Takie szacunki opracował Międzynarodowy Instytut Finansowy (IIF), który reprezentuje największych wierzycieli Aten. Pierwsza tak dokładna analiza kosztów greckiego bankructwa, która jako poufna przeciekła do Reutersa, ma zachęcić banki do darowania 100 mld euro Grekom. Zawarcie umowy w tej sprawie zaplanowano na jutro. Wciąż nie ma jednak pewności, że do tego dojdzie.

Restrukturyzacja greckiego długu oznacza, że prywatni wierzyciele stracą 73 proc. nominalnej wartości posiadanych bonów skarbowych tego kraju. Bankructwo pociągnęłoby za sobą stratę całości obligacji, które pozostają w rękach prywatnych banków. To około 206 mld euro. Jednak kolejne 73 mld euro straciliby wierzyciele publiczni, którzy zainwestowali w grecki dług, ale nie biorą udziału w operacji jego restrukturyzacji. Dalsze 177 mld euro musiałby spisać na straty Europejski Bank Centralny (EBC), który w ostatnich kilkunastu miesiącach na dużą skalę kupował grecki dług, byle utrzymać płynność kraju. Ta ostatnia suma jest dwukrotnie większa niż kapitał własny EBC. Dlatego kraje strefy euro musiałyby natychmiast przelać dziesiątki miliardów euro na konta frankfurckie, aby zapewnić jego dalsze funkcjonowanie.

Znacznie większe koszty pochłonęłoby jednak powstrzymanie paniki na rynku po ogłoszeniu przez Grecję niekontrolowanego bankructwa. Aż 380 mld euro pomocy Brukseli musiałyby otrzymać Irlandia i Portugalia, aby zneutralizować ataki spekulacyjne obawiających się kolejnych bankructw inwestorów. Na ten sam cel Hiszpania i Włochy musiałyby dostać dalsze 350 mld euro.

Bardzo trudno jest precyzyjnie obliczyć wszystkie konsekwencje finansowej niewypłacalności Grecji, nie bardzo widać, jak miałyby one być mniejsze niż bilion euro – ostrzega IIF.

Realizacja planu uratowania Grecji przed bankructwem nie wygląda dobrze. Z tego powodu wczoraj indeksy głównych giełd mocno pikowały.

Co prawda już w poniedziałek akces do porozumienia zgłosiło 12 czołowych europejskich banków, w tym BNP Paribas, Deutsche Bank i Commerzbank. Łącznie posiadają one 20 proc. nominalnej wartości greckiego długu (40 mld euro).

Zgodnie z porozumieniem zawartym między Grecją a przywódcami państw strefy euro pod koniec lutego porozumienie o redukcji o około 100 mld euro greckiego długu wejdzie w życie tylko, jeśli przystąpią do niego wierzyciele posiadający przynajmniej 90 proc. bonów skarbowych. Dzięki specjalnej ustawie przegłosowanej kilka dni temu przez grecki parlament, gdyby pod umową podpisały się banki posiadające 75 proc. długu, pozostali wierzyciele zostaliby zmuszeni do pójścia ich śladem.

Nie warto się łudzić: drugiej oferty nie będzie i nikt nie otrzyma rekompensaty za całość posiadanych obligacji – uważa minister finansów Grecji Ewangelos Wenizelos.

Wejście w życie umowy z bankami to warunek wypłaty przez Brukselę kolejnego pakietu pomocy dla Grecji wartego 130 mld euro. Jeśli Ateny tego nie otrzymają, 20 marca kraj straci płynność, bo nie będzie miał funduszy na spłatę obligacji wartych 14,5 mld euro, których zapadalność przypada właśnie na ten dzień.