Ministrowie zdecydowali o częściowym zawieszeniu 495 mln euro z funduszy spójności dla Węgier na 2013 r. Kara wejdzie w życie, jeśli do 1 stycznia 2013 r. kraj ten nie obniży deficytu do wymaganych w kryteriach z Maastricht 3 proc. PKB.

Polska i dość dużo krajów naszego regionu uważało, że sankcje powinny być dwuetapowe: 0,2 proc. PKB (wielkość zamrożonych funduszy - PAP) na pierwszym etapie, a dopiero potem podwyższenie ich do 0,5 proc. - powiedział po spotkaniu minister finansów Jacek Rostowski. Dodał, że była też duża grupa krajów, które chciały odroczyć decyzję o karze dla Węgier. Według nieoficjalnych informacji wśród nich były: Austria, Czechy i Wielka Brytania.

Rostowski podkreślił, że intencją polskiego postulatu była obrona interesów wszystkich krajów regionu, nie tylko Węgier i zapewnienie podobnej stopniowości w nakładaniu sankcji jak w przypadku krajów strefy euro. Bardzo trudno było to przeforsować, gdy same Węgry zaakceptowały sankcje na poziomie 0,5 proc. PKB - przyznał. Wyliczył, że w "polskich warunkach" taka kara wynosiłaby aż 7 mld złotych.

Wyliczona przez KE na podstawie unijnego rozporządzenia o Funduszu Spójności suma 495 mln euro do potencjalnego zawieszenia dla Węgier odpowiada 0,5 proc. węgierskiego PKB i 29 proc. węgierskiej puli funduszy w 2013 roku.

Rostowski wyjaśnił, że we wstrzymaniu się Polski od głosu nie chodziło to, że postrzegamy politykę gospodarczą Węgier inaczej niż reszta Rady UE. Uważaliśmy, że nawet w sytuacji, w której prowadzona przez Węgry polityka ma znaczące mankamenty, traktowanie krajów naszego regionu i krajów strefy euro musi być proporcjonalne i sprawiedliwe - zaznaczył.

Chodzi o to, że w ramach pierwszego kroku kara finansowa dla krajów strefy euro, wynikająca z tzw. sześciopaku wzmacniającego unijny Pakt Stabilności i Wzrostu, wynosi 0,2 proc. PKB danego kraju i dopiero potem w razie braku poprawy może być zwiększona do 0,5 proc. PKB.

Jednak komisarz UE ds. walutowych Olli Rehn ocenił, że porównywanie sankcji wobec krajów spoza strefy euro korzystających z funduszy spójności (m.in. Polska i Węgry) oraz kar stosowanych wobec krajów strefy euro to jak porównywanie pomarańczy i jabłka.

Po pierwsze kara w przypadku krajów strefy euro ma skutek natychmiastowy, a w przypadku krajów spoza euro jest ona rozciągnięta w czasie. Po drugie, fundusze nie są odbierane tym krajom, lecz one czasowo ich nie otrzymują - powiedział Rehn. Podkreślił, że w przypadku krajów euro pobrane w depozyt 0,2 proc. ich PKB może bezpowrotnie przepaść w razie braku poprawy ich finansów, a także, że sankcje dla krajów spoza euro są mniej automatyczne, bo przyjmowane, a nie odrzucane większością głosów.

Odnosząc się do zarzutów, że mająca kłopoty z nadmiernym deficytem Hiszpania jest bardziej ulgowo traktowana niż Węgry, podkreślił, że termin zmniejszenia deficytu do 3 proc. PKB dla Węgier minął w 2011 r., a dla Hiszpanii mija w 2013 r. Ponadto Hiszpania zadeklarowała działania na rzecz obniżenia deficytu w 2012 r. i ostateczny kształt jej budżetu będzie znany dopiero w czerwcu.

KE skrupulatnie go oceni, biorąc pod uwagę majowe prognozy ekonomiczne, i jeśli ta ocena wskaże, że Hiszpania nie zastosowała się do wcześniejszych rekomendacji, Komisja nie będzie unikać wydania kolejnych - zapewnił Rehn. Dodał, że także Węgry mają możliwość uniknięcia sankcji, ponieważ w czerwcu - zgodnie z wtorkowym kompromisem - nastąpi ponowna ocena węgierskiego budżetu.

W poniedziałek eurogrupa potwierdziła, że terminem obniżenia deficytu dla Hiszpanii jest 2013 r. oraz że celem budżetowym na ten rok dla Hiszpanii jest deficyt o 0,5 pkt proc. PKB niższy niż wstępnie zakładany przez rząd (5,8 proc. PKB). Pierwotnym celem budżetowym Hiszpanii na ten rok, wynikającym z procedury nadmiernego deficytu, był jednak poziom 4,4 proc. PKB.

Zawieszenie przekazania Węgrom środków spójności w ramach procedury nadmiernego deficytu byłoby precedensem w UE. Zezwala na to rozporządzenie UE ds. Funduszu Spójności. Ta potencjalna kara grozi tylko najbiedniejszym państwom, bo tylko one mają prawo korzystać z Funduszu Spójności.