W 2013 r. Skarb Państwa prawdopodobnie będzie chciał wprowadzić ją na giełdę.

Gdyby zdecydowano się sprzedać 100 proc. akcji, można by dostać za spółkę nawet 200 mln zł. Pieniądze mogłyby trafić do budżetu już w tym roku, ale resort skarbu z podjęciem ostatecznej decyzji o wprowadzeniu przedsiębiorstwa na parkiet wstrzymuje się do rozstrzygnięcia kwestii prywatyzacji LOT-u.

Michał Kaczmarzyk, prezes LS Airport Services, nie chce spekulować o przekształceniach własnościowych. Przyznaje, że do końca roku spółka będzie w pełni gotowa do prywatyzacji. Przed zmianą właściciela popracuje jeszcze nad polityką handlową i zainwestuje w sprzęt. Wydatki sięgną w tym roku 6 mln zł. Plan inwestycyjny może ulec zmianie, jeśli zapadnie decyzja o wejściu na nowe lotniska. Obecnie spółka obsługuje samoloty i pasażerów w portach w Warszawie oraz Krakowie. Na stołecznym lotnisku firma ma 70-proc. udział w rynku, a w Krakowie od grudnia 2011 r. 60-proc. dzięki przejęciu obsługi samolotów Ryanaira.

Kaczmarzyk nie kryje, że firma jest zainteresowana Modlinem i Gdańskiem. Tyle że z wejściem na te lotniska związane byłyby dodatkowe inwestycje rzędu 8 – 10 mln zł na każdy port. Dziś możliwości wystarczą co najwyżej na jedno lotnisko, więc prywatyzacja powinna być związana z podwyższeniem kapitału i dofinansowaniem LS AS.

Eksperci wskazują, że na rynku handlingowym w naszym kraju robi się coraz ciaśniej. W Warszawie pojawił się np. litewski BGS. Wraz z nim ceny za obsługę samolotów spadły o połowę. Kaczmarzyk potwierdza, że trudno dziś o dwucyfrową marżę, co było standardem jeszcze dwa lata temu, ale zapewnia, że mimo to rentowność netto spółki w zeszłym roku sięgnęła 7 proc.