Prezydencyjną pałeczkę po rządzie Donalda Tuska przejęła na najbliższe półrocze premier Danii Helle Thorning-Schmidt. Dla Kopenhagi jednym z priorytetów przewodnictwa w Radzie UE – obok walki z kryzysem zadłużenia – będzie ekologia. Dania promuje zielone technologie nie tylko ze względów ideologicznych, lecz także czysto biznesowych. To lider pod względem zielonych technologii w Europie i na świecie, więc jej rząd jest zainteresowany ich eksportem.

Musimy zbudować zieloną Europę. Potrzebujemy więcej wzrostu bez wykorzystania większej ilości energii. Dania pokazała, że to możliwe. Musimy oszczędzać energię i stosować ją w sposób bardziej zrównoważony – mówiła Thorning-Schmidt w inauguracyjnym wystąpieniu. Duńska socjaldemokratka zapowiedziała też aktywny udział UE w konferencji ONZ Rio+20 poświęconej zagadnieniom zrównoważonego rozwoju, która odbędzie się w czerwcu w Brazylii.

Kopenhaga od lat należy do światowej awangardy w przestawianiu gospodarki na zielone tory. W październiku 2010 r. władze z poparciem wówczas opozycyjnych socjaldemokratów przyjęły plan całkowitej rezygnacji z energii opartej na ropie, gazie i węglu do 2050 r. Rząd przekonywał wówczas, że całkowity koszt zielonej rewolucji w ciągu czterech dekad zamknie się kwotą 17 mld koron (10 mld zł). Sceptycy dowodzili, że koszty będą kilkukrotnie wyższe, a udział Danii w światowym zużyciu energii jest na tyle niski, że – jak pisał ekosceptyk Bjoern Lomborg na łamach „Berlingske Tidende” – „duńska rewolucja może do 2100 r. opóźnić proces globalnego ocieplenia o całe dwa tygodnie”.

Poza względami ekologicznymi niebagatelną rolę odgrywają też interesy duńskich koncernów. Duński lobbing na rzecz nowych technologii toruje drogę takim firmom, jak Dong Energy, która wyrasta na potentata branży energetycznej w Europie Północnej, mając ambicje ekspansji w pozostałych regionach naszego kontynentu. Koncernowi pomaga wcześniejsze niż w przypadku konkurentów zdobycie know-how w dziedzinie elektrowni wiatrowej czy pozyskiwaniu energii z biomasy. Skandynawska ekopolityka tylko pomogła w nakręceniu koniunktury.

W tej sytuacji ambicje duńskiej prezydencji niekoniecznie muszą iść w parze z interesami naszego kraju. Trudno oczekiwać, by Kopenhaga sprzyjała idei zgłoszonej przez Solidarną Polskę, by za pośrednictwem wprowadzonej przez traktat lizboński europejskiej inicjatywy obywatelskiej zablokować do 2020 r. postanowienia pakietu klimatycznego. Jego realizacja odbije się przede wszystkim na opartych na węglu gospodarkach państw nowej Unii, w tym polskiej. Odczujemy to na własnej kieszeni od 2013 r., gdy drastycznie wzrosną rachunki za energię elektryczną. Zdaniem cytowanego przez PAP prof. Krzysztofa Żmijewskiego z Politechniki Warszawskiej Polskę może to kosztować w perspektywie długoterminowej nawet kilkaset miliardów złotych rocznie.

40 na tyle lat rozpisano duński plan rezygnacji z brudnej energii

20 proc. o tyle według Danii może rosnąć rocznie rynek energii wiatrowej w UE

21 proc. tyle zapotrzebowania Danii na prąd pokrywają turbiny wiatrowe