"Po analizie wpływów i koniecznych wydatków do końca roku, wiemy, że będzie nam brakowało ok. 5 - 7 mln zł" - powiedział PAP prezydent Krakowa prof. Jacek Majchrowski. Chodzi o pieniądze na tzw. wydatki obligatoryjne, do których gmina jest zobowiązana ustawowo, a nie zawartymi umowami.

Majchrowski mówił, że w czwartek podpisana została umowa z jedną z instytucji państwowych, która ma gminie w ciągu 10 dni przelać 7,5 mln zł. "Wszystkie konieczne wydatki zostaną pokryte" - podkreślił Majchrowski.

Według niego dopiero w styczniu będzie wiadomo, jaka naprawdę jest cała luka w tegorocznym budżecie miasta, bo często jeszcze w ostatnim dniu roku miasto otrzymuje jakąś dotację z budżetu państwa. Luka może wynieść kilkadziesiąt milionów złotych, choć precyzyjnych danych obecnie nie ma.

Majchrowski zapewnił, że miasto nie przekroczy 60-proc. poziomu zadłużenia. "Zadłużenie wynosi obecnie 58,57 proc. Od lat utrzymujemy się na tym poziomie i nie ma zagrożenia, że to się zmieni" - mówił prezydent.

Na początku grudnia dyrektorzy wydziałów w Urzędzie Miasta otrzymali pismo, że do końca roku mogą realizować tylko konieczne zobowiązania gminy, wynikające z zawartych wcześniej umów, co oznacza, że nie mogą wydać pieniędzy np. na nie planowane wcześniej zakupy. Jednostki miejskie starają się też - jeśli to możliwe - o prolongatę płatności na początek przyszłego roku.

By ratować tegoroczny budżet, z planu wydatków wykreślone zostały niektóre inwestycje, np. modernizacja ulic Niewodniczańskiego i Krzyżańskiego (38,7 mln zł) czy ul. Obrońców Krzyża (21,2 mln zł)

Władze Krakowa już w połowie października przygotowały projekty uchwał zmniejszających dochody i wydatki, bo okazało się, że przyjęte w budżecie założenia są nierealne do osiągnięcia w obecnej sytuacji gospodarczej. Chodzi przede wszystkim o mniejsze od założonych wpływy z udziału w podatku CIT i spadek dochodów majątkowych, m.in. ze sprzedaży miejskich nieruchomości.


Dochody miasta z podatku CIT zostały zapisane w wysokości 100 mln zł na podstawie założeń przyjętych w budżecie państwa. Tymczasem na koniec października wyniosły one 59,4 mln zł, czyli 59,5 proc. planu. Z powodu kryzysu na rynku nieruchomości dochody majątkowe miasta, m.in. ze sprzedaży posiadanych budynków, do końca października to 59,4 mln zł z zaplanowanych 141,2 mln zł (zaledwie 42,1 proc. planu). Lepiej jest z wpływami z PIT, które wyniosły 713,2 mln zł (79,5 proc. planu).

W połowie listopada nadzwyczajna komisja Rady Miasta ds. reformy finansów w swoim raporcie wskazywała, że w budżecie 2011 r. doszło do przeszacowania dochodów i niedoszacowania wydatków. Na to nałożyło się spowolnienie gospodarcze, zmniejszenie dochodów z PIT i CIT i obciążanie samorządu kolejnymi zadaniami bez środków na ich finansowanie.

"Sytuacja finansowa Krakowa jest zła, a chwilami miasto traci płynność finansową" - uważa szef klubu radnych PO Grzegorz Stawowy. "Zaplanowano za duże wydatki, a jednocześnie zbyt optymistycznie szacowano dochody. Dodatkowo gmina musiała płacić zaległości z lat ubiegłych" - dodał. "Generalnie dochody miasta - bieżące i majątkowe - na koniec października są niższe niż w analogicznym okresie ubiegłego roku. Trudno jednak mówić w tej chwili o konkretnej kwocie, jakiej zabraknie" - powiedział PAP przewodniczący Rady Miasta Krakowa, który kierował pracą nadzwyczajnej komisji Bogusław Kośmider.

Na początku grudnia radni otrzymali analizę Wieloletniej Prognozy Finansowej, sporządzoną przez zespół audytu wewnętrznego Urzędu Miasta Krakowa. Jej autorzy zwracają uwagę na dwa ryzyka: bieżące, polegające na braku bezpiecznej ilości środków na koncie na terminowe regulowanie należności i na ryzyko strategiczne, czyli brak systematycznego powiększania nadwyżki dochodów nad wydatkami bieżącymi. Autorzy analizy piszą, że w 2012 r. konieczne są decyzje, które doprowadzą do powiększenia dochodów i do ograniczenia w kolejnych latach wzrostu wydatków bieżących gminy. W przeciwnym razie problemy finansowe Krakowa mogą się pogłębić.