Wczoraj Polskie LNG, operator gazoportu, zakończyło procedurę rozdzielania mocy w świnoujskim terminalu. Zaoferowało potencjalnym klientom, którzy chcieliby sprowadzać do Polski skroplony gaz ziemny (LNG), tzw. usługę regazyfikacyjną. Polega ona na zmianie postaci, w której dostarczany jest surowiec, ze skroplonej na gazową.

Zainteresowanie tą ofertą było jednak znikome. W ciągu trzech miesięcy zgłosiła się zaledwie jedna firma, ale ostatecznie i ona nie podpisała umowy z Polskim LNG. – Z przyczyn formalnych zmuszeni byliśmy odrzucić wniosek – wyjaśnia Justyna Bracha-Rutkowska, rzecznik PLNG.

To oznacza, że próba znalezienia klientów na korzystanie z gazoportu zakończyła się fiaskiem. Dotąd nikt poza Polskim Górnictwem Naftowym i Gazownictwem nie zarezerwował mocy w terminalu LNG w Świnoujściu.

PGNiG podpisało już kontrakt na dostawy skroplonego gazu. Na podstawie umowy z firmą Qatargas będzie sprowadzać do Polski 1,5 mld m sześc. LNG rocznie. Usługę regazyfikacji będzie PGNiG świadczyło Polskie LNG.

Moce terminalu to 5 mld m sześc.

Gazoport rozpocznie działalność w połowie 2014 roku. Do tego czasu operator terminalu zorganizuje jeszcze kilka procedur poszukiwania chętnych na regazyfikację.

Eksperci jednak wątpią w ich powodzenie. Powodem jest problem ze sprzedażą skroplonego gazu w kraju. Przykładem może być LNG już zakontraktowane przez PGNiG. Zdaniem Andrzeja Szczęśniaka, niezależnego eksperta rynku, gaz kupiony w Katarze będzie zbyt drogi. Surowiec ten będzie droższy niż kupowany na podstawie kontraktów spotowych; tańszy jest nawet rosyjski gaz dostarczany rurociągiem jamalskim w ramach długoterminowych kontraktów z Gazpromem. Import surowca z Rosji to koszt rzędu 400 – 500 dol. Analitycy twierdzą, że LNG z Kataru będzie kosztował ponad 500 dol.

To m.in. dlatego katarskiego LNG nie chcą kupować polskie firmy chemiczne, największy odbiorca gazu w naszym kraju. Jak tłumaczy Jerzy Majchrzak, dyrektor Polskiej Izby Przemysłu Chemicznego, nie chodzi jednak tylko o cenę. – LNG z Kataru nie dość, że jest drogi, to ze względu na skład nie nadaje się do produkcji chemicznej. Polskim firmom azotowym bardziej odpowiadałby tańszy gaz o gorszych właściwościach energetycznych – podkreśla.

Według Majchrzaka taki gaz w postaci skroplonej mógłby dostarczyć polskiej chemii Gazprom. Rosyjski koncern nie ukrywa, że jest zainteresowany eksportem LNG do Europy, w tym m.in. Polski i krajów bałtyckich. PIPCh nie wyklucza, że rodzime spółki azotowe skorzystają z tej oferty.

Procedura w takie sytuacji byłaby następująca: firmy podpisałyby kontrakt na dostawy z Gazpromem, same zaś musiałyby zarezerwować moce regazyfikacyjne w świnoujskim terminalu. To paradoks, bo gazoport miał być ważnym elementem w polityce dywersyfikacji dostaw do Polski i uniezależnienia się od rosyjskiego surowca.

Do zarezerwowania usługi regazyfikacyjnej w terminalu przymierzają się Azoty Tarnów. Należące do nich Zakłady Chemiczne Police, ze względu na lokalizację, są naturalnym odbiorcą gazu z budowanego gazoportu.

O możliwości importu LNG mówi się także w kontekście Orlenu. Koncern naftowy mocno zaangażował się w segment energetyczny. We Włocławku wybuduje elektrownię, kolejną planuje w Płocku. Będzie potrzebował zatem dodatkowych dużych ilości gazu do zasilania bloków.