźnie zapotrzebowanie na nowych pracowników. Co ważniejsze, nie powinno być z tego powodu znaczących redukcji zatrudnienia w przedsiębiorstwach. Firmy już się przekonały po poprzednim spowolnieniu, że nadmierne zwolnienia są dla nich niekorzystne, bo po poprawie koniunktury trudne jest szybkie znalezienie wykwalifikowanych pracowników – wyjaśnia Piotr Bujak, główny ekonomista Nordea Banku.

Wydajność w Polsce będzie jednak nadal dwukrotnie mniejsza niż w starych krajów Unii. Ale nie dlatego, że mniej się staramy, tylko z tego powodu, że firmy nie mają często najnowszych technologii produkcji.